/

„Cisza jak ta”

Nowy Folder - #BananowaNiedziela


Od początku tygodnia śpiewałem sobie w głowie „bliżej i bliżej i bliżej i bliżej masz do niej…”. Jednak w mediach na temat polityki wcale nie robiło się „ciszej i ciszej i ciszej i ciszej co dnia”.  W nocy z piątku na sobotę Państwowa Komisja Wyborcza powiedziała nam jednak „sza, cicho sza, czas na ciszę”. I tak oto ruszyło ponad 40 godzin największego archaizmu w dzisiejszej demokracji. Może jednak powinniśmy go realnie potraktować jako chwilę zastanowienia przed wielkim świętem tejże demokracji?


Mam wrażenie, że polityka była jedną z inspiracji dla Andrzeja Mogielnickiego w trakcie pisania „Ciszy jak ta” dla Budki Suflera. W końcu do kogo bardziej pasują słowa: „kończ, po co ten ciągły hałas? / sam zdwoić go wciąż się starasz / tak cię uczyli od lat, tylko krzykiem zdobywa się świat / a to nie tak, nie tak”. Po całej męczącej kampanii, która była jedynie leciutką przystawką przed dalszą częścią politycznej uczty, z głównym daniem w postaci wyborów parlamentarnych na jesieni i deserem będącym przyszłorocznymi wyborami prezydenckimi, można dostać niestrawności. Jednak te kilkadziesiąt godzin ciszy wyborczej, oczywiście poprawnie wykorzystanych, może być dla nas ziołową naleweczką, która pomoże przewodowi pokarmowemu.


Przez ostatnie tygodnie ze wszystkich mediów byliśmy oblewani wielkimi obietnicami i straszeniem przeciwnikami. Nawet teraz, w trakcie ciszy wyborczej, nie uciekniemy przed politykami. Bo przecież ze wszystkich słupów i płotów dalej świecą ich perłowe uśmiechy. Twitterowe i facebookowe tablice dalej pokazują nam przekazy wysłane na szybko na minuty przed północą w piątek. Strona Latarnika Wyborczego dalej działa i pewnie przez niektórych będzie przeklikiwana jeszcze przed wejściem do lokalu wyborczego. Do tego zagranicznych mediów nie obowiązuje nasze prawo, więc jeszcze w sobotę i niedzielę będziemy mogli na ich łamach czytać i słuchać o wyborach w Polsce. Kampania jest więc sprytną panią, której nie interesują żadne regulacje. Ale może to i lepiej?


Jeżeli ktoś dziś zobaczy na Facebooku wpis jakiejś partii sprzed dwóch dni albo spojrzy w oczy polityka spoglądające na niego z uśmiechem z osiedlowej tablicy informacyjnej i ruszy go sumienie, że może jednak warto przejść się na wybory, będę się cieszył z takiej nieudolności ciszy wyborczej. Bo pamiętajmy – czy jesteśmy za UE czy nie, dziś obchodzimy wielkie święto. Cieszmy się z demokracji i korzystajmy z naszych praw. Frekwencje w wyborach do europarlamentu były do tej pory zatrważające. Jakby niektórzy nie zdawali sobie sprawy, że naprawdę każdy głos jest ważny i może coś zmienić. Chciałbym zaproponować w tym miejscu, by w jakiś sposób znakować niegłosujących, przynajmniej w mediach społecznościowych. Nie chciało ci się ruszyć i poświęcić kwadransa dla Polski? Nie masz prawa głosu w jakiejkolwiek dyskusji choćby zahaczającej o politykę. A prawda jest taka, że wszystko co nas otacza właśnie od polityki zależy.


Bez względu na to, czy ostatnie kilkadziesiąt godzin poświęciłeś na ułożenie sobie informacji z kampanii w głowie i wybranie najbliższej Ci opcji, czy nie bacząc na ciszę wyborczą szperałeś po portalach w poszukiwaniu informacji o programach i obietnicach, pamiętaj, Droga Czytelniczko i Drogi Czytelniku, żeby dać dziś Polsce kilka minut swojego cennego weekendu. Jeżeli już to zrobiłeś, dziękuję Ci serdecznie. Jeżeli nie, zamykaj laptopa czy blokuj smartfona i migusiem do komisji wyborczej! Przecież Polacy lubią świętować przy każdej możliwej okazji. Poświętujmy dziś z Demokracją.