Autobiografia rysowana inaczej

[spider_facebook id=”2″]

Autobiografia to jeden z gatunków, które świetnie sprawdzają się w formie komiksu. A Flix to autor zaliczany do klasyki, jeśli o ten typ literatury chodzi.

 

Niemiecki twórca, znany polskim czytelnikom z wcześniej wydanych u nas albumów: „Pamiętam, jak…” przedstawiającego dziecięce wspomnienia jego przyjaciół z okresu, gdy Berlin był podzielony murem, oraz „Dziewczyny”, której tytuł mówi sam za siebie, przypomniał o sobie fanom znad Wisły. Nakładem wydawnictwa Timof i cisi wspólnicy ukazały się dwa wczesne komiksy autora, dzięki którym stał się popularny i zdobył pierwsze ważne nagrody: „Bohater” oraz „Powiedz coś”

 

Held

Pierwszy to jego praca dyplomowa, eksperymentująca z klasyczną formą autobiografii, która w pewnym momencie płynnie przechodzi w science-fiction. Dwudziestokilkuletni w trakcie tworzenia albumu autor postanowił w pierwszych dwóch rozdziałach przedstawić swoje dotychczasowe życie, a w kilku kolejnych snuje wizę własnej przyszłości, utrzymaną w ciepłym oraz ironicznym duchu poprzednich części komiksu. W początkowych partiach, które są poświęcone dzieciństwu i dorastaniu, autor rozbraja przede wszystkim szczerością. Świadomy, że nie przeżył nic niezwykłego, czym mógłby zadziwić czytelników, skupił się na dziecięcych fantazjach i fobiach, młodzieńczych kompromitacjach, ale też na poszukiwaniach i fascynacjach. Bez cienia zażenowania wspomina pierwszą sympatię, którą zdradził z jej przyjaciółką, czy to, jak opowiedział kolegom o prześladujących go potworach, przez co stał się szkolnym pośmiewiskiem. Bez zbytniej ckliwości wspomina również, jak uwielbiał, gdy ojciec czytał jemu oraz bratu książki, jak przeznaczał kieszonkowe na pierwsze komiksy i jak odkrył, że jego rysunki mają moc – pomagają pokonać dręczące go potwory.

 

Z gąszczu zwyczajnych zdarzeń wyłania się niezwykłość. Przez jednostkowe przypadki fantazji, lęków czy kompromitacji przebija uniwersalność towarzyszących im emocji. A to pozwala utożsamić się z precyzyjnie dokumentującym swoją przeszłość autorem-bohaterem, który w drugiej części komiksu puszcza wodze fantazji. Robi to jednak z wyczuciem – bez taniego moralizatorstwa diagnozuje łatwość, z jaką ludzie wpadają w wir pracy i poświęcają się bez reszty swojej pasji, zapominając o wolnym czasie i możliwości korzystania z życia. W końcu przychodzi jednak krzepiący moment opamiętania się i zrozumienia, że od pracy ważniejsza jest rodzina. Narysowany z ujmującym poczuciem humoru, zręcznie poprowadzony dramaturgicznie i dojrzały jak na młodego twórcę album niebezpodstawnie wyróżniono nagrodą Max&Moritz za najlepszy komiks niemieckojęzyczny w 2004 r.

Held

W „Powiedz coś” Flix kontynuuje eksperymenty z autobiografistyką. Tym razem nie ucieka się jednak do świata fantazji, lecz stawia na fakt. Album traktuje przede wszystkim jako formę autoterapii. Przybliża początki, rozkwit, pierwsze kryzysy oraz koniec pięcioletniego związku ze swoją pierwszą miłością – Sophie. Wydaje się, że mówi o banałach: kolejnych drażniących szczegółach (czego?), braku szczerej rozmowy, a w efekcie nawarstwianiu się problemów, które w końcu muszą wybuchnąć. W czym tkwi sekret (czego?)? Po raz kolejny w bezwstydnej wręcz szczerości Flixa, który nie krępuje się zarówno obrazować denerwującego go bałaganiarstwa swojej eks, jak i sytuacji, w których – delikatnie rzecz ujmując – sam był nie do końca w porządku. Rozstanie dało jednak asumpt do zmian: stało się okazją do nawiązania cennej przyjaźni, zmiany środowiska, a także do tego, by trafić na frajerskie – jak je do czasu określał – spotkania grupy wsparcia.

 

Potyczki Flixa z własną biografią raz za razem wykraczają poza ramy rutyny. Autor umiejętnie dobiera pozornie zwyczajne wydarzenia składające się na historię, która ujmuje niezwykłością codzienności. Spostrzegawczość i rzadka zdolność wyławiania z życia absurdalnych szczegółów autora sprawiają, że wzbogaca swoje komiksy o elementy humorystyczne, a w dodatku robi to w syntetycznej formie – każdy z albumów ma objętość nieznacznie przekraczającą 100 stron. Najważniejsza jest jednak osiągana przez Flixa uniwersalność. Wśród przeżywanych przez niego dramatów z łatwością można doszukać się własnych rozterek i podobnych doświadczeń. Właśnie dlatego jego komiksy się nie starzeją, ponieważ, mimo upływającego czasu i zmieniającego się świata, emocjonalnie wciąż dojrzewamy w ten sam sposób. A w gruncie rzeczy właśnie o tym są wszystkie albumy utalentowanego Niemca.

 

Bartosz Wróblewski

sag was

Twój adres email nie zostanie opublikowany.