Centrum Kapuścińskiego

„To był mały piesek rasy japońskiej. Nazywał się Lulu” – w taki sposób Ryszard Kapuściński rozpoczyna swoją opowieść o historii Etiopii, Haile Selassie i rewolucji. Reportaż stał się uniwersalną opowieścią o modelu autorytarnym państwa, buncie i upadku człowieka. Wielokrotnie tłumaczony i wydawany „Cesarz”, pojawił się także na deskach teatrów.

 

Kathryn Hunter w inscenizacji „Cesarza”. Zdjęcie: Tristram Kenton z The Guardian

Jeden z najbardziej znanych reportaży Kapuścińskiego został wydany w 1978 roku, i już 24 listopada tego samego roku można było oglądać jego adaptację w Teatrze im. Stefana Jaracza w Łodzi. Szczegółowo można przeczytać o niej w pracy doktorskiej Beaty Nowackiej z Uniwersytetu Śląskiego „Sztuka reportażu Ryszarda Kapuścińskiego”. „Aktorów przebrano w egzotyczne stroje: kapy, turbany, ogromne czapy, tak by stworzyć wrażenie, że akcja sztuki dzieje się dawno, dawno temu gdzieś na krańcach świata – nie w ówczesnej Polsce. – Wtedy dopiero – powie później jeden z aktorów, Mariusz Benoit – mogliśmy powiedzieć to, co napisane było w książce Kapuścińskiego. (…) Tak dosłowna interpretacja nie wyszła spektaklowi na dobre. Bo choć zdaniem twórców – sztuka miała swoje uniwersalne przesłanie: była pomyślana jako opowieść o ludziach cesarza, którzy trafiają na śmietnik historii – publiczność, biegle władająca językiem czopowym, najchętniej odbierała ten tekst w kontekstach pozateatralnych: jako sygnał końca konkretnego systemu sprawowania władzy”. Reżyserią przedstawienia zajął się Jerzy Hutek, który potem jeszcze 2 razy wystawiał „Cesarza”. Pierwszy raz w kwietniu 1979 roku na Małej Scenie Teatru Powszechnego w Warszawie, a drugi dwa lata później na początku lutego w Teatrze Telewizji TVP. Parę miesięcy przed pojawieniem się w telewizji, 14 grudnia 1980 roku „Cesarz”, w reżyserii Andrzeja Zakrzewskiego, został wystawiony w Teatrze Polskiego Radia.

 

Pierwsze przedstawienie „Cesarza” w 1978 roku, „choć kontrowersyjnie przyjęte, udowodniło, że książki Kapuścińskiego stanowić mogą ciekawy materiał sceniczny, którego teatr nie powinien ignorować”. W 1981 roku reportaż doczekał się trzech premier. Za dwie odpowiedzialny był Kazimierz Tałaj. Pierwszy raz wystawił „Cesarza” w styczniu w Teatrze Dramatyczny im. J. Szaniawskiego w Wałbrzychu, drugi w październiku w teatrze im. Szaniawskiego w Płocku. Trzecia premiera odbyła się na Scenie „Format” w Krakowie, a książkę na deski teatru przeniósł Jerzy Kopczewski.

 

30 stycznia 1983 roku w Teatrze Adekwatnym w Warszawie wystawiono kolejną adaptację „Cesarza”, pierwszą wyreżyserowaną przez kobietę – Magdę Teresę Wójcik. Był to monodram (utwór dramatyczny, w którym występuje tylko jeden bohater), w którym wystąpiła sama reżyserka. Dziewiętnaście lat później przedstawienie powróciło na deski Teatru Adekwatnego (a także grano je w Teatrze Dramatycznym w Warszawie), z tą różnicą, że na scenie zamiast Wójcik wystąpiła Jolanta Olszewska. „To pan Ryszard dał iskrę do powstania tej wersji przedstawienia. W czasie naszej rozmowy powiedział jedno zdanie o dniu władzy, które stało się główną myślą spektaklu. Jest on opowieścią o jednym dniu władzy cesarskiej. Jak zegar odmierza jej przemiany od świtu po zmierzch” – mówiła w wywiadzie z Andrzejem Kulejem Olszewska. Aktorka opisała też swoją pracę z „cesarzem reportażu”: „To bardzo cenne doświadczenie i ogromna duma. To jest dla mnie tak ważne i niesamowite, że aż trudno ubrać mi to w słowa. Traktuję to jak klejnot”.

 

W  marcu 1987 roku swoją premierę miała niewątpliwie najgłośniejsza inscenizacja „Cesarza” zrealizowana przez Jonathana Millera i Michaela Hastingsa w The Royal Court Theatre w Londynie. W „Sztuce reportażu Ryszarda Kapuścińskiego” Nowackiej można przeczytać, że twórcy „postanowili zbudować na scenie całą tę potężną i złowrogą strukturę strachu, tak charakterystyczną dla pałacu cesarza, a także nadać całości nieziemski, niemal dadaistyczny wymiar”. Osiągnęli to między innymi nie wyodrębniając „z tekstu postaci charakterystycznych i nie nadając im, związanych z pełnioną funkcją, imion np.: Reporter, Woreczkowy, Poduszkowy itd. (…) Efekt tego pomysłu był zaskakujący: aktorzy nie przywiązani do określonych charakterów, wygłaszający kwestie należące do różnych postaci, stają się uosobieniem bezstylowości będącej najbezpieczniejszą maską dworzanina abisyńskiego dworu. (…) Na sukces londyńskiego przedstawienia wpłynęła również ascetyczna, a niezwykle pojemna znaczeniowo, scenografia”. Kilkanaście drzwi, w których niespodziewanie pojawiali się i znikali aktorzy, szare ściany i zamurowane okna potęgowały „wrażenie katastrofy, która przetoczyła się przez to miejsce”, jakim był pałac Haile Selassie.

 

„Pierwszym spektaklom towarzyszyła atmosfera skandalu: teatr otoczony był kordonem policyjnym, a widzowie opuszczali go pod eskortą. Podjęcie nadzwyczajnych środków ostrożności wymuszone było sytuacją panującą na zewnątrz teatru: etiopskie ugrupowanie monarchistyczne domagało się głów polskiego reportera, autora adaptacji – Michaela Hastingsa i reżysera – Jonathana Millera. Pisano szereg odezw, dystrybuowano ulotki, domagano się zdjęcia spektaklu i medialnej konfrontacji z autorami”. Przedstawienie okazało się jednak strzałem w dziesiątkę, recenzje w prasie były entuzjastyczne, bilety sprzedały się w ciągu dwóch pierwszych dni, a BBC zakupiła prawa do emisji spektaklu. W październiku 1987 roku Teatr Studio w Warszawie wystawił polską wersję londyńskiego spektaklu.

 

Najnowsza adaptacja „Cesarza” została wystawiona w 2016 roku w Teatrze Zagłębia w Sosnowcu, w reżyserii Aneta Głuch-Klucznik. Reżyserka odseparowała inscenizację od wszelkich społeczno-kulturowych kontekstów, pozwalając wybrzmieć tej uniwersalnej warstwie tekstu Kapuścińskiego, dotyczącej mechanizmów działania władzy.

 

Karolina Chojnacka

Zobacz też:
Misterium ciała

Misterium ciała

"Pamiętam dokładnie swoją pierwszą sekcję zwłok"
Od pomysłu do premiery, czyli jak powstaje film

Od pomysłu do premiery, czyli jak powstaje film

Przebieg produkcji filmowej na przykładzie dokumentu „15 stron świata”
Chemik schodzi na złą drogę

Chemik schodzi na złą drogę

O Kacprze Choromańskim, który zawodowo analizuje krwawe ślady, pisze Anna...

1 comment

  1. Katemeika says:

    Mar 28, 2017

    Odpowiedz

    Najbardziej przerażające jest to że nikt nigdy nie poniósł kary. Była śmierć, było mataczenie, było łamanie życia wielu osobom w celu wplątania ich w to morderstwo. Szczęśliwie ocalały akta sprawy. I co? I nic. III RP sobie z tą zbrodnią nie poradziła. Nie była w stanie czy nie chciała? Na to pytanie książka nie daje odpowiedzi.
    Ojciec Grzegorza – Leopold Przemyk wnosi skargę do Europejskiego Trybunału Spraw Człowieka a Trybunał orzeka, że Polska jest winna i zasądza odszkodowanie dla ojca. Może to jest odpowiedź?

Name required

Website