/

Przekreślone marzenia Chapecoense

 

Kiedy w listopadzie ubiegłego roku rozbił się samolot boliwijskich linii lotniczych z członkami brazylijskiego klubu Chapecoense na pokładzie, piłkarski świat wstrzymał oddech. Nie był to pierwszy w historii futbolu przypadek takiej tragedii. W przeszłości kilka innych zespołów musiało się z tym zmierzyć. Historia jednego z nich daje Chapecoense nadzieję na szczęśliwe zakończenie, jakkolwiek wydaje się ono teraz niemożliwe.

 

Katastrofa klubu Chapecoense wstrząsnęła całym  piłkarskim światem
(fot. El Destape, flickr.com, domena publiczna)

 

Po zdobyciu tytułu mistrza stanu Santa Catarina w maju 2016 roku, trener zespołu, Caio Junior, porównywał swoją drużynę do aktualnego mistrza Anglii – „Nasz zespół przypomina mi Leicester. Drużyna z małego miasta, która zdobyła ważne trofeum” – mówił. W listopadzie przed Chapecoense pojawiła się szansa na kolejne, tym razem już bardziej prestiżowe. Zespół podróżował samolotem na pierwszy finałowy mecz Copa Sudamericana (odpowiednik Ligi Europy). Drużyna miała zmierzyć się z kolumbijskim Atletico Nacional na Estadio Atanasio Girardot w Medellin, drugim co do wielkości mieście w Kolumbii. Awans do finału rozgrywek był dla klubu, który dopiero dwa lata temu powrócił do gry w najwyższej klasie rozgrywkowej w Brazylii, najważniejszym osiągnięciem w jego nieco ponad czterdziestoletniej historii. Po zwycięskim dwumeczu półfinałowym dumny trener Junior powiedział: „Gdybym umarł dziś, umarłbym szczęśliwy”.

 

Chapecoense nie dotało na finał turnieju. 28 listopada 2016 roku (w Europie, ze względu na różnicę czasu, był już 29) samolot przewożący 77 osób rozbił się w okolicach Medellin. Powodem tragedii miało być wyczerpanie zapasów paliwa tuż przed próbą lądowania. Zginęli niemal wszyscy pasażerowie – w sumie 71 osób – w tym 19 piłkarzy klubu, cały sztab szkoleniowy i 21 dziennikarzy. Ocalało 6 osób, z których trójka była graczami Chapecoense: Jakson Follmann (nie powróci do gry, gdyż amputowano mu nogę), Helio Hermito Zapier „Neto” (trafił na oddział intensywnej terapii) oraz Alan Ruschel (przeszedł operację kręgosłupa). Bramkarz Marcos Danilo zmarł dzień po przewiezieniu go do szpitala. Kibicom na całym świecie trudno jest uwierzyć w taki przebieg wydarzeń, gdyż w internecie do tej pory można oglądać filmy i zdjęcia z pokładu samolotu opublikowane przez piłkarzy. Dzięki tym materiałom odnosi się wrażenie, jakby byli wciąż z nami. W samolocie panuje przyjacielska atmosfera. Pasażerowie zupełnie nieświadomi tego, co się wydarzy, lecą na bardzo ważny mecz.

 

Atletico Nacional, kolumbijski klub, z którym Chapecoense miało zagrać w finale Copa Sudamericana, wystąpiło z prośbą do COMNEBOL (południowoamerykańskiej federacji piłkarskiej, odpowiednika UEFA) o przyznanie tytułu Brazylijczykom. Federacja zaakceptowała prośbę – tytuł powędrował do Chapecoense, a Atletico przyznano nagrodę Fair Play. Podczas spotkań piłkarskich na stadionach na całym świecie pamięć ofiar została uczczona minutą ciszy.

 

Wsparcie dla tak boleśnie doświadczonej przez los drużyny zaczęło płynąć z różnych stron świata (fot. Agencia de Noticias ANDES, flickr.com, licencja CC-BY SA 2.0)

 

Płakał cały Manchester

 

Tragedia Chapecoense dotknęła mnie szczególnie. Nie tylko ze względu na moją miłość do futbolu. Także dlatego, że sama kibicuję klubowi, który w swojej historii ma ten jeden, najsmutniejszy ze wszystkich dzień. Gdy w 1958 roku w katastrofie lotniczej z udziałem Manchesteru United zginęły 23 osoby, zdjęcie szczątków samolotu było na okładkach gazet w całej Europie. 6 lutego piłkarze, sztab szkoleniowy i dziennikarze wracali z Jugosławii, gdzie Manchester rozegrał ćwierćfinałowy mecz w Pucharze Europy (dziś: Liga Mistrzów) z Crveną Zvezdą Belgrad. Remis 3:3 dawał angielskiej drużynie awans do półfinału, gdzie miała zmierzyć się z AC Milan. Samolot lądował awaryjnie w Monachium, aby uzupełnić zapasy paliwa. Przy trzeciej próbie startu maszyna nie oderwała się od ziemi, uderzyła w dom stojący za ogrodzeniem i rozpadła się na dwie części. Nie przeżył nikt, kto zajmował miejsca od części środkowej samolotu do ogona. Życie straciło ośmiu piłkarzy: Geoffrey Bent, kapitan drużyny Roger Byrne, Eddie Colman, Mark Jones, David Pegg, Tommy Taylor, Liam Whelan i Duncan Edwards. Ten ostatni zmarł w szpitalu 15 dni po katastrofie. Do ofiar wypadku należeli także sekretarz klubu Walter Crickmer, trenerzy Tom Curry i Bert Whalley oraz 8 dziennikarzy, m.in. Frank Swift – były bramkarz Manchesteru City i reprezentacji Anglii.

 

Kibice w Anglii opłakiwali 8 piłkarzy, który byli dopiero na początku swojej drogi do sławy. Najstarszy z nich miał 28 lat, najmłodszy – 21. Ze względu na ich wiek drużynie nadano przydomek pochodzący od nazwiska trenera – „Dzieci Busby’ego”. Zespół zdobył dwa tytuły mistrza Anglii (w 1956 i 1957 roku), ale miał apetyt na więcej – trzeci z rzędu czempionat w kraju i walkę w Europie. Mówiono, że to najlepsza drużyna w dotychczasowej historii angielskiej piłki. Nie zdążyła w pełni udowodnić swojej wartości.

 

Zdjęcie szczątków samolotu, którym leciali piłkarze Manchesteru United, było na okładkach gazet w całej Europie (fot. edwin11, flickr.com, licencja CC BY 2.0)

 

Nie tracąc resztek nadziei

 

United mieli jednak trochę szczęścia. Bramkarz Harry Gregg uratował z płonącego samolotu kilku pasażerów. Wśród nich znaleźli się piłkarze: Dennis Violett i Bobby Charlton oraz trener Matt Busby. Część składu wciąż była jednak niezdolna do gry z powodu odniesionych w wypadku obrażeń. Pomimo trudności, jakie miał Manchester United w poszukiwaniu nowych piłkarzy i odbudową zespołu, pierwszy mecz rozegrany po tragedii wygrał 3:0, a już kilka miesięcy po katastrofie w Monachium dotarł do finału Pucharu Anglii. Przegrał wtedy 0:2 z Bolton Wanderers. Gracze Manchesteru wystąpili w wyjątkowych koszulkach. Po ich lewej stronie, w miejscu gdzie dziś naszywa się herby klubów, pojawił się ptak. Nie do końca jest jasne, czy był to orzeł, czy raczej… feniks. Feniks, który odradza się z popiołów.

 

Busby’emu udało się stworzyć nowy zespół. Złożony już z innych piłkarzy zdobył w latach 60. Puchar Anglii i dwa tytuły ligowe. Jako pierwszy angielski klub, 10 lat po tragicznych wydarzeniach z Monachium, sięgnął po Puchar Europy. Kilka dekad później stał się jednym z najbardziej rozpoznawalnych klubów na świecie.

 

Na stadionie Manchesteru znajduje się tablica upamiętniająca ofiary katastrofy z Monachium (fot. edwin11, flickr.com, licencja CC BY 2.0)

 

Wsparcie dla rywali z boiska

 

Triumfator Pucharu Europy z 1958 roku, Real Madryt, zaproponował przekazanie trofeum Manchesterowi United. Angielski klub odmówił, ale „Królewscy” postanowili zadedykować mu triumf w rozgrywkach. W bardzo podobny sposób zachowało się Atletico Nacional po tragedii Chapecoense, prosząc o przyznanie niedoszłym rywalom tytułu za wygraną w Copa Sudamericana, mimo że mecz nie został rozegrany (drużyna odebrała trofeum w przedostatnią sobotę stycznia). I podobnie jak wówczas Real zaproponował wypożyczenia swoich najlepszych piłkarzy do Manchesteru, dziś kluby brazylijskiej ekstraklasy oferują Chapecoense to samo. Pojawiła się nawet propozycja 3-letniego okresu ochronnego, w trakcie którego Chapecoense nie groziłby spadek z ligi, ale klub ją odrzucił. Nie chce litości ani taryfy ulgowej. Chce się odrodzić. Niczym feniks z popiołów.