Centrum Kapuścińskiego

[spider_facebook id=”2″]

 

O istnieniu analizy śladów krwawych dowiedział się z serialu Dexter.  Był wtedy 21-letnim studentem chemii. Dziś jest jedynym w Polsce przedstawicielem IABPA (International Association of Bloodstain Pattern Analysts) – międzynarodowego stowarzyszenia zrzeszającego analityków śladów krwawych. W 2013 roku został wpisany na listę biegłych przy Sądzie Okręgowym w Warszawie. 

 

ill1

 

Walter White i Jesse Pinkman chcą pozbyć się ciała mężczyzny, którego zamordowali. Pinkman wrzuca zwłoki do wanny, po czym oblewa je kwasem fluorowodorowym. Coś jednak idzie nie tak kwas nie tylko rozpuszcza ciało, lecz także wyżera dziurę w podstawie wanny, przez co cała jej zwartość z hukiem spada piętro niżej, rozbryzgując się po ścianach i podłodze.

 

To scena z serialu „Breaking Bad”.

 

Walter White powinien to wiedzieć

 

Kacper Choromański, wówczas 21-letni student chemii i fan seriali kryminalnych, nie miał wątpliwości, że posłużenie się kwasem fluorowodorowym nie mogłoby wywołać takich efektów. Postanowił sprawdzić, czym najlepiej go zastąpić.

 

Zamiast ciała ludzkiego postanowił wykorzystać ciało świni, które przypomina ludzkie zarówno pod względem grubości skóry, jak i owłosienia. Świńskie nóżki dostał od znajomego rzeźnika. Dzięki profesorowi Zbigniewowi Stojkowi z Wydziału Chemii Uniwersytetu Warszawskiego uzyskał dostęp do wydziałowego laboratorium i potrzebnych kwasów.

 

Nóżki umieścił w pojemnikach z polietylenu. Pierwszą zostawił zanurzoną we fluorowodorze na cały tydzień – bez widocznych zmian. Dopiero po wyjęciu okazało się, że kości uległy rozmiękczeniu. – To dlatego, że fluorowodór wypłukał wapń – tłumaczy. Ale raciczka pozostała nietknięta, podobnie jak włosy, skóra i mięśnie. Natomiast po użyciu kwasu siarkowego już następnego dnia nóżka zamieniła się w gęstą, ciemnoczerwoną zupę.

 

Kwas fluorowodorowy rozpuszcza metal i ceramikę, ale nie pomaga w pozbyciu się ciała. Walter White, wytrawny chemik, powinien to wiedzieć. Podobnie twórcy serialu.

 

Serialowe inspiracje

 

Przestępcy od dawna wiedzą, jakie metody na pozbycie się zwłok są najlepsze. Już w latach 40-tych XX wieku Anglik John George Haigh zabił i rozpuścił w kwasie co najmniej sześć ofiar.

 

Czasami jednak serial staje się dla nich źródłem inspiracji. W 2014 roku Amerykanin Jason Hart, weteran wojny w Iraku, użył zbyt słabego kwasu do rozpuszczenia ciała swojej dziewczyny, którą wcześniej udusił. Zabójstwo wyszło na jaw, a w odtwarzaczu dvd Harta znaleziono płytę z odcinkiem „Breaking Bad”, w którym podobną próbę podejmują Jesse Pinkman i Walter White.

 

– To z seriali przestępcy nauczyli się nosić rękawiczki. Ale mamy jeszcze wiele asów w rękawie – śmieje się Kacper.

 

Kto zauważy wiadro krwi?

 

Szczątki świni zutylizował na Wydziale Chemii UW. Ale to nie był koniec: po powrocie do domu wymył podłogę, a do pozostałej w wiadrze brudnej wody dodał trochę czerwonej farby. Wziął wiaderko i wyszedł na ulicę. Tym razem chciał sprawdzić, czy swoim zachowaniem wzbudzi podejrzenia przechodniów. Nie niepokojony przez nikogo przeszedł kilkadziesiąt metrów ulicą Górczewską i wylał zawartość wiaderka do studzienki kanalizacyjnej. Powtarzał te czynności codziennie, przez tydzień.

 

Eksperyment zainspirowany „Breaking Bad” był formą zaliczenia zajęć z kryminalistyki na UW w roku akademickim 2008/09. Kacper był jednym z pierwszych studentów spoza Wydziału Prawa, którym pozwolono uczęszczać na te zajęcia. Zaprosił koleżanki i kolegów z innych wydziałów. Założyli koło naukowe. Byli w nim studenci wielu kierunków: fizyki, biologii, informatyki, nawet jedna osoba z koreanistyki.

 

Po roku Kacper rozpoczął studia prawnicze i wkrótce rzucił chemię.

 

Nie ma zbrodni doskonałej

 

Na europejską konferencję IABPA do Lizbony w 2010 roku pojechał z czystej ciekawości – analizę śladów krwawych znał wtedy tylko z serialu „Dexter”. Napisał do organizatorów konferencji, że oglądał ten serial i chciałby się dowiedzieć, jak analiza śladów krwawych wygląda w rzeczywistości. Nie chciał jechać z pustymi rękami, więc przeprowadził kolejny eksperyment.

 

Tym razem badał wpływ kwasu na krople krwi. Po użyciu stężonego kwasu siarkowego w miejscu śladu od razu robił się strup. Za to rozcieńczony kwas całkowicie zmywał ślad, wystarczyło dodać do kałuży krwi kilkanaście kropel.

 

Nie ma jednak zbrodni doskonałej. Przy dzisiejszym rozwoju technik kryminalistycznych trudno sobie wyobrazić, żeby zbrodnia uszła komuś na sucho. Zawsze znajdzie się jakiś ślad – twierdzi Kacper.

 

Technik jest mnóstwo. Osmologia, traseologia, mechanoskopia. Niezwykle ważna jest oczywiście genetyka, ale analitycy śladów krwawych powtarzają, że ważniejsze od tego, czyja krew jest na rękach, jest to, jak się tam znalazła. Ktoś może mieć na rękach krew ofiary dlatego, że próbował udzielić jej pomocy. Nie musiał od razu zadawać ciosów. Genetyk nam tego jednak nie powie.

 

W latach 90. rozkwit przeżywała balistyka. Dziś jest w odwrocie. W Polsce przestępstwa popełnione przy użyciu broni palnej czy ładunków wybuchowych należą do rzadkości. Najpopularniejsza broń nad Wisłą to nóż kuchenny.

 

Na analizę śladów krwawych popyt zawsze był i będzie. A w każdym razie tak długo, jak długo ludzie będą popełniać morderstwa.

 

ill2B

 

Jedyny w Polsce

 

Dociekliwość się opłaciła. Jedna z uczestniczek konferencji, Silke Brodbeck, analityczka śladów krwawych z Niemiec, zaproponowała Kacprowi udział w szkoleniu. W Niemczech ukończył kurs na poziomie podstawowym. Po powrocie otrzymał zaproszenie na Florydę, do Fort Lauderdale, miejscowości położonej 37 km na północ od Miami. Właśnie w Miami mieszka i pracuje serialowy Dexter.

 

Sam chętnie bym tam zamieszkał – śmieje się Kacper – bo jest ciepło i słońce świeci przez cały rok.

 

Na Florydzie odbył staż pod okiem doświadczonego analityka śladów krwawych, Stuarta H. Jamesa. Stał się też pełnoprawnym członkiem IABPA. Ukończenie stażu i zgoda mentora są warunkiem samodzielnego sporządzania opinii z zakresu analizy śladów krwawych. Kacper jest jedynym Polakiem, który ma takie uprawnienia.

 

Świetnie pamięta swoją pierwszą sprawę. Ofiarą była nastolatka. Otrzymała kilkanaście ciosów w głowę kilkunastokilogramową hantlą do ćwiczeń. Krew była wszędzie. Stuart powiedział: „Kacper, jeśli chcesz zwymiotować, to powiedz, podstawimy ci wiaderko”. Nigdy nie zwymiotował na miejscu zdarzenia. Podczas oględzin nie ma czasu na nic, oprócz sprawy; nawet na obrzydzenie.

 

Nie myślę o ofierze, o jej rodzinie, o tym, żeby złapać sprawcę. Współczucie czy złość zaciemniają osąd. Chodzi o to, żeby dotrzeć do prawdy.

 

Tor przeszkód analityka

 

Gdy był mały, jego mama zaczytywała się kryminałami Agathy Christie. Nie cierpiał tego:

 

Christie zawsze wybiera rozwiązanie, które w praktyce jest niemożliwe do zrealizowania. Czytelnik nie ma szans tego odgadnąć!

 

Podobał mu się za to serial „Detektyw”, bo w pierwszym odcinku zawarto 70 procent wskazówek potrzebnych do tego, żeby znaleźć zabójcę.

 

Gdyby bohaterowie byli dobrymi detektywami, mogliby rozwiązać zagadkę w pierwszym odcinku. Potrzebowali ośmiu…

 

Praca analityka to ciągłe poszukiwanie śladów. Nie tylko takich, które mogłyby pomóc w zrozumieniu, co się wydarzyło, lecz także pozostawionych przez ratowników, lekarzy i tych wszystkich, którzy byli obecni na miejscu zdarzenia. Również przez samego analityka. Przypomina to tor przeszkód.

 

Jeszcze przed rozpoczęciem studiów Kacper pracował w firmie produkującej gry komputerowe jako beta tester. Jego zadanie polegało na wynajdywaniu błędów. Jeśli gracz musiał pokonać trzech przeciwników, żeby przejść do następnego etapu, Kacper znajdował inny sposób. Na przykład rzucał czar na przypadkowy kamień, który rozpadał się i inicjował przejście do kolejnego etapu, wbrew regułom gry. Jako analityk robi coś podobnego:

 

Jeśli ofiara otrzymywała ciosy, leżąc na podłodze obok stołu, podłoga oczywiście będzie zakrwawiona i bardzo prawdopodobne, że sprawca, jeśli tylko będzie mieć dość czasu, postanowi ją wymyć i w ten sposób zniszczyć ślady. Ale może się zdarzyć, że zapomni o wewnętrznej stronie stołu. A na niej też znajdują się rozpryski.

 

Na tym polega analiza śladów krwawych – na zaglądaniu w miejsca, w które nikt inny by nie zajrzał.

 

To nie mogło być zabójstwo

 

W jego pracy nie chodzi o to, żeby za wszelką cenę znaleźć winnego.

 

Czasami ktoś jest podejrzany, bo miał na ubraniu krew, ale analityk rozpoznaje, że to ślady kontaktowe – ktoś otarł się o krew, ale na pewno nie uderzał, bo nie ma na nim charakterystycznych rozprysków. W ten sposób można niewinną osobę wyciągnąć z poważnych kłopotów. A te rozpryski mogą mieć dwie inne osoby i już wiadomo, gdzie należy szukać sprawcy.

 

Nie raz proszono go  o pomoc w sprawach, w których podejrzewano zabójstwo, ale nie było stuprocentowej pewności. Z pierwszą taką sprawą zetknął się jeszcze podczas szkolenia na Florydzie:

 

U podnóża schodów znaleziono kobietę z roztrzaskaną głową. Nie miała nosa, policzków, uszu. Ze względu na charakter okaleczeń, podejrzewano zranionego kochanka albo jakiegoś niechcianego zalotnika. Ale analityk zauważył na miejscu zdarzenia dziwne, małe ślady w kałuży krwi i dalej, odciśnięte na dywanie. To były odciski kocich łapek. Jak się okazało, cała sprawa była nieszczęśliwym wypadkiem. Kobieta poślizgnęła się na schodach i spadła. A za nietypowe okaleczenia odpowiadał kot, który miał pusto w miseczce i tak urządził swoją panią.

 

Zdarzyło mu się też pracować nad sprawą, która wzbudziła zainteresowanie mediów. Okazało się, że było to samobójstwo, ale dziennikarze zostali wcześniej poinformowani, że na miejscu zdarzenia znaleziono ciało z kilkoma ranami kłutymi.

 

W internecie od razu pojawiły się komentarze: Co za kretyn uznał, że to było samobójstwo?, Może jeszcze ofiara sama się zadźgała nożem?Z kilku ran zrobiono kilkanaście, nawet kilkadziesiąt, dodano do tego tortury. Niestety, ludzie nie mają dostępu do akt. A rana kłuta może, owszem, oznaczać cały nóż zanurzony w klatce piersiowej, ale też sam czubek ostrza wbity w skórę na pół centymetra.

 

ill3

 

Wynaczynienie krwi w kosmosie

 

Kacper wciąż eksperymentuje, ale już nie odtwarza scen z seriali. Podobnie jak Dexter, ma do tego specjalny pokój. Raczej nie polega to na masakrowaniu sztucznych ludzkich korpusów wypełnionych krwią i roztrzaskiwaniu głów manekinom. Choć pewnie mogłoby.

 

To, co widzimy w Dexterze”, to amerykańska wersja eksperymentu procesowego – tłumaczy Kacper. – Pozwala on na zbadanie, czy przebieg opisany w opinii biegłego rzeczywiście prowadzi do powstania takich śladów, jakie zostały znalezione na miejscu zdarzenia.

 

Podobne próby przeprowadza tylko w przypadkach, w których ślad jest tak specyficzny, że nie można znaleźć na jego temat informacji w literaturze.

 

Fizyka jest niezmienna – dzięki temu jesteśmy w stanie odtworzyć w laboratorium każdy ślad krwawy. Chyba, żeby ktoś dokonał wynaczynienia krwi w kosmosie. Wtedy rzeczywiście moglibyśmy błędnie odtworzyć powstały ślad.

 

Chyba że udałoby się stworzyć w laboratorium warunki odpowiadające stanowi nieważkości. Ale taka sprawa jeszcze nigdy nie miała miejsca.

 

Barszcz udaje krew

 

Jako biegły sądowy Kacper często jest proszony o odpowiedź na pytanie: „Czy to, co widać na zdjęciu, to krew?”. Odpowiedź może być tylko jedna: „Nie wiem”. Bo kolor może być mylący – zależy przecież od ustawień aparatu i oświetlenia. Żeby wiedzieć na pewno, potrzebne są badania laboratoryjne.

 

Pamięta, że w jednym z szanowanych czasopism naukowych ukazał się artykuł na temat analizy śladów krwawych, zilustrowany zdjęciem przedstawiającym plamę „krwi” na ścianie. – Tyle tylko, że użyto barszczu zamiast krwi. Nikt się nie zorientował.

 

Kiedyś koleżanka wysłała mu zdjęcie rozprysku na lodówce. „Pasywny, bierny, swobodny spadek większej ilości niż jedna kropla substancji, regularne małe rozpryski wokół. Ale krew to to nie jest” – odpisał. To był dżem – koleżanka oczywiście żartowała. Ale podobne sytuacje zdarzają się również w mniej zabawnych okolicznościach:

 

W jednej ze spraw podejrzany miał wielką czerwoną plamę na koszuli. Badania wykazały, że to czerwone wino. Ale ostatecznie i tak okazało się, że to on zabił. Na spodenkach miał charakterystyczne, drobne rozpryski, trochę trudniejsze do dostrzeżenia od wielkiej plamy po winie, ale wystarczające, żeby analityk mógł dojść do tego, co naprawdę się wydarzyło.

 

W lodówce Kacpra zawsze stoi butelka wypełniona substancją, przypominającą sok z czarnej porzeczki. Lepiej się nie pomylić – to świńska krew przeznaczona do eksperymentów.

 

Narzeczona Kacpra, Katarzyna, charakteryzatorka z Wyższej Szkoły Artystycznej, ma wiele rodzajów krwi do wyboru. Tętniczą, żylną, szybko i wolno krzepnącą, spożywczą – jeśli aktor podczas kręcenia sceny ma mieć obryzganą twarz albo musi rozgryźć specjalną kapsułkę. Są też gotowe skrzepy. Sztuczna krew jest droga, więc jeśli ciało ma leżeć w dużej kałuży, to zamiast kupować krew w sklepie, przygotowuje się ją domowymi sposobami.

 

Krwi charakteryzatorskiej można próbować bez obaw – to słodki syrop kukurydziany.

 

Naturalistyczne fantasy

 

Kacper często analizuje „Dextera” ze studentami, w ramach zajęć z kryminalistyki. Zazwyczaj polega to na wskazywaniu błędów popełnionych przez filmowców. Najmniej odstępstw od rzeczywistości jest w „Breaking Bad”. Na drugim miejscu plasuje się „Gra o tron”.

 

Choć to serial fantasy, zbrodnie zostały przedstawione w niezwykle naturalistyczny sposób. Najlepsza moim zdaniem jest scena pojedynku, w której jeden z bohaterów miażdży drugiemu głowę rękami.

 

Podobne efekty uzyskano w „Psach” Władysława Pasikowskiego.

 

To mój ukochany film – mówi Kacper. – Pamiętam scenę, w której Franz, grany przez Lindę, rozwala Olowi, granemu przez Kondrata, głowę kałasznikowem. To było świetnie zrobione, nawet rozprysk na twarzy Lindy był taki, jak należy.

 

Wiedza z zakresu analizy śladów krwawych może mieć różnorakie zastosowania. Tak było w przypadku jednego z amerykańskich analityków z IABPA, który doradzał filmowcom przy tworzeniu „Dextera”.

 

Kto wie, może dzięki temu artykułowi otrzymam ofertę pracy na planie filmowym? – żartuje Kacper. Chętnie podjąłby się tego zadania. Z kim chciałby współpracować? – Z Wojciechem Smarzowskim i Patrykiem Vegą – odpowiada bez wahania. Gdy ogląda ich filmy, czuje ogromną satysfakcję. Bo ktoś wreszcie zrobił to jak należy. Wymiociny wyglądają jak wymiociny, krew jak krew. Nie jest pięknie, tylko tak, jak w rzeczywistości.

 

Skoro te filmy są takie ciekawe, to może rzeczywistość jest przy nich nudna? – pytam Kacpra. Spogląda na mnie z niedowierzaniem:

 

Rzeczywistość jest sto razy ciekawsza.

 

Tekst: Anna Sobolewska

Ilustracje: Agnieszka Kowalczyk

Please Enter Your Facebook App ID. Required for FB Comments. Click here for FB Comments Settings page

Zobacz też:
Od pomysłu do premiery, czyli jak powstaje film

Od pomysłu do premiery, czyli jak powstaje film

Przebieg produkcji filmowej na przykładzie dokumentu „15 stron świata”
Paweł Cywiński: Biedak ubrany w ideały

Paweł Cywiński: Biedak ubrany w ideały

„Duży Format zmonopolizował reportaż” – rozmowa z Pawłem Cywińskim
Koczownicy z dachu świata

Koczownicy z dachu świata

Fotoreportaż z Czangtangu

1 comment

  1. pjekks says:

    Cze 2, 2017

    Odpowiedz

    2,5 tys. km. z Włoch do Bośni? gdzie, jak? nawet mierząc z Palermo przez Triest do Srebrenicy wychodzi mniej!

Name required

Website