Centrum Kapuścińskiego

Małe urokliwe miasteczko nad Wisłą, zabytkowy ratusz, piękna starówka, Festiwal Filmów-Spotkań NieZwykłych i dwadzieścia kilka tysięcy mieszkańców kolorowo i radośnie przemierzających przez kolejne dni na ziemskim padole. Idealne miejsce do życia? Błąd! Ta idylla co tydzień nękana jest strasznymi intrygami i zabójstwami. Jednak nie lękajcie się: od dekady porządku pilnuje On. I pomimo czarnej długiej szaty bynajmniej nie nazywają go Batmanem…

 

 

Które miasto nie chciałoby mieć swojego Ojca Mateusza? Jego oczy są błękitne, skrzące niczym kryształki Svarowskiego, przepełnione ciepłem, miłosierdziem i wiarą w bliźnich. Jego Batmobil ma dwa kółka, łańcuch i przerzutki. Do batmanowskiej skuteczności w chronieniu swojego miasta dorzuca detektywistyczny zmysł, z którym równać się może jedynie Sherlock Holmes. Jego supermocą jest niewiarygodna skuteczność w znajdywaniu się w odpowiednim miejscu w odpowiednim czasie. Atrybutem tego superbohatera jest natomiast koloratka, rozwiązująca języki wszystkich mieszkańców tonącego we krwi Sandomierza.

 

Wypadałoby sparafrazować stare przysłowie i powiedzieć, że gdzie policjant nie może, tam księdza pośle. W kraju, w którym 40% obywateli nie ufa policji, komu najbardziej mogą zaufać, jeżeli 92% z nich deklaruje się jako katolicy? Wielkoduszny, dobrotliwy padre naprawdę przejmuje się losem swoich owieczek. Dodajmy do równania gadatliwego policjanta, miasteczko, w którym każdy zna każdego, wspomnianą wcześniej supermoc, niewiarygodny zmysł analityczny Ojczulka i wynik będzie oczywisty – porucznik Borewicz, Despero i Wiktor Rebow mogą się schować. W tym kraju prawdziwy szeryf woli sutannę od munduru.

 

Ojciec Mateusz pokazuje też, że nie da się uciec przed przeznaczeniem. Nawet seminarium, celibat i białoruska parafia nie są w stanie ukryć człowieka przed Mojrami. Krew spływająca ulicami Sandomierza działa na niego jak na rekina, a polowanie kończy się zamykaniem kolejnych, z pozoru nierozwiązywalnych spraw.

 

Dziwię się tylko dlaczego po zamknięciu przez ojca Mateusza około 200 zbirów, Sandomierzanie nie zażądali przekształcenia swojej komendy w seminarium. Kto wie, może pod czujnym okiem ojczulka doczekaliby się kolejnych Sherlocków albo przynajmniej Watsonów? Przecież średnia jednego brutalnego i tajemniczego morderstwa na tydzień w dwudziestokilkotysięcznym mieście może w końcu okazać się niemożliwa do ogarnięcia dla jednego czarnego detektywa! Zresztą jeszcze kilka lat i nie będzie kogo zabijać.

 

Mamy w Polsce ponad 10 tys. parafii. Jak widać mogą one działać sprawniej niż dochodzeniówki. Nie wiem ile kosztują w hurcie samochody przerabiane na radiowozy, ale jestem pewny, że kupiłoby się za nie miliony składaków. Szkoły policyjne? Pfff – seminaria mogą być skuteczniejsze. Przy okazji możemy usunąć wywiad, gdyż tym szpiegom ludzie sami się spowiadają.

 

Na razie pozostaje zazdrościć Sandomierzanom, że polski Strażnik Teksasu dostał właśnie ich parafię. A może w całej Polsce działają po cichu również inni detektywi w sutannach? Trzeba mieć taką nadzieję – każde polskie miasto zasługuje na takiego superbohatera.

 

Jakub Banan Banasik

Please Enter Your Facebook App ID. Required for FB Comments. Click here for FB Comments Settings page

Zobacz też:
Chłopiec z Placu Broni

Chłopiec z Placu Broni

Prezentujemy pierwszy fragment naszej książki "Bratanki. 11 niezwykłych portretów"
Nobel ma w sobie coś z kobiety

Nobel ma w sobie coś z kobiety

O Swietłanie Aleksijewicz, Nagrodzie Nobla i Białorusi pisze Alesia Ptushka...
Który to świat?

Który to świat?

Druga część opowieści o Malezji. Pisze i fotografuje Weronika Rzeżutka...

Name required

Website