Co się zdarzyło Bette Davis?

Zagrała w ponad stu filmach. Zdobyła jedenaście nominacji do Oscara i dwie statuetki Amerykańskiej Akademii Filmowej. Była trzykrotnie nominowana do Złotych Globów i raz do nagrody BAFTA. W Cannes i Wenecji zyskała tytuł najlepszej aktorki. A to tylko część jej osiągnięć. Panie i panowie, oto Bette Davis!

Na jej temat krążą legendy. A Hiszpanie tworzą kolejną, czego dowodem dokument „W hołdzie Bette Davis”, choć Pedro González Bermúdez w swoim filmie nie opiera jej na rolach budujących karierę zawodową aktorki, a tym bardziej na szczegółach z jej burzliwego życia prywatnego. Reżyser dokumentu, którego tytuł zapowiadać może wielką biograficzną rozprawę i twórcze podsumowania, skupia się na jednym epizodzie z życia Bette Davis – wizycie aktorki na festiwalu filmowym w San Sebastián w 1989 roku. Amerykańska aktorka została pierwszą kobietą w historii festiwalu, która odebrała nagrodę specjalną Donostia, przyznawaną wybitnym osobistościom kina. Przed Bette Davis odebrali ją Gregory Peck, Glenn Ford i Vittorio Gassman.

Bette-DavisBette Davis jest uznawana za jedną z największych aktorek wszech czasów. Zdjęcie wykonano podczas festiwalu w San Sebastián (fot. materiały prasowe)

Ta wizyta sprzed 25 lat jest wciąż żywa we wspomnieniach Hiszpanów. Mimo doborowego grona laureatów to właśnie obecność Bette Davis zapisała się w pamięci organizatorów festiwalu. Pilar Olascoaga, która ustalała wówczas warunki przyjazdu aktorki, wspomina, że była gotowa sprowadzić dla niej Księżyc. Reżyser dokumentu dotarł do materiałów archiwalnych, nagranych podczas festiwalu w San Sebastián oraz zebrał wypowiedzi dziennikarzy, organizatorów i członków obsługi imprezy. Spotkał się również z asystentką aktorki.

„W hołdzie Bette Davis” jest więc klasycznym kinem „gadających głów”. Z ich opowieści wyłania się obraz kobiety fascynującej, pięknej, kapryśnej, dumnej i zachowującej dystans w stosunku do samej siebie. Gwiazdy, która żyła dla swoich wielbicieli, która podczas spotkań prasowych i z publicznością nie dała po sobie poznać ani zmęczenia, ani cierpienia wynikającego z poważnych problemów zdrowotnych. Bynajmniej, odżywała wtedy i wręcz brylowała w towarzystwie. Jej błyskotliwe odpowiedzi na pytania dziennikarzy to świetne bon moty, przy których bledną wszystkie przytaczane w filmie anegdoty.

Dla widza to tylko tyle, a dla miejscowych „gadających głów” aż tyle. Z przejęciem opowiadają o przyjeździe ikony amerykańskiego kina na ich maleńki festiwal. Wypowiedzi zmontowano tak, aby wrażenia Hiszpanów zderzyć z wyjaśnieniami asystentki. Kiedy więc jeden z organizatorów wymienia warunki, które Bette Davis postawiła im przed swoim przyjazdem, po chwili słyszymy, dlaczego Davis o to poprosiła. I tak, szofer musiał znać angielski, bo aktorka zadawała dużo pytań i lubiła wiedzieć, co widzi za oknem. Inny warunek to możliwość pozostania w San Sebastián po festiwalu tak długo, jak sobie tego życzy. Powód? Poważna choroba aktorki i praca nad autobiografią, którą skończyła pisać właśnie nad Zatoka Baskijską. Była to ostatnia podróż przez ocean Bette Davis. Festiwal odbywał się we wrześniu, a ona zmarła w październiku.

„W hołdzie Bette Davis” pod względem formalnym nie wyróżnia się niczym szczególnym na tle innych dokumentów wspomnieniowych, ale istotne są pytania, na które po seansie próbuje się znaleźć odpowiedź: Czy dziś mamy takie aktorskie ikony? Osobowości, dla których bylibyśmy w stanie sprowadzić Księżyc? Gwiazdy, którym wszystko się wybacza, o których mówi się jak o boginiach, a jedno spotkanie z nimi jest przeżyciem godnym dokumentu? Twórcy tego filmu, twórcy hiszpańskiego festiwalu, organizatorzy tamtej wizyty zapewne spotkali na swej drodze wiele talentów, ale to Bette Davis otrzymała od nich film. Czy dziś, w czasach celebrytów, ocenianych w tabloidowych newsach, w czasach gdy „każdy może być z czegoś znany”, zabrakło silnych osobowości czy już ich nie potrzebujemy?

Film pokazano w ramach 15. Tygodnia Kina Hiszpańskiego.

Milena Ryćkowska