Wymalowane w genach

[spider_facebook id=”2″]

 

Co łączyło, a co dzieliło Zdzisława Beksińskiego i jego syna, Tomasza? Magdalena Grzebałkowska pytała wielu i w końcu znalazła odpowiedź.

 

Beksińscy

 

Przed rozpoczęciem czytania książki „Beksińscy, portret podwójny” miałem mieszane uczucia. Zastanawiałem się, jak może wyglądać pisany portret człowieka, który na co dzień zajmował się malarstwem. Nie wiedziałem także, na czym polega podwójne portretowanie. Wreszcie – nie wyobrażałem sobie, w jaki sposób można opisać życie takich indywidualności jak panowie Beksińscy. Okazało się jednak, że moja wyobraźnia była zbyt mała i już po kilku stronach lektury moje wątpliwości całkowicie zniknęły.

 

W książce Grzebałkowskiej można odnaleźć odpowiedzi na pytania dotyczące życia i twórczości Beksińskich. Autorka korzystała z ich prywatnych korespondencji i rozmawiała z przyjaciółmi. Szczególnym źródłem informacji był magnetofonowy dziennik Zdzisława. Długie taśmy analogowe to dokumentacja życia rodzinnego artysty. Wszystkie informacje, cytaty oraz wypowiedzi zostały opatrzone źródłami. Szkoda tylko, że zdecydowano się na zastosowanie amerykańskich przypisów – przewracanie kartek na koniec książki utrudnia czytanie. Obszerna kopalnia wiedzy wypisana na ostatnich stronach publikacji pokazuje ogrom pracy, jaki musiała wykonać Grzebałkowska podczas tworzenia reportażu.

 

Autorka posłużyła się wyjątkowym kluczem, według którego przedstawiła losy Beksińskich. Stworzyła portret artystów, dla których wolność jest warunkiem, by zaistniał proces twórczy. Okres pracy w korporacji był dla Zdzisława czasem bez dotykania pędzla i farby. Zarabiając pieniądze w fabryce, czuł się zniewolony. Tomasz ciągle poszukiwał wolności. Jeden z rozmówców Grzebałkowskiej stwierdził nawet, że charakter relacji Tomka z matką mieści się w zdaniu: „opiekuj się mną, ale nie wtrącaj w moje życie”.

 

Obaj panowie to ludzie renesansu. Oprócz malowania, Zdzisław komponował, zajmował się montażem, fotografią i pisarstwem. Młodszy Beksiński to nie tylko humanista, ale także tragiczny romantyk, płaczący za odchodzącymi kobietami i piszący za młodu miłosne ballady. Można długo wymieniać cechy wspólne ojca i syna, ale autorka reportażu nie zamierzała porównywać bohaterów. Jej celem było pokazanie skomplikowanej relacji międzyludzkiej. Beksińscy to artyści, których połączyła dziwna, niezrozumiała fascynacja śmiercią. Starszy poprzez malowanie obrazów oczyszczał swoje myśli z tragicznych wyobrażeń. Młodszy nie znalazł sposobu na pozbywanie się złych emocji, dlatego jego popęd ku śmierci miał wyjątkowo tragiczny finał (samobójstwo).

 

Reportaż Grzebałkowskiej udowadnia, że los rodziny Beksińskich był zdeterminowany przez twórczość Zdzisława. To koszmarne postaci z obrazów wpłynęły na psychikę Tomka, który już jako dziecko odnajdował w malunkach ojca cierpienie i marność życia ludzkiego. Od poziomu sprzedaży dzieł zależały praktycznie całe finanse domu. Żona Zdzisława, Zofia, grała rolę muzy i służki artysty. Na kartach książki opisany został model rodziny artystycznej, w której dom to zarazem sypialnia, atelier i miejsce spotkań klientów.

 

Historia wybitnego malarza pokazuje, jak wyglądała sytuacja artystów w PRL-u. Okazuje się, że wyprzedzający epokę twórca był kochany przez publiczność, nielubiany przez krytyków i nienawidzony przez cenzurę. W erotycznych i mrocznych obrazach nie dostrzegano smutku, który wylewał z siebie Beksiński. Książka to również skarbnica wiedzy o ludziach kultury, którzy mieli do czynienia z kontrowersyjnym malarzem. Czytelnik dowiaduje się też, że aktualne problemy z zarobkami osób zajmujących się sztuką nie są nowe i borykał się z nimi także wizjoner Beksiński.

 

Magdalena Grzebałkowska potrafiła w łatwy sposób napisać książkę o sprawach trudnych. Przy pracy zachowała dziennikarską czujność – nie umknęły jej szczegóły i ciekawe anegdoty. Popisała się również warsztatem literackim. Skonsolidowała reporterski opis z suchymi faktami i cytatami. Mnogość form stylistycznych zawartych w książce nie przeszkodziła w zachowaniu jej spójności. Liczne dygresje i przeskakiwanie z tematu na temat dodają opowieści dynamizmu. Książka nie sprawia jednak wrażenia nieprzemyślanej i nieuporządkowanej, ponieważ autorka ma niezwykły dar do łączenia pozornie niezwiązanych ze sobą wątków.

 

„Beksińscy…” to niezwykły portret. Nie będę rozstrzygał, czy przedstawia on bardziej syna czy ojca, bo to w końcu portret podwójny. Autorce muszę pogratulować sposobu, w jaki przypomniała znane fakty i odkryła głęboko skrywane tajemnice. Książka Grzebałkowskiej to ponad czterysta stron dobrej literatury faktu.

 

Szymon Rzyśkiewicz

 

„Beksińscy. Portret podwójny”
Autor: Magdalena Grzebałkowska
Wydawnictwo: Znak