/

Antropocen: epoka nieodwracalnych strat?


„Dostrzeżenie problemu jest pierwszym krokiem do wprowadzenia zmian” – to niepozorne zdanie, wypowiedziane przez narratorkę, Alicię Vikander, wydaje się esencją całego filmu. „Antropocen: Epoka człowieka” nie jest dziełem, które ma dostarczyć widzowi konkretnych informacji na temat kondycji Ziemi, jego celem jest jedynie zasygnalizowanie problemu.

Kadr z filmu „Antropocen. Epoka Człowieka” Jennifer Baichwal, Nicholasa de Penciera i Edwarda Burtynsky’ego.
Sundance Film Festiwal


Film Jennifer Baichwal, Nicholasa de Penciera i Edwarda Burtynsky’ego jest trzecią częścią trylogii (poprzednie części to „Wodne znaki” i „Sfabrykowany krajobraz”), skupiającej uwagę na naszej planecie. Twórcy budują filmowe napięcie przede wszystkim na emocjach przekazywanych przez rozmówców, którzy pochodzą z różnych części świata i reprezentują nie tylko odmienne profesje, ale także różne „strony konfliktu”. Dzięki tak szerokiej skali respondentów, wśród których są zarówno ekolodzy, jak i pracownicy najbardziej szkodliwych dla ekosystemu fabryk, film nie atakuje i nie wini nikogo bezpośrednio. Twórcy porzucają również sztywną konwencję dokumentalną na rzecz bardziej artystycznej. Fundamentalne emocje, które towarzyszą widzowi już od pierwszych ujęć, zostają wzmożone i utrzymane dzięki niecodziennym zdjęciom, będących efektem czteroletniej pracy przy użyciu najnowocześniejszego sprzętu.


„Antropocen: epoka człowieka” nie dostarcza widzowi konkretnej wiedzy na temat kondycji Ziemi. Jeśli potraktować ten dokument jako źródło naukowe, trudno wskazać grupę, do której zostało skierowane. Osoba niemająca żadnego pojęcia na temat terraformowania, w moim odczuciu, nie zdobędzie go, natomiast widz biegły w temacie nie poszerzy swoich wiadomości. Twórcy, co prawda, od czasu do czasu podrzucają odbiorcom garstkę danych statystycznych czy naukowych faktów, jednak wiedza, jaką przekazuje film, jest cały czas bardzo nieuporządkowana i znikoma.


Dzieło otwiera natomiast drzwi do znacznie szerszej dyskusji, będącej być może jedną z najważniejszych debat XXI wieku, czyli o formalnym wyodrębnieniu epoki antropocenu. Jak przyznają twórcy, film ma być poniekąd zbiorem dowodów na istnienie epoki człowieka. Rzeczywiście, biorąc pod uwagę całą konwencję, to nie słaba kondycja planety jest głównym tematem, tylko właśnie człowiek i jego wpływy w zmiany przestrzeni. Film jednoznacznie określa industrializację i inne działania ludzkości na niekorzyść geosystemu, jednak zostawia widza z refleksją na temat możliwości zatrzymania epoki wyparcia – by odwołać się głośnej książki „Upadek cywilizacji zachodniej” Naomi Oreskes i Erika Conwaya, opisującej tzw. erę półcienia (przełom XX i XXI wieku), mającą poprzedzać powstanie antropocenu.


„Antropocen: Epoka człowieka”
reż. Jennifer Baichwal, Nicholas de Pencier i Edward Burtynsky
Kanada, 2018