/

Błąd w Matrixie

Nowy Folder - #BananowaNiedziela

A co jeżeli to wszystko jedna wielka symulacja? Może Polska pełni w niej rolę ośrodka psychologicznych badań na ludziach z jednym pytaniem badawczym: ile możemy wytrzymać, zanim wybuchniemy. Śmieszek, który nami steruje uznał, że śruba nie została w ostatnich latach wystarczająco dokręcona. Dwie dwudziestki obok siebie wyglądały zabawnie, więc czemu w tym momencie nie dać nam 12 miesięcy chaosu?

Na początku było w miarę spokojnie. Obserwowaliśmy jak tysiące kilometrów od nas miała zacząć się III wojna światowa po zabiciu irańskiego generała przez Amerykanów. W odwecie Irańczycy zbombardowali amerykańskie bazy wojskowe i zestrzelili ukraiński samolot pasażerski. Wojny brak, uszło nam to na sucho. W międzyczasie tysiące kilometrów w drugą stronę płonęła Australia. W Polsce na razie cicho. To znaczy relatywnie cicho, krajowy bałagan, nic nadzwyczajnego.

Jako że nasza pozycja na arenie międzynarodowej jest tak słaba, że w trakcie III wojny światowej zapomnieliby nas zbombardować, a od pożarów w Australii dzieli nas ocean i ogrom lądu, popłakaliśmy chwilę nad losem kangurów, podenerwowaliśmy się na Amerykanów i Irańczyków i nic więcej z tego nie wynikło. Jednak gdzieś na horyzoncie pojawiał się powoli temat jakiegoś Chińczyka, który zjadł nietoperza. Niby niegroźne, a jednak. Tu już większy problem. Latający włochacz sprezentował chorobę, która roznosi się szybciej, niż przeziębienie w przedszkolu, więc i do Polski musiała dojść. Ulice o tym mówią, Wiejska ma inne problemy. Ochrona zdrowia od lat ciągnie bez pieniędzy, to i z nietoperzową grypką sobie poradzi. My tu mamy wybory do przeprowadzenia.

Kampania w Polsce bez zmian – atak ponad propozycjami, jakiś czarny koń, który zajmie trzecie miejsce w pierwszej turze i dwójka pewniaków na czele. Ostatecznie dwóch, a nie dwójka, bo jedyną kobietę w wyścigu zastąpi facet. A my? Bawimy się razem z politykami. Chyba pierwszy raz w historii możemy wybrać liczbę roku – 70 milionów, które Jacek Sasin wydał na wybory, które się nie odbyły. Ile byśmy za to kupili sprzętu dla medyków przyjmujących w tamtym momencie pierwszych zakażonych koronawirusem? Może lepiej o tym nie myśleć? W końcu absurd i nonsens to nasza codzienność.

W takim razie symulacji ciąg dalszy. Polacy niezłomni nie chcą upaść pod naporem wyborczej farsy. Biegniemy kilka miesięcy do przodu, po drodze mijamy kolejne tysiące zakażeń, na które internetowi myśliciele odpowiadają tysiącami teorii spiskowych. Na ministra edukacji zostaje wybrany jeden z największych mizoginów polskiej polityki. Do symulacji zostaje wrzucone równolegle zaostrzenie ustawy antyaborcyjnej, ale nie rękoma sejmu, a Trybunału Konstytucyjnego Julii Przyłębskiej. Ulice polskich miast wypełniają się protestującymi, największa manifestacja w Warszawie liczy około 100 000 osób.

A co w międzyczasie? Spłonął Biebrzański Park Narodowy, na respiratory widmo ministerstwo zdrowia wydało 370 mln zł., Jacek Kurski na moment przestał zarządzać polityczną tubą propagandową, we wszystkich trzech opozycyjnych partiach w sejmie dochodziło do tarć lub rozłamów, a w samej koalicji rządzącej oglądaliśmy festiwal pokazywania ząbków.

I siedzimy sobie spokojnie przed telewizorami, telefonami, laptopami i w spokoju oglądamy, jak gdyby nigdy nic. Bo już to wszystko znamy. Zmieniają się okoliczności, nie zmienia się działanie tego kraju, jego obywateli, polityków. Przywykliśmy. Musisz uderzyć w nas jeszcze mocniej, drogi twórco polskiego matrixa. Prędzej wybuchniemy, jeżeli ten kraj znormalnieje w 2021, niż gdybyśmy dostali kolejną porcję sierpowych na twarz.

Wpisy

Pozytywista stale walczący z tkwiącymi w nim pokładami romantyzmu. Feminista. Miłośnik polityki, muzyki i NBA (od lat wierny fan Boston Celtics). Entuzjasta badań medioznawczych i socjologicznych. Redaktor naczelny magazynu Nowy Folder i autor rubryki felietonowej #BananowaNiedziela. Laureat Nagrody "Nadzieja mediów" 2019.

Twój adres email nie zostanie opublikowany.