/

Blessing in disguise

Nowy Folder - #BananowaNiedziela


Chciałbym napisać, żebyśmy w całej nawałnicy przerażenia, która nami targa, troszkę wyluzowali, ale jest to kontrproduktywne. Chciałbym napisać, żebyśmy wszyscy znaleźli troszkę spokoju, ale trudno o niego w sytuacji, w której liczby zachorowań wokół nas wzrastają z każdym dniem. Chciałbym napisać, żebyśmy wyłączyli na moment telewizory, zamknęli relację na żywo na portalach internetowych i uwolnili myśli od złowieszczego Covidu-19, ale byłaby to hipokryzja z mojej strony. Z jakim przekazem przychodzę więc dziś do Was, Drogie Czytelniczki i Czytelnicy, w tym smutnym okresie?


Wszyscy stali bywalcy łamów Bananowej Niedzieli wiedzą, że wbijanie szpilki obecnej ekipie rządzącej jest moim hobby. W tym przypadku, jednak, byłaby to głupota. Ufam im. W przeciwieństwie do reformy sądów, tym razem postanowili wykorzystać ekspertów. I patrząc na liczby, radzimy sobie nieporównywalnie lepiej od, na przykład, zjedzonych przez epidemię Włoch, czy goniących ich Wielką Brytanię, Niemcy, Hiszpanię i Francję. Po raz kolejny, ku pokrzepieniu serc, okazuje się, że choć jesteśmy narodem podatnym na histerię i panikę, w sytuacjach podbramkowych radzimy sobie całkiem nieźle. Z tego miejsca chciałbym więc podziękować miłościwie nam panującym (chyba po raz pierwszy od 2015 r.). Gdyby nie zerwanie obrad Senatu, byłoby wręcz podręcznikowo.


Wczoraj nasze NF-owe Redaktorki napisały dwa świetne zbiorowe felietony o pandemii SARS-CoV-2. Jest jednak coś, co mnie w tym wszystkim niezmiernie bawi. Zamknęli teatry, opery, restauracje i masę innych miejsc? Artyści stracili pracę? Zakazali wyjazdów zagranicznych? Wszystko rozumiem, ale jest jedna kwestia, o której trzeba w tym przypadku powiedzieć. Nie wydaje mi się, żeby jakiekolwiek z tych działań było „na złość”. Na zakaz zgromadzeń powyżej 50 osób, Konferencja Episkopatu Polski odpowiedziała, że w takim razie będą trzymać ten limit w trakcie mszy. I co, ustawią przy drzwiach największych ministrantów jako bramkarzy? Cholera, może w końcu pójdę do kościoła, żeby to zobaczyć. Dodatkowo potrzebna była pandemia, żeby Polacy dowiedzieli się, że wypada od czasu do czasu umyć ręce. Serdeczne gratulacje!


Jeżeli „na górze” uznali, że to wszystko jest konieczne, by nie doprowadzić do sytuacji, o której słyszymy z Włoch, to jestem za. Ja wiem, że w XXI w. największym dylematem jest wybór pomiędzy pieniędzmi i zdrowiem, który miliardy ludzi na świecie podejmują codziennie, ale ta pandemia nie jest typową codzienną sytuacją. Live fast, die young, so your corpses will look hot, może brzmieć nieźle w piosence, ale raczej odradzałbym takiego podejścia. Przyznam się, że przez moment sam dałem się ponieść tej paranoi, ale redakcyjne Koleżanki szybko sprowadziły mnie do parteru, za co bardzo im dziękuję. Tak à propos koleżanek, wszyscy absolwenci kursów trenera Wincenta mają dzięki pandemii nowy januszowy tekst na podryw – „będziesz moją kwarantynką? <3” Nie dziękujcie. Dajcie znać czy podziałało.


W kolejnych dniach liczba zakażonych będzie skakać. Co tam, już w tym momencie ich faktyczna liczba w naszym kraju może być pewnie liczona w tysiącach, ale ponad 80% przejdzie przez to bez większych objawów lub w ogóle nie zauważy, że złapało wirusa. Dlatego tak ważne jest siedzenie na tyłkach w domach. Wszyscy możemy przekazać to cholerstwo do dalszego obiegu.


Ale do czego dążę. W tym momencie w Fundacji „Centrum Badań i Edukacji” im. Ryszarda Kapuścińskiego kończymy drugą edycję książki „Być Polakiem na Litwie”. Na koniec marca zaplanowany był kolejny wyjazd zagraniczny, ale szczegółów na razie nie będę zdradzał. Wyjazd, z oczywistych względów, musiał zostać odwołany. Czy ktoś z nas się na to obraził? Co, mamy teraz robić podkop żeby uciec z kraju? Mądrzejsi od nas uznali, że działania, które podejmują, są konieczne. Pozostaje nam im zaufać i stosować się do poleceń. Zresztą, każdy ma stos książek, które odkładał na później albo filmy i seriale, na które nie miał czasu w codziennym biegu. Albo wręcz przeciwnie – dzieła, które kocha, do których lubi wracać, ale na co dzień jest to stratą cennych minut z 24-godzinnej doby. Właśnie nadeszło owe „później”. Sam wczoraj do snu przeczytałem po raz tysięczny najlepszą książkę w historii ludzkości – „Mistrza i Małgorzatę” Bułhakowa. „Żywot Briana” się tu kłania. Wiem, że wszystkim nam jest źle, ale postarajmy się zaśpiewać Always look on the bright side of life. Fiu fiu. fiu fiu fiu fiu fiu fiu. Czy opanujemy zbiorową narodową panikę? Wierzę, że niedługo tak. Czy liczba zachorowań i zgonów podskoczy? Tego możemy być pewni, ale dzięki działaniom rządzących, oczywiście jeżeli się do nich zastosujemy, możemy trochę to wszystko spowolnić. Wystarczy wspomnieć porównanie zgonów na hiszpankę w 1918 i 1919 r. w St. Louis i Filadelfii. W mieście Braterskiej Miłości zwlekali z kwarantanną dwa tygodnie dłużej niż w St. Louis. Wynik? Ponad sześć razy więcej trupów na tydzień (257 zgonów tygodniowo na 100 tys. mieszkańców vs 31 zgonów tygodniowo na 100 tys. mieszkańców). Czy to przekonuje wszystkich, że do restauracji i kina lepiej wyskoczyć za miesiąc czy dwa, zamiast narzekać na niedobór przyjemności? Koniec końców, jako że mam w życiu optymistyczne odskoki, ale na co dzień jestem realistą, moje przesłanie na dziś jest jedno. Pamiętajcie:

Wpisy

Liberalny pozytywista stale walczący z tkwiącymi w nim pokładami romantyzmu. Miłośnik polityki, muzyki i NBA (od lat wierny fan Boston Celtics). Entuzjasta badań medioznawczych i socjologicznych. Redaktor naczelny magazynu Nowy Folder i autor rubryki felietonowej #BananowaNiedziela. Laureat Nagrody "Nadzieja mediów" 2019.