Wyspy Letnie

[spider_facebook id=”2″]

 

„Marek nic sobie nie kupował, bo odkładał wszystko do skarpety. Pytam go: Co zrobisz, jak zarobisz? Wierzył, że jak będzie miał pełną skarpetę, to się wszystko zmieni i będzie szczęśliwy. Ale nie miał nawet pomysłu, co dokładnie ma się zmienić. Pochodził chyba ze zbyt małego miasteczka.” O Polakach z tych zbyt małych, ale i całkiem dużych miast szukających szczęścia na Wyspach opowiadają „Angole” – najnowsza książka Ewy Winnickiej.

 

Angole

 

Ewa Winnicka ukończyła dziennikarstwo i amerykanistykę na Uniwersytecie Warszawskim. Jej literackim debiutem byli „Londyńczycy” – głośna opowieść o polskich emigrantach, rozbitkach z otoczenia Władysława Andersa, którzy nie mogli znaleźć dla siebie miejsca w nowej Polsce. „Angole” są niejako kontynuacją pierwszej książki autorki. Tym razem jednak Winnicka oddaje głos swoim bohaterom i tworzy tym samym reportaż polifoniczny, w którym każda historia stanowi materiał na miniscenariusz filmowy. Całość natomiast mogłaby być kanwą dla współczesnej polskiej epopei. Epopei o emigracji.

 

Na pomysł napisania tej książki Winnicka wpadła, śledząc coraz częstsze w brytyjskiej prasie artykuły o „polskiej inwazji”. Najazdu porównywalnego jedynie z tym z 1066 roku, kiedy to Normanowie zalali Anglię. Tak bowiem „Angole” traktowali Polaków. Jak najeźdźców. Nowych kolonizatorów, którzy nie radzą sobie w zderzeniu z nową kulturą lub, co gorsza, na nowo odkrywaną własną naturą.

 

Szklany sufit

 

Pomysł na reportaż autorka ogłosiła w jednej z audycji radia TOK FM. Mówiąc o książce, nad którą pracuje, prosiła słuchaczy, by opowiedzieli o tym, co spotkało ich w Wielkiej Brytanii. Do niektórych piszących pojechała. Tak poznała m. in. Lidkę, Kasię i Elżbietę. O innych bohaterach dowiadywała się z gazet. Np. o Marcinie, który udzielił wywiadu jednej z brytyjskich gazet i z którego koledzy w pracy żartują, że to „pierwszy Polak w rubryce innej niż kronika kryminalna”. Albo o Basi – też bohaterce wyspiarskiej prasy. Pierwszej Polce walczącej na Wyspach o prawa pracownicze. Kolejni bohaterowie umawiali autorkę na rozmowy ze znajomymi, kolegami. Tak powstała sieć kontaktów, i ta wielogłosowa książka na chór emigrantów. Chór niejednolity, trochę skłócony. Winnicka poznaje nas z przedstawicielami wszystkich warstw: od robotników i drobnych przedsiębiorców, po inteligencję i dyrektorów, ale nie tych najwyższego szczebla. Tego sufitu podobno nie da się przebić. Nie w tym pokoleniu, o czym również dowiedzieć się możemy z „Angoli”.

 

Letni Polacy

 

Znajdziemy tu więc mnóstwo różnych opowieści. Dzięki „Angolom” dowiemy się, kto pije kratę piwa dziennie, żeby zapomnieć i nie tęsknić. Kto je guinness pie, a kto łabędzie z ziemniakami. Przejdziemy przez londyńskie puby i ulice Manchesteru. Zajrzymy na komisariat i do szkoły z internatem. A nawet do klatki, w której walczą zawodnicy MMA. Ale wciąż będziemy czuli niedosyt. Wszystkie te opowieści, niewątpliwie jednostkowe i dramatyczne, zapisane z zachowaniem unikatowego języka bohaterów, są letnie. Nie wywołują takiego wzruszenia, jakiego moglibyśmy się spodziewać. Zdarza się to tylko raz, gdy autorka przedstawia następujące w książce jedna po drugiej historie matki i syna. To piękne: pokazanie tego samego życia – a raczej przeżycia – z dwóch punktów widzenia. Trochę szkoda, że Winnicka nie stosuje tego stylistycznego tropu częściej. Zapewne dla polifonii dzieła ciekawy byłby efekt zderzenia relacji poszczególnych rozmówców, którzy przecież nierzadko dobrze się znają. A tak brakuje szerszej perspektywy, tła, którego nie zastąpią, co prawda bogate, ale jednak zawsze za krótkie notki wprowadzające bohaterów na początku każdego z tekstów.

 

Zanim wyjedziecie

 

Ta książka to nie tylko portret współczesnej emigracji. To też niejako przestroga albo mapa, dla tych, którzy dopiero decydują się na tę podróż, lub bardzo chcą z niej wrócić. Jeśli macie za sobą takie doświadczenia – „Angole” są dla was.

 

Klaudia Kryńska

 

„Angole”
Autor: Ewa Winnicka
Wydawnictwo: Czarne