/

Alkodyplomacja

Nowy Folder - #BananowaNiedziela


Sobotni wieczór, warszawskie puby zapełniają się studentami. W wielkim kotle kwiatu młodzieży, zmywającego trudy mijającego tygodnia w serii wyszukanych szotów, znajdują się również przybysze z całego świata. A kiedy alkohol płynie wartkim strumieniem, równie wartko płyną słowa z ust alkopoliglotów.


Alkohol uzależnia, szkodzi zdrowiu, zabija, ale też, według badania przeprowadzonego przez Fritza Rennera, Inge Kersberger, Matta Fielda i Jessicę Werthmann, pomaga w płynnej komunikacji w obcym języku. Ich eksperyment przeprowadzony przez brytyjsko-holenderski zespół badawczy polegał na podzieleniu 50-osobowej grupy niemieckojęzycznych studentów z holenderskiego uniwersytetu w Maastricht na dwie grupy: jedni przed badaniem wypili wodę, drudzy alkohol. Następnie ze wszystkimi przeprowadzono krótkie rozmowy po holendersku, oceniane przez holenderskich native-speakerów, którzy nie wiedzieli którzy uczestnicy należeli do której grupy. Wynik? Grupa, która była po alkoholu, lepiej radziła sobie z wymową i płynnością porozumiewania się w obcym języku.


Na podstawie własnych doświadczeń mogę przyznać, że coś jest na rzeczy. Pytanie jak wykorzystać tę wiedzę teoretyczną w praktyce? Przecież nie musi ona służyć jedynie nawiązywaniu znajomości na zagranicznych wycieczkach czy rozwijania międzynarodowego życia towarzyskiego w stołecznych pubach.


Robert Biedroń śmiał się niedawno z umiejętności językowych przedstawicieli Zjednoczonej Prawicy w europejskich instytucjach. Mało też wiemy o znajomości angielskiego naszych ministrów, którzy wybierają się do Europarlamentu. Ponieważ jednak badania empiryczne nie kłamią, zrzućmy się (czytaj: weźcie sobie z podatków) na alkoholową wyprawkę dla przyszłych europosłów, żeby nie było kompromitacji. Inna sprawa, że gdyby Donald Tusk po prostu strzelał sobie lufę przed każdym przemówieniem czy spotkaniem, nie musiałby „polerować” swojego angielskiego. Natomiast prezydentowi Andrzejowi, który dwa lata temu powiedział – Ja mówię po angielsku bez żadnych problemów. Chociaż nie będę tu opowiadał, że to jest perfekt. No nie mówię jak Anglik. Ale nie mam żadnych problemów z komunikacją po angielsku. Jak trzeba po angielsku publicznie wystąpić, to dajemy radę. – polecam szybkie piwko, w tym przypadku jakieś angielskie. I będzie „perfect”.


Ogólnie myślę, że gdyby politykę prowadzić w stanie wskazującym, byłoby może nie spokojniej, ale na pewno ciekawiej. Mnie osobiście po kilku głębszych od zawsze włącza się tryb „misio” i miłość do świata osiąga stan maksimum. I mam nadzieję, że w dyplomacji byłoby tak samo: część naszych brukselskich przedstawicieli, dotychczas skłócona z Timmermansem i Verhofstadtem porozumiałaby się z nimi. Junckera nie dodaję, bo on już spełnia postulaty tego tekstu. A koniec przyjacielskim uściskiem i całusem z dubeltówki zażegnali wszelkie waśnie dzielące nasz kraj i Unię Europejską.


Proponuję więc, by wszystkie polskie placówki dyplomatyczne aktywniej promowały rodzime wódki, piwa regionalne i cydry. Upijmy świat – wtedy może w końcu zacznie nas rozumieć.