/

Bratanki Głupi i Głupszy

Nowy Folder - #BananowaNiedziela


Nie lada wyzwanie stanęło przed polskim rządem w związku z nowym budżetem Unii Europejskiej. Jeżeli ktoś zna historię ich gimnastyki intelektualnej mógł się spodziewać, że w tej sytuacji nadchodzi kolejny wielki pokaz. Nie zawiedliśmy się. Rozkładając nieco przekaz naszej partii rządzicielki dojdziemy do wniosku, że nawet Artur Dziambor by mógł takiego fikołka nie wymyślić.


Wszystko po raz kolejny rozbija się o praworządność. To ta cholera, której domagają się od lat spacerowicze na ulicach polskich miast, profesorowie prawa i spora część praktykujących w różnych zawodach związanych z Temidą. No i, nie zapominajmy, Komisja Wenecka, którą PiS sam do nas zaprosił. Tylko teraz już nie o wizerunek chodzi, jak to było w ostatnich latach, a o pieniądze. O ile twarz w UE straciliśmy do reszty, to kasą nikt nie pogardzi. Nawet ludzie, którzy przecież od lat zalewają Polskę mlekiem i miodem. Aż zgagi można dostać od tego dobrodziejstwa.


Powiązanie rozdysponowania unijnych pieniędzy z praworządnością jest batem na Polskę, tu nie ma co się oszukiwać. Ale nie ma też co być tą sytuacją zdziwionym. Od samego początku kryzysu konstytucyjnego wiedzieliśmy, że cała sprawa nie zostanie pomiędzy Odrą i Bugiem i prędzej czy później doczekamy się ze strony Wspólnoty odpowiedzi. A mówimy o budżecie na lata 2021-2027 wartym 1 bln euro oraz o planie pomocowym po pandemii koronawirusa na 800 mld euro (Next Generation EU). Cała zabawa polega na tym, że w przypadku weta od Polski i Węgier budżet ustalony w lipcu nie wejdzie w życie, ale nie będzie problemu ze stworzeniem budżetu pomocowego po COVID-zie. I nie oszukujcie się, europo-sceptycy, że więcej byśmy do niego włożyli, niż z niego dostali. Przez zamęt w sądach tworzony od poprzedniej kadencji, Polska najprawdopodobniej straci miliardy euro, które dostalibyśmy na rozruszanie gospodarki po pandemii.


To teraz trudniejsza część, czyli zapowiedziany fikołek. Jak stworzyć przekaz, w którym jednocześnie zapowiadamy weto dla powiązania budżetu z praworządnością i zapewniamy, że Polska jest krajem stuprocentowo praworządnym? Po co protestować przeciw czemuś, co w oficjalnych przekazach władzy nas w ogóle nie dotyczy? Jak nieziemsko upartym trzeba być, żeby dla obrony własnych „reform” odbierać swoim obywatelkom i obywatelom miliardy euro? Zresztą, nie tylko swoim, bo kryzys dotknął całej Europy, więc zablokowanie budżetu działa destrukcyjnie dosłownie na wszystkie kraje Wspólnoty. Gdyby ktoś chciał z jakiegoś powodu stworzyć warsztaty z generowania niechęci otoczenia do samego siebie, Kaczyński i Orban byliby idealnymi coachami.


Sytuacja jest więc bardzo prosta – albo polskie władze popierają obecną propozycję budżetową, albo skończymy z kolejnym epizodem wojny polsko-unijnej z ofiarami w postaci ludzi i firm ze wszystkich krajów UE oraz kilkudziesięcioma kilkoma miliardami euro mniej na koncie. Niezwykle szlachetne ze strony PiS-u jest szantażowanie całej Unii w czasach COVID-u. Ostatecznie stracą na tym tylko Polak-Węgier, dwa bratanki. A w TVP i tak usłyszymy, że Unia nas nie lubi i znów się na nas wyżywa. Już widzę tę waleczną twarz pani Holeckiej.

Twój adres email nie zostanie opublikowany.