Całym sercem oddana niewidomym

Nowy Folder - Zofia Morawska

 

– Prawie całe życie pomagała niewidomym, a jakiś czas temu sama straciła wzrok. Tak jakby chciała całkowicie dzielić los swoich podopiecznych – napisał 10 lat temu Jan Ośko w tygodniku „Niedziela” o Zofii Morawskiej – kobiecie, która niemal 80 lat pracowała w Towarzystwie Opieki nad Ociemniałymi w podwarszawskich Laskach.

 

 

Zofia Morawska w dniu swoich 105. urodzin, 13 listopada 2009 roku. Fot. Mariusz Kubik

 

Urodziła się w listopadzie 1904 roku w pałacu w wielkopolskiej Turwi. Od dziecka miała kłopoty ze wzrokiem. Mimo tego ukończyła studia pedagogiczne na krakowskiej uczelni, a następnie rozpoczęła pracę jako nauczycielka w szkole sióstr prezentek. Jej ojcem był Kazimierz Morawski, prezes Akademii Umiejętności i rektor Uniwersytetu Jagiellońskiego. – Henryk Sienkiewicz przychodził do niego na konsultacje, gdy pisał „Quo Vadis”. Pisarz wybrał na doradcę najlepszego eksperta – prof. Morawski wykładał filologię klasyczną na UJ i był znakomitym znawcą antyku – pisał Ośko. Kiedy zmarł w 1925 roku, wraz z matką 21-letnia Zofia przeprowadziła się do Warszawy.

 

Pięć lat później podjęła pracę w Towarzystwie Opieki nad Ociemniałymi w Laskach. Bardzo dobrze znała Różę Czacką, która w 1911 roku na skraju Puszczy Kampinoskiej założyła zakład dla niewidomych. Morawska zajmowała się tam organizacją warsztatów, świetlicy, opieki indywidualnej, pośrednictwem pracy i opieką lekarską. Od 1947 roku kierowała całą administracją Lasek, a także pełniła funkcję skarbnika ośrodka. Przez lata pozyskiwała darczyńców. – Była niesłychanie silną osobowością, znakomicie zorganizowaną, szalenie uczciwą – mówi Tomasz Łubieński, krewny Morawskiej, dla „Wprost” – To ona była w Laskach strażniczką i dysponentką wszystkich darów i całej pomocy płynącej z zagranicy. Doskonale znała język angielski i na niej spoczywały kontakty Lasek z zagranicą.

 

W czasie kampanii wrześniowej większa część zabudowań szkolnych w Laskach została zniszczona. Brakowało wszystkiego: pieniędzy, żywności, pomocy naukowych, wyposażenia klas i pomieszczeń internatowych. Sytuacja wydawała się beznadziejna, ale z pomocą przyszła Zofia Morawska. Kobieta zwróciła się z prośbą do swoich przyjaciół mieszkających w Nowym Jorku o zorganizowanie pomocy dla zakładu. Wskutek jej apelu Felicja Krancowa i Halina Rodzińska postanowiły zbierać pieniądze wśród Polonii amerykańskiej. Wkrótce swoją pomoc zaczęło oferować coraz więcej osób: przesyłali żywność, odzież, leki, a także pieniądze na zakup materiałów budowlanych i pomocy szkolnych.

 

– Miałam olbrzymie szczęście w życiu, spotkałam i pracowałam u ludzi wielkiej klasy. Wiele w życiu mi darmo dano. Nie zawdzięczam przecież sobie dobrego zdrowia, ani tego, że miałam wybitnego ojca, że rodzice się kochali, że otrzymałam religijne wychowanie. A to wszystko zaważyło na całym moim życiu – mówiła Zofia Morawska. W Towarzystwie Opieki nad Ociemniałymi pracowała niemal 80 lat. W 2005 roku powiedziała: – Bogu dziękuję za 75 lat pracy w Laskach i poczytuję to jako wielką łaskę. Za swoje poświęcenie i działanie na rzecz osób niewidomych jako pierwsza kobieta otrzymała najwyższe polskie odznaczenie państwowe – Order Orła Białego, a także wiele innych wyróżnień, m.in. Nagrodę Fundacji Episkopatu Polski „Dzieło Nowego Tysiąclecia TOTUS” oraz tytuł „Izabelińczyka Roku 2003”.

 

Pod koniec życia Zofia Morawska niemal całkowicie straciła wzrok: widziała jedynie światło, zarysy przedmiotów i ludzi. Mimo tego bardzo długo była aktywna zawodowo – pracę zakończyła dopiero w wieku 103 lat. – Do końca towarzyszyła jej troska o Laski. Martwiła się ostatnio, że nie ma ludzi, którzy chcą się Laskom poświęcić bez reszty, całkowicie ideowo, dla których byłyby one wszystkim. Dla niej były – mówi Łubieński. Zmarła 10 lat temu w wieku 105 lat. Została pochowana tam, gdzie spędziła niemal całe życie – w Laskach. Na jej grobie umieszczono napis: Całym sercem oddana niewidomym.