600 gramów (nie) szczęścia


W ostatnim roku zdarzyło mi się płakać przy dwóch książkach. Dziwnym trafem obie dotykają tematyki polskiej służby zdrowia. Pierwsza z nich to „Agonia” Pawła Kapusty, druga to „Wczesne życie” Małgorzaty Nocuń. O ile jednak reportaż Kapusty był „po prostu” brutalnym sprawozdaniem z fatalnej kondycji polskiej opieki medycznej, tak książka Małgorzaty Nocuń jest tekstem znacznie bardziej osobistym. A przez to pełnym żalu, smutku oraz ludzkiej goryczy.


Małgorzata Nocuń (ur.1980) jest dziennikarką, byłą korespondentką na Ukrainie oraz Białorusi, a także ekspertką od Wschodniej Europy. Tym razem jednak nie porusza spraw politycznych czy społecznych, a znacznie bardziej osobiste. We „Wczesnym życiu” nie znajdziemy dziesiątek wywiadów, analiz, czy zbieranych przez długie miesiące śledztwa informacji. Zamiast tego otrzymujemy osobistą historię autorki, relację z najcięższych dni jej życia. Takich, których nie sposób zapomnieć. Tym bardziej, kiedy ich źródłem jest osoba, którą autorka kocha ponad własne życie. Otrzymujemy książkę pełną bólu, cierpienia i żalu. Małgorzata Nocuń pisze o wydarzeniach, które mogą rozgrywać się właściwie za każdymi drzwiami, nawet bez naszej świadomości o nich. Sprawia, że czytelnik nie tyle nawet współczuje bohaterce, lecz myśli: „jakie mam cholerne szczęście, że te rzeczy przytrafiły się komuś obcemu, a nie mnie lub moim bliskim”


Jedno na dziesięć dzieci w Polsce rodzi się przedwcześnie, znacznie przed planowanym terminem rozwiązania ciąży. Jednak wcześniak wcześniakowi nierówny, każdy tydzień, czy wręcz dzień, przed planowaną datą znacznie zwiększa szanse, że dziecko w przyszłości będzie w jakimś stopniu niepełnosprawne. Zarówno fizycznie, jak i psychicznie. O ile w ogóle uda mu się przeżyć choćby kilka miesięcy, rzecz jasna. Dzięki rozwojowi medycyny obecnie dzieci urodzone 3-4 tygodnie przed terminem opuszczają szpital w pełni zdrowe, może lekko mniejsze od rówieśników, czy chwilę później uczące się chodzić. Jednak wcześniacki urodzone ponad 2 miesiące przed planowaną datą to właściwie loteria. Jeśli przeżyją i będą wstanie samodzielnie funkcjonować – nawet lekarze mówią wtedy o cudzie. Wylewy krwi w mózgu lub dziura zamiast jego części, niewykształcone organy wewnętrzne, trudności z samodzielnym oddychaniem, brak reakcji na bodźce czy częściowy paraliż. Najczęściej trafia się kilka z tych rzeczy naraz. Do tego dochodzi waga i wielkość. 600-700 gramów, połowa tego, co sklepowy kurczak w foli. Mieści się niemalże na dłoni dorosłej osoby. A jednak, żyje i jest prawdopodobnie najważniejszą osoba w czyimś życiu.  Czasem pojawia się u rodziców nadzieja, że mimo wszystko będzie dobrze, dojdzie do jakiegoś cudu. Zwykle jednak nadzieja ta szybko znika, a śmierć przychodzi nagle. Myśl „wszystko jakoś się ułoży, ważne że moje dziecko żyje” przeradza się w znacznie bardziej wstydliwą: „czy nie lepiej gdyby mój syn umarł tuż po narodzinach i nie musiał tak cierpieć?”.


Małgorzata Nocuń opowiada swoją historię z przedwczesnego macierzyństwa. Robi to jednak w trzeciej osobie, stając się jedną z kilku bohaterek. Jej syn Julek jest wcześniakiem, który przez kilka pierwszych miesięcy po narodzinach walczył o życie w szpitalnym inkubatorze. A walkę tę, dzień w dzień, razem z nim toczyła jego matka. I właśnie o tym możemy przeczytać we „Wczesnym życiu”. Obserwowanie, czy własne dziecko będzie w stanie kolejny raz odetchnąć, a jego serca nie przestanie niespodziewanie bić. Czy wyda z siebie kolejny, nawet nieludzki, dźwięk? Czy uda mu się choćby poruszyć lub samodzielnie przełknąć ślinę? Jak czuje się rodzic, który przychodząc każdego dnia do szpitala zastanawia się, czy zastanie swoje dziecko żywe. Jak każda sekunda rodzicielstwa, które miało być bajką, przeistacza się w koszmar, całe plany życiowe nagle zamieniają się gruzy. W jednym momencie rodzic zdaje sobie sprawę, jak trudne będzie jego życie, jeśli dziecko przeżyje okres inkubacji. Codzienne rehabilitacje, zajęcia, specjalny medyczny sprzęt domowy … I wreszcie żal, zmieszany z miłością. Dlaczego moje dziecko nie może być takie, jak inne? Czy kiedykolwiek z nim porozmawiam? Dlaczego akurat mnie spotkało to nieszczęście? Pustkę wypełniają przeróżne emocje. Pojawia się kryzys religijny i zazdrość wobec innych, szczęśliwych i „normalnych” rodzin. Pozostaje jedynie bezczynne czekanie. Każdy czuje, że mówiąc w takiej sytuacji „będzie dobrze” czy „jakoś się ułoży” zwyczajnie by kłamał. Nie będzie dobrze i nic się nie ułoży. A jednak trzeba być nieustannie gotowym. I wierzyć. Często naiwnie, ale wierzyć.


„Wczesne życie” nie jest typowym reportażem, co jest jego największą zaletą. Jest to pewnego rodzaju terapia autorki, skonfrontowanie się z najtrudniejszymi dniami w jej życiu. To opowieść, o tym jak autorka wspierała się wzajemnie z kilkoma innymi matkami na oddziale, będącymi w podobnej sytuacji. Niejednokrotnie popadały w histerię, podczas oddawania mleka dla dziecka w specjalnym pokoiku czy słysząc kolejną porcję złych informacji o stanie swojego dziecka. Wreszcie jest to opowieść o tym, jakie piętno takowe przeżycia pozostawiają na rodzicach, którzy sami zaczynają popadać w paranoję, a ich psychika nieodwracalnie się zmienia. Życie trwa jednak dalej. Nawet jeśli nie wygląda jak w bajce.


„Wczesne życie”

Autorka: Małgorzata Nocuń

Wydawnictwo Czarne

Rok wydania: 2020

Wpisy

Student drugiego roku dziennikarstwa i medioznawstwa na Uniwersytecie Warszawskim. Od niedawna pełnoprawny warszawiak. Fan piłki nożnej i kibic pewnej stołecznej drużyny kojarzonej z literą L w kółeczku. Miłośnik Star Wars oraz prozy Stephena Kinga.