Bartosz Maciejewski: Ludzki Harlem

[spider_facebook id=”2″]

 

O ludziach, Harlemie, braku pośpiechu, planach na przyszłość i ucieczce z korporacji – z Bartoszem Maciejewskim, fotografem i reportażystą – z okazji otwarcia wystawy „Znikający Harlem 2014 – Zobacz Więcej” w warszawskim Instytucie Reportażu – rozmawia Jakub Januszewski.

 

Bartosz MaciejewskiBartosz Maciejewski jest fotografem i podróżnikiem, autorem wystaw „Znikający Harlem 2014 – Zobacz Więcej” i „Sami” (fot. nadesłane)

 

Dlaczego twój Harlem znika?

Pierwszy raz pojechałem do Nowego Jorku w 2013 roku. Wyszedłem wtedy z którejś stacji metra na ulice Harlemu. Byłem tam tylko chwilę, ale wystarczyło, żebym się w nim zadurzył. Potem, już w Warszawie, spotkałem się z Michałem Urbaniakiem, którego od jakiegoś czasu fotografuję. Wiele rozmawialiśmy, bo chciałem dowiedzieć się, jaki był Harlem za „jego czasów”. Chciałem zbudować w swojej głowie bardziej precyzyjny obraz tego miejsca. Zacząłem o nim czytać. W efekcie stworzyłem własną wizję Harlemu – jeszcze zanim pojechałem tam na dłużej. Zabawne, bo obraz, który tak misternie budowałem, okazał się znacząco inny od tego, co faktycznie zobaczyłem. A stało się to w listopadzie ubiegłego roku, kiedy przyleciałem do Nowego Jorku po raz drugi. Tak narodziło się tytułowe znikanie, ewolucja czarnego Harlemu. Zamiast tętniącego życia i energii, zobaczyłem nostalgię i zadumę, sentymentalny obraz miejsca oraz ludzi, którzy rozpamiętują dawne, świetne czasy. Zmieniła się też struktura etniczna. Fakt, Afroamerykanie nadal stanowią tam większość, ale coraz więcej jest emigrantów z Afryki, Ameryki Łacińskiej, no i widać białych. Harlem zmie-nia się też pod względem kulturowym. To nie tylko moje obserwacje. Na miejscu rozmawiałem z wieloma osobami, które mówiły o wewnętrznej migracji. Znane postaci, wielu twórców, artyści, muzycy, zwłaszcza jazzowi, którzy tworzyli w Harlemie w latach 80., 90. i później, sukcesywnie opuszczali to miejsce, przeprowadzając się do bogatszych części Nowego Jorku i innych miejsc w Stanach.

 

Byli w Harlemie wcześniej nie dlatego, że chcieli, ale dlatego, że musieli?

Chcieli tam być, ale zmiana jest wpisana w charakterystykę Nowego Jorku. Tu nic nie jest na zawsze. Niektóre miejsca są popularne przez jakiś czas, a potem się to zmienia. W Harlemie ta migracja trwała dekady.

 

IMG_1796 ml– Być może Harlem jest bardziej kolorowy i mniej depresyjny niż to wynika z moich zdjęć
(fot. Bartosz Maciejewski, www.facebook.com/bmaciejewskiphotography)

 

Jechałeś tam robić artystyczne zdjęcia czy reportaż, przedstawić historię? Znamy wynik, ale chciałbym wiedzieć jakie miałeś założenia, zaczynając ten projekt.

Nie jechałem tam robić zdjęć stricte reporterskich, nie chciałem przedstawiać konkretnej historii. Jeśli był jakiś plan, to pokazać miejsce, oddać jego klimat, robiąc to, co kocham najbardziej, czyli fotografując ludzi. Architektura, ulice Harlemu pojawiają się w zdjęciach, ale trochę tak, jakby były dekoracją dla napotkanych postaci.

 

Z wielu twoich zdjęć bije przygnębienie, smutek, uderza brak kolorów. Tych barw faktycznie brakowało w Harlemie czy ukryłeś je umyślnie?

To mój subiektywny pogląd na to, co widziałem, a nie odwzorowanie rzeczywistości. Być może Harlem jest bardziej kolorowy i mniej depresyjny niż to wynika z moich zdjęć. Ja jednak wolę klimaty czerni i bieli. Wolę też fotografować ludzi z problemami, często smutnych, zamyślonych, tak już mam, może dlatego, że są po prostu ciekawsi, a może
dlatego, że tak jest łatwiej (śmiech)?

 

Czy twoi bohaterowie to przypadkowi ludzi, czy starałeś się ich poznać i za każdym z nich stoi jakaś historia?

Fotografowałem tych, których poznałem. Bardzo rzadko robiłem zdjęcia z zaskoczenia, a nawet jeśli się to zdarzyło, to potem podchodziłem do tej osoby i z nią rozmawiałem. Większość prac to jednak efekt dłuższych spotkań i rozmów. Za zdjęciami prawie zawsze stoi więc historia. Wśród moich bohaterów pojawiają się pisarz, piosenkarka jazzowa, lokalny polityk, ale w większości to zwykli ludzie. Chodziłem po ulicach i robiłem zdjęcia – taki był mój pomysł na ten projekt.

 

1 ml– W Harlemie czułem to, co charakterystyczne dla Polski mojego dzieciństwa
(fot. Bartosz Maciejewski, www.facebook.com/bmaciejewskiphotography)

 

Rozmawiając ze spotkanymi na ulicach Harlemu ludźmi, czułeś, że bardzo się od nich różnisz?

Czułem, że jestem w innym kręgu kulturowym. Już na Manhattanie to się czuje, a w Harlemie w szczególności. Różnimy się od siebie, ale nie na tyle, żeby mówić o przepaści.

 

Masz na myśli przyjazną inność czy jednak pełną dystansu?

Przyjazną. Oczywiście z wyjątkami, ale głównie przyjazną. Nie czułem się tam obcy. Atmosfera kojarzyła mi się trochę z dzieciństwem. Wychowałem się w okresie przejściowym, między komuną a wolną Polską. Pamiętam stosunki i relacje, których obecnie trudno doświadczać w polskim społeczeństwie. Mówię o wsparciu, cieple… W Harlemie czułem to, co charakterystyczne dla Polski mojego dzieciństwa. Czułem, że jestem w stanie zaprzyjaźnić się i porozmawiać z ludźmi na ulicy, że mimo swoich problemów egzystencjalnych, materialnych są oni bardziej bezpośredni, pomocni i przyjaźni. Trochę jak w małych społecznościach. To mnie w Harlemie zaskoczyło chyba najbardziej. Pozytywnie. Snując się po ulicach, praktycznie codziennie widywałem tych samych ludzi. Na przykład na 125 ulicy, gdzie każdego dnia zaczynałem i kończyłem swoją trasę. To byli sprzedawcy, domokrążcy… Zatrzymywaliśmy się na kilka minut i rozmawialiśmy. Zawsze dało się znaleźć czas na okazanie serdeczności. Czasem piliśmy razem kawę w papierowych kubkach i przeglądaliśmy darmowe gazetki.

 

Historia którego zdjęcia najbardziej zapadła ci w pamięć?

Byłem w Harlemie trzeci, może czwarty dzień. Miałem wtedy jeszcze problem ze swobodnym wyciągnięciem aparatu i podejściem do ludzi. Bardzo trudno było mi się przełamać. Pamiętam, że spotkałem ją, kiedy biegła na uniwersytet. Zawołałem ją, a ona od razu się zatrzymała, mimo że bardzo się spieszyła. Trochę mnie to zszokowało, no bo spróbuj zatrzymać kogoś w Warszawie i poproś go o pomoc, szczególnie o poranku… trudne zadanie… Tam przystanie prawie każdy. Zaczęliśmy rozmawiać o Harlemie, opowiedziałem jej o moim projekcie, a ona o swojej dzielnicy. Wszystko w niej grało. Patrzyłem na nią i widziałem nową, przyszłą twarz Harlemu, witalną, energetyczną, młodą. Wtedy, po tym spotkaniu poczułem wewnętrzny spokój: zrozumiałem, że podchodzenie do ludzi nie wiąże się tu z żadnym ryzykiem. Przełamałem „pierwsze lody”. Od tego momentu wszystko było łatwiejsze, a rozmowy z moimi bohaterami stały się prostsze.

 

dziewczynka– Pamiętam, że spotkałem ją, kiedy biegła na uniwersytet. Zawołałem ją, a ona od razu się zatrzymała, mimo że bardzo się spieszyła
(fot. Bartosz Maciejewski, www.facebook.com/bmaciejewskiphotography)

 

Teraz planujesz wyjazd do Peru. Skąd taki pomysł?

Nigdy tam nie byłem i bardzo mnie ten kontynent ciekawi. Co tam dokładnie zrobię i jak – jeszcze nie wiem. Ale pewnie tym razem skupię się na historiach konkretnych ludzi. Planuję zrobić zdecydowanie lepszy wywiad przed wyjazdem, muszę się lepiej przygotować. Więc może to będzie bardziej reporterski projekt? Sam nie wiem. Jak znam życie, to jak już tam będę, wszystkie plany się zmienią (śmiech).

 

Podróżując, szukasz głębszych doznań: kulturowo, geograficznie. Czy musisz uciekać tak daleko, żeby to znaleźć?

Na pewno nie poprzestanę na dalekich wyjazdach. Ale będę też realizował mniejsze projekty. Teraz planuję swój wypad na Górny Śląsk. Z moim przyjacielem, operatorem filmowym mamy taki pomysł, żeby opowiedzieć historię jednej z kopalń. Myślę też o wyprawie na Białoruś. Znam Białorusina, który opowiedział mi historię tamtejszej prowincji.

 

Śląsk, Wschód – nawet w Europie ciągnie cię do pewnej egzotyki. Czy w Europie Zachodniej, komercyjnej, nie ma dla ciebie interesujących ludzi?

Jest mnóstwo ciekawych tematów związanych choćby z globalizacją: kwestie relacji międzyludzkich, szybkiego tempa życia. Pokazanie człowieka od tej strony mogłoby być ciekawe. Może pójdę w te stronę, ale jeszcze nie teraz.

 

18 ml – Chodziłem po ulicach i robiłem zdjęcia – taki był mój pomysł na ten projekt
(fot. Bartosz Maciejewski, www.facebook.com/bmaciejewskiphotography)

 

Mówimy o szybkim tempie życia. Też go doświadczałeś, bo przez wiele lat pracowałeś w korporacji. Co sprawia, że się taki świat porzuca?

Każdy człowiek stawia sobie w życiu cele. Siłą rzeczy wymyślamy je tuż przed maturą, wtedy po raz pierwszy musimy się zdeklarować. Tylko co my tak naprawdę wiemy, mając 19 lat? Najczęściej niewiele. Koło czterdziestki okazuje się, że cele postawione wcześniej nie dają nam szczęścia i nie są tym, co nas określa, pozwala się spełniać. Niewiele osób ma tyle odwagi, żeby się do tego przyznać, a nawet jeśli ma, to nie jest w stanie zmian przeprowadzić. Najczęściej wynika to z ograniczeń i strachu o przyszłość. Dlatego jeśli ktoś decyduje się na nowo poszukać w swoim życiu szczęścia, to dla jego otoczenia jest to szok.

 

Jak twoi najbliżsi patrzą na tę zmianę?

W moim życiu były dwie takie zmiany. Pierwsza, po skończeniu studiów prawniczych. Wystarczyło pół roku praktyki, aby upewnić się, że nie chcę tego robić w moim życiu. Wszyscy mi wtedy mówili „spędziłeś nad tym pięć lat, włożyłeś tyle wysiłku, a teraz odpuszczasz?”. Nie zwracałem na to uwagi. Zająłem się czymś innym. Niedawno, kiedy odszedłem z korporacji, w której pracowałem kilka lat, znowu usłyszałem: „człowieku, przecież nie będziesz mógł tu wrócić, co zrobisz jak będziesz chciał znowu pracować w swojej branży?”. Tylko, że ja nie mam zamiaru wracać. Postanowiłem, że na poważnie zajmę się fotografią. Wiele osób się ode mnie odsunęło, ale pojawili się inni, tacy, którzy pozytywnie oceniają moją decyzję. Najważniejsze to wiedzieć, co chce się robić i żyć w zgodzie ze sobą. Stwierdziłem, że jeśli ja będę szczęśliwy, to moja rodzina i ludzie wokół mnie też będą. Chyba się udało.

 

Dziękujemy Bartoszowi Maciejewskiemu za udostępnienie zdjęć z wystawy „Znikający Harlem 2014 – Zobacz Więcej”, której głównym mecenasem są kliniki okulistyczne Lexum. Więcej fotografii autora można znaleźć na stronie www.facebook.com/bmaciejewskiphotography.