(…) Za długi artykuł do gazety, nad którym pracowałem tydzień, ale za to był świetny, dostawałem 300–400 złotych brutto. Mogłem też pisać na stronę internetową, ale tu stawki, tak jak wymagania, były znacznie niższe. Dziennie oddawałem nawet 5 krótkich tekstów i za każdy dostawałem 30–40 złotych. Wychodziło, że bardziej opłaca się pisać byle co i byle jak, bo liczyła się ilość i kontrowersyjny, a do tego zagadkowy tytuł, który dawał kliki – mówi Andrzej. – Kiedyś powiedziałem szefowej, że przez to, co robią, spada poziom dziennikarstwa(…). Odpowiedziała, że nikt mi nie zabrania pisać tych pięciu tekstów dziennie na poziomie Pulitzera.
Marek Szymaniak
„Urobieni. Reportaże o pracy.” 2018

Nowy Folder na YouTube'ie View All