A mnie nie zachwyca

[spider_facebook id=”2″]

 

Prawdopodobnie dzięki niej tysiące ludzi po raz pierwszy usłyszały jego nazwisko. Niektórzy z nich może nawet ją kupili i przeczytali, kiwając przy tym głowami, głęboko wzdychając i ocierając łzy. Pewnie będzie za nią nominowany do najważniejszych dziennikarskich i literackich nagród w Polsce. Ale „13 pięter” to nie jest najlepsza książka Filipa Springera.

 

 

Opowieść o problemie mieszkaniowym dzisiejszych trzydziestolatków, zestawiona z łudząco podobnymi trudnościami obywateli II RP trafiła na podatny grunt. Oto frankowicze proszą o ratunek, bo rosnący kurs szwajcarskiej waluty zamienił w koszmar ich marzenia o własnym M. Politycy, eksperci i doradcy prześcigają się w pomysłach, jak pomóc (albo bardziej: błysnąć w mediach i zdobyć popularność). Do tego ceny wynajmu mieszkań stają się coraz wyższe, co nie idzie w parze ze wzrostem płac ani – tym bardziej – liczby umów o pracę. Młode pokolenie szuka więc ideałów w dwudziestoleciu międzywojennym.

 

Ostentacyjna wierność tezie

 

Wtedy pojawia się on – wkurzony reporter, lansujący niepopularny pogląd: mieszkanie należy się każdemu, ale kredyt zaciągany na pół życia to nie powinno być jedyne rozwiązanie, żeby tę potrzebę zaspokoić. Springer uderza jednak w „13 piętrach” nie tylko w polityczne, bankowe i deweloperskie sztuczki (programy: „Rodzina na swoim” i „Mieszkanie dla Młodych”, niszczenie systemów taniego budownictwa społecznego, wadliwe zasady przyznawania mieszkań komunalnych i socjalnych, nierozwiązany problem dekretu Bieruta), ale także w naiwność tych, którzy dają się na nie złapać. Burzy też wyobrażenia na temat złotych czasów międzywojnia. Cytuje fragmenty artykułów, książek i dokumentów, w których zamiast dumnych z odzyskania wolności Polaków widzimy ludzi żyjących w ciasnocie i brudzie. Wielu mieszkaniowe problemy pchają nawet do samobójstwa.

 

Springer pokazuje kilka reporterskich twarzy: surowego nauczyciela, zaniepokojonego rodzica, bezkompromisowego demaskatora, oburzonego trybuna ludowego, ale także – niestety – ostentacyjnie wiernego swojej tezie dziennikarza, i to nie tezie kształtującej się na kolejnych stronach „13 pięter”, lecz stanowiącej pretekst do rozpoczęcia pisania.

 

Gdzie się podziała dziecięca naiwność?

 

Springer wybiera tematy, które go wkurzają. Mówił o tym w wywiadzie dla „Nowego Folderu”, zapowiadając, że tak właśnie będzie także w przypadku tej książki. A jednak we wcześniejszych reportażach nie ma śladów nachalności, są za to stawiane niemal z dziecięcą naiwnością pytania. W „Miedziance” o to, dlaczego tętniąca niegdyś życiem miejscowość w zasadzie zniknęła, w „Wannie z kolumnadą” o przyczyny przestrzennego nieładu, o pastelozę i obwieszanie Polski paskudnymi reklamami, w „Źle urodzonych” i „Zaczynie” o niedocenianie architektonicznych dokonań PRL-u. Zabiera tam czytelnika w fascynującą podróż. Subtelnie tylko sugeruje na przykład, że jego oczy krwawią, kiedy patrzy na elewację Hotelu Sobieski, a Oskara i Zofię Hansenów darzy szczerą sympatią. Ostatecznie pozwala odbiorcy samodzielnie wyrobić sobie zdanie na podejmowany temat.

 

W „13 piętrach” takie konstruowanie opowieści można znaleźć tylko w pierwszej części dotyczącej dwudziestolecia międzywojennego. To Springer, jakiego znam z poprzednich książek i uwielbiam: mistrz researchu, wykuwania pełnokrwistych postaci tylko z dokumentów, zapisków i wspomnień, prosto wyjaśniający skomplikowane sprawy. Niestety, historie współczesnych bohaterów (druga część) zostają przygniecione tym, że autor jest oburzony polskim systemem mieszkaniowym, kredytowym wirusem i biernością władz. Mimo że w jego dobre intencje nie wątpię (świadczy o tym to, że chroni tożsamość niektórych postaci), trudno mi nie myśleć, że stał się kolejną osobą, która tych ludzi w pewnym sensie wykorzystała. Ich dramat pomaga mu udowodnić swoją tezę: kredyty są złe, a polskie mieszkalnictwo umiera.

 

Refleksja w stylu Coelho

 

W wywiadach Springer przyznaje, że nie chce zbyt głęboko wnikać w niczyje życie. To widać w „13 piętrach” i czasami to doskwiera, bo chciałoby się poznać kogoś bliżej i bardziej z kimś zżyć. Autor obronił jednak swoją koncepcję doskonałym pomysłem: dobrał historie tak, że na każdym z tytułowych trzynastu pięter faktycznie mieszka inny z jego bohaterów. Szkoda tylko, że zamiast z miniprzypowieściami o prekariuszach po lekturze mierzę się przede wszystkim z reporterską chęcią udowodnienia swojej racji, sprowadzoną do wymierzenia ciosu nieokreślonemu systemowi. Bo Springer, mimo że jego działania można tak odczytać, nie chce nikogo za fatalną sytuację mieszkaniową Polaków oskarżać ani – tym bardziej – skazywać. To zresztą zgodne z jego sposobem pracy: wkurzyć się, napisać, sprowokować ogólnokrajową dyskusję i stopniowo się wycofywać.

 

Po „13 piętrach” to ostatnie nie wygląda jednak tak naturalnie jak wcześniej, bo tym razem wyraźniej podkreślił w książce autorskie „ja”. Do tej pory tłumaczył, że nie lubi wprowadzać siebie, bo w tekstach jest go wystarczająco dużo już przez samo to, że je napisał. Dlatego nie rozumiem, co sprawiło, że część historyczną i współczesną zdecydował się połączyć opisem (całe szczęście krótkim) swoich wypraw śladami twórców Warszawskiej Spółdzielni Mieszkaniowej i zakończyć (o, zgrozo!) refleksją w stylu Paolo Coelho: „Nie wiem, po co tu jestem. Czasami trzeba po prostu ruszyć do źródła, mimo że rzeka już zupełnie wyschła”.

 

Z pewnością nie wysechł talent Springera – znów znalazł świetny temat. Ba, po tym, jak wzrósł kurs franka i sprawa kredytów mieszkaniowych znalazła się na ustach całej Polski, można wręcz powiedzieć, że po raz pierwszy znalazł temat tak uniwersalny i tak bardzo dotykający polskiej tożsamości i codzienności. „13 pięter” to jednak książka nierówna: ze świetnymi historiami i zupełnie niepotrzebnymi autorskimi wstawkami wtłaczanymi czytelnikowi do głowy. Springer jest świetnym reporterem i potrafi zachwycać. Ale nie mnie tym razem.

 

Agnieszka Kapela

 

„13 pięter”
Autor: Filip Springer
Wydawnictwo: Czarne

 

Przeczytaj też inne recenzje książek Filipa Springera zamieszczone na naszej stronie:

„Wanny z kolumnadą”

„Zaczynu. O Zofii i Oskarze Hansenach”