/

#BananowaSztuka cz. 2 (gorsza)

Nowy Folder - #BananowaNiedziela


Kolejny raz w przeciągu kilku miesięcy banan jest na ustach wszystkich zainteresowanych sztuką. Nie mogłem odmówić sobie, jako Banan w Bananowej Niedzieli, napisania o fenomenie tego żółtego krzywego cudu natury. Chociaż muszę ostrzec, że o ile w przypadku „Sztuki konsumpcyjnej” Natalii LL idea banana przemawiała do mnie w 100% i mogłem dowartościować snobistyczną część swojej natury rozumieniem sztuki nowoczesnej, tak w przypadku banana Cattelana zielonego pojęcia nie mam, co autor miał na myśli.


Gdyby historia „Komika” wystawionego w Miami komuś umknęła, krótkie wprowadzenie w temat. Włoski rzeźbiarz Maurizio Cattelan wystawił niedawno w galerii Perrotin w Art Basel w Miami przyklejonego do ściany przejrzałego banana szarą taśmą. Pierwsza wersja tego dzieła została sprzedana za 120 tys. dolarów, druga za tę samą cenę. Podobno już został zamówiony trzeci egzemplarz, który ma kosztować 150 tys. dolarów. Ten przykład sztuki nowoczesnej przegrał jednak z nowoczesnym performance’m. David Datuna wszedł do florydzkiej galerii sztuki, zerwał banana i go zjadł, wrzucając to na Instagrama. 120 tys. dolarów w błoto? Oczywiście, że nie. Banan został, po prostu, wymieniony, co dyrektor Perrotina skomentował: „banan pozostaje ideą”.


Wspomniana „Sztuka konsumpcyjna” Natalii LL w maju tego roku uraziła purystyczną naturę dyrektora Muzeum Narodowego, który kazał ją ściągnąć za bycie zbyt seksualną i gorszącą (oczywiście, do tej dyskusji też musiałem dołożyć swoje trzy bananowe grosze). Sam tytuł sugeruje już jednak, czego dotyczy to dzieło i może zostać ono zrozumiane nawet przez takiego tłuczka w temacie sztuki nowoczesnej, jak ja. Banan Andy’ego Warhola z 1967 r. został namalowany na okładkę płyty The Velvet Underground & Nico, więc, sam w sobie, nie musiał mieć niesamowicie głębokiego przekazu, jako że było to dzieło sztuki, jak by nie było, użytkowej. I tak stał się jednym z największych symboli popkultury. Do tego Banan Warhola również, według krytyków, bo sam bym na to nie wpadł, był symbolem konsumeryzmu. Teraz mały bananowy kącik ciekawostek: wiedzieliście, że banan z okładki winyla The Velvet Undergound & Nico miał „ściąganą” skórkę, a sam owoc pod spodem był różowy?


Tak więc Natalia LL i Andy Warhol użyli banana jako symbolu konsumpcjonizmu. W języku polskim jest podobnie, bo przecież „bananowe dziecko” jest w tym samym worku skojarzeniowym. Ale co miał na myśli Cattelan? Jakim cudem coś takiego sprzedało się za prawie pół miliona złotych? Jeżeli Włoch chciał za pomocą banana zwrócić uwagę na problemy trawiące wolny rynek, a na to wskazywał w rozmowie z CNN Emmanuel Perrotin, spóźnił się o ponad pół wieku. Dyrektor galerii sztuki dodał też, że jest to symbol dwuznaczności (tutaj spóźnienie podobne) i poczucia humoru (nie żeby coś, ale chciałbym tu zgłosić spóźnienie o 2 lata i mam na to dowody na tej stronie).


Cały szum wokół catellanowskiego banana zrodził we mnie sporo pytań: czy wszystko, co krytycy i właściciele galerii nazwą sztuką, jest sztuką? Czy jeżeli ktoś wysmaruje kanarka w białej czekoladzie i sznurkiem przywiąże do sufitu, a pan Perrotin powie kolekcjonerom, że jest on wart 200 tys. dolarów, to kanarek właśnie za tyle zostanie sprzedany? Czy kanarek zostanie następnie zjedzony przez jakiegoś performera, ale nie będzie to problemem dla nabywcy, bo ma certyfikat autentyczności, a kanarek jest jedynie ideą? Bo przecież można powiedzieć, że kanarek jest symbolem uwięzionego społeczeństwa zamkniętego w klatce, na przykład, mediów, a biała czekolada, którą został wysmarowany, symbolizuje kolor skóry amerykanów, którzy dopuścili się zbrodni niewolnictwa, a także białych potentatów medialnych i technologicznych, którzy tę klatkę dla nas tworzą. No właśnie, panowie Cattelan i Perrotin, do wszystkiego da się domalować jakieś wyjaśnienie.