Bliscy nieznajomi


Jeśli ktoś liczył, że ,,Słoń na Zemplinie. Opowieści ze Słowacji to zakamuflowany folder turystyczny, bardzo się pomylił. Ale jeśli czeka na solidną porcję reportaży, których fabuła zbacza z miłych dla oka turystycznych szlaków, niech zasiada do lektury.


Góry, kąpieliska termalne i… no właśnie, co jeszcze? Choć pod względem językowym do Słowaków jest nam najbliżej z całej słowiańskiej rodziny, to jednak o naszych południowych sąsiadach wiemy zaskakująco mało. Może dlatego, że „Słoń na Zempliniejest pierwszym (tak!) wydanym u nas zbiorem reportaży o takiej Słowacji, którą nie wszyscy chcą się chwalić, a niektórzy woleliby jej nie widzieć lub wręcz o niej zapomnieć. O jej trudnej historii, polityczno-ekonomicznych uwikłaniach i nierozwiązanych problemach społecznych napisał dziennikarz, fotograf i korespondent wojenny Andrej Bán. Wydana pod koniec ubiegłego roku książka to konsekwencja 30 lat pracy reportera, który chwali się, że w jego ojczyźnie nie ma drogi, której by nie przejechał.

Andrej Bán, słowacki reporter i fotograf. W „Słoniu na Zemplinie” zawarł historie z trzydziestu lat pracy.
Źródło: kolaż własny

Swoją  ,,road-story” zaczyna od Czernej nad Cisą tuż przy ukraińskiej granicy, gdzie w 1968 roku Alexander Dubček próbował odwieść Leonida Breżniewa od sowieckiej inwazji na Czechosłowację, by stopniowo zawędrować na zachodni skraj kraju, do stolicy –  Bratysławy. Razem z Bánem możemy przenosić się nie tylko w przestrzeni, ale i w czasie. Mamy tu odkrywanie genezy legendy o Janosiku, najsłynniejszym, także w Polsce, rozbójniku z XVIII wieku, ale i poszukiwanie współczesnych przestępców, winnych głośnego morderstwa dziennikarza śledczego Jána Kuciaka. Są wywłaszczenia Żydów w czasach II wojny światowej i okradanie współczesnych słowackich rolników przez państwowych urzędników metodą ,,na dotację”. Bán w 23 rozdziałach prezentuje nam katalog danych: dat, miejscowości, nazwisk, przez których gąszcz czasem trudno się przedrzeć nieobeznanemu ze słowacką polityką czytelnikowi z Polski. Masa szczegółów siłą rzeczy musi nam umykać, nie wyłapiemy tego, co natychmiast zachwyci albo oburzy zanurzonego w opisywanej rzeczywistości Słowaka, niezbyt też możemy polemizować z wcale nietajonym krytycznym stosunkiem autora do konkretnych partii politycznych. Niektóre historie mogą wydać się nam obce, choć nie mniej interesujące, np. te poruszające kwestię Romów, stanowiących drugą co do wielkości, po Węgrach, mniejszość etniczną. Inne, dotyczące problemów reprywatyzacji lat 90. przyprawiają nas z kolei o déjà vu, zaś kolejne, choćby o komunalnym piesku osiedlowym czy komisarzach ustawy językowej po prostu zaskakują i bawią. Jak pisze sam autor, który podjął się stworzenia kompleksowej a jednak osobistej opowieści o swojej ojczyźnie – nie istnieje jedna Słowacja, ale dwie, trzy, a może nawet cztery. W jednej z nich miejsce znajdzie tytułowy słoń, w niejednej dowód na to, że nie ma czarno-białych historii.

Mapa Słowacji z wyróżnionym tytułowym regionem Zemplin.
Źródło: Wikipedia, wolna licencja

Nie każdy fragment ,,Słonia na Zemplinie” czyta się z przyjemnością, częściej raczej z trwogą, są też opowieści z polskiej perspektywy nieciekawe. Ale wszyscy zainteresowani czymś więcej niż pocztówkową wizją Słowacji złożonej z parku wodnego Tatralandia,  piwa Zlatý Bažant i tras narciarskich na Chopoku, powinni sięgnąć po książkę Bána. Czas poznać swoich sąsiadów.

Opowieść o Słowacji autor zaczyna w miasteczku Czerna nad Cisą na granicy słowacko-ukraińskiej.
Źródło: Wikipedia, wolna licencja

Andrej Bán „Słoń na Zemplinie. Opowieści ze Słowacji”
Tłumaczenie: Miłosz Waligórski
Wydawnictwo: Książkowe Klimaty, 2019

Wpisy

Człowiek z Cieszyna w Warszawie, studentka dziennikarstwa i bohemistyki. Cierpi na chroniczny czasobrak, ale na przeczytanie kolejnego reportażu i sport zawsze czas znajdzie. Zakochana w Czechach i uzależniona od poznawania nowych ludzi.

Twój adres email nie zostanie opublikowany.