/

Cyfrowe gody

Jak wygląda cyber-randkowanie millenialsów oczami przedstawicielki Generacji X? Z Liną Marią Mannheimer, reżyserką „Okresu godowego” i bohaterami filmu, Naomi i Edvinem, rozmawiają Jakub Banan Banasik i Julia Niemiec.

Skąd pomysł na „Okres godowy”?

Lina Maria Mannheimer: Kilka lat temu ludzie zaczęli mówić mi o Tinderze. Sporo z nich mówiło, że powinnam założyć tam konto, bo jest to nie tylko miejsce do randkowania, ale też do poznawania ciekawych ludzi. Zaczęłam zastanawiać się nad tym w szerszym świetle. Jak fakt, że w każdym miejscu o każdej porze możemy poznać nowych ludzi, wpływa na nasze relacje? W jaki sposób prezentujemy siebie, żeby być odbieranymi jako atrakcyjni na portalach randkowych? Byłam ciekawa pokolenia, które nie zaznało życia bez podłączenia do szybkiego Internetu. Jak się poznają, jak widzą swoje nawyki w kwestii randkowania, życie seksualne, w końcu, przyszłość? Ekscytuje ich czy się jej obawiają? Chciałam dowiedzieć się tego z pierwszej ręki, więc przeprowadziłam wywiady z 40 osobami w przedziale wiekowym 18-25 lat, na początku jako projekt badawczy. Z każdym z nich rozmawiałam po 1,5-2 godziny. To było fascynujące. Jako że interesuje mnie również wpływ platform komunikacyjnych na kontakty międzyludzkie, chciałam też sprawdzić jak stworzenie filmu jedynie za ich pomocą, wpłynie na moje relacje z filmowanymi. Oznaczało to, że nigdy nie spotkaliśmy się w jednym pokoju, komunikowaliśmy się jedynie pisząc i prowadząc wideorozmowy. Wystawiłam proste ogłoszenie, w którym przekazałam, że chcę znaleźć chłopaka i dziewczynę, którzy będą chcieli porozmawiać ze mną raz na tydzień przez cały rok.

Tak znalazłaś Naomi i Edvina?

Tak. Na początku umówiliśmy się na miesiąc próbny. W trakcie całego procesu dawałam im zadania, a także prosiłam o dostęp do ich mediów społecznościowych. Po miesiącu zgodzili się na cały rok nagrań.

Edvin i Naomi | fotos z filmu | źródło: HER Docs Film Festival

Zawarliście jakąś oficjalną umowę?

Lina Maria: Tak. Standardowy kontrakt przed filmowaniem. Na jego podstawie dali mi prawo do wykorzystania swojego wizerunku, ale gdyby po dwóch miesiącach uznali, że nie chcą kontynuować, nie mogłabym ich do niczego zmusić.

Co skłoniło Was do udziału w projekcie?

Edvin: Studiowałem wtedy w Sztokholmie. Od czasu do czasu dostawaliśmy maile z propozycjami przetestowania jakiejś apki albo wzięcia udziału w ankietach. Pewnego razu odpowiedziałem na maila o projekcie wywiadów z „cyfrowymi tubylcami” [digital native – termin oznaczający człowieka dorastającego w erze cyfrowej, który od dziecka korzysta z Internetu, stworzony na potrzeby „Deklaracji Niepodległości Cyberprzestrzeni” autorstwa Johna Perry’ego Barlowa, opublikowanej w Davos 8 lutego 1996 r. – przyp.red.]. Po kilku tygodniach dostałem odpowiedź: „Cześć! Cieszymy się, że chcesz zostać nagrany na potrzeby dokumentu na temat randek w sieci pt. „Okres godowy”. Lina, reżyserka filmu, zadzwoni do Ciebie za tydzień z informacjami na temat projektu”. Nie tego się spodziewałem, że chodziło o film, jednak po rozmowie z Liną uznałem, że pomysł jest fajny i może być dla mnie okazją do rozpoczęcia randkowania. Przez kilka miesięcy, zanim zaczęliśmy nagrywać, na szybko szukałem randek na Tinderze, żeby mieć o czym opowiadać.

Naomi: Ja byłam członkinią Szwedzkiego Stowarzyszenia ds. Edukacji Seksualnej (RFSU). Dostałam maila od kogoś z organizacji, że poszukiwane są osoby do dokumentu na temat Tindera. Rozmowy o związkach i seksie sprawiają mi przyjemność, więc się zgłosiłam. Lina przyszła do mnie do domu na wywiad chwilę po zakończeniu przeze mnie długiego związku. Nigdy nie byłam na randce z Tindera, więc rozmawiałyśmy o moim byłym i moim dzieciństwie. To było w kwietniu 2016 r.

W takim razie był to długi proces.

Naomi: Lina powiedziała, że odezwie się do mnie na jesieni, więc przez lato zbierałam randkowe doświadczenie. W związku z tym zadzwoniłam do niej z informacją, że mogę powtórzyć wstępny wywiad, ale zapytała mnie wtedy, czy nie mam ochoty na próbny miesiąc nagrań. Zgodziłam się, chociaż nie wiedziałam co mnie czeka.

Edvin: Ja zostałem włączony do całego procesu, kiedy w któryś piątek Lina zadzwoniła do mnie późno w nocy z prośbą o poradę dotyczącą projektu graficznego. Pomogłem jej przez telefon. Przez półtora miesiąca byłem dla niej fatalnym stażystą, ale skoro i tak przez cały czas rozmawialiśmy przez telefon, uznałem, że mogę włączyć się do projektu.

Ile trwał cały proces tworzenia „Okresu godowego”?

Lina Maria: 4 lata. 40 wywiadów to kawał roboty.

Naomi: To zabawne, bo kiedy Lina została pierwszy raz zapytana, czemu z tej czterdziestki wybrała akurat nas, odpowiedziała, że dlatego, że nie jesteśmy wyjątkowi i chcieliśmy wziąć w tym udział.

Edvin: Interesujący, a jednocześnie zwykli, bez wielkich życiowych wyzwań w najbliższej przyszłości.

Lina Maria: Po części to prawda. Chciałam znaleźć dwójkę zwykłych młodych ludzi, żeby historia nie opowiadała o wielkich zmieniających życie momentach, jak, na przykład, zmiana orientacji seksualnej. Kiedy pytają mnie, dlaczego wybrałam tę dwójkę, odpowiadam, że to tak, jak z miłością – nie wiesz dlaczego się w kimś zakochujesz. Wszyscy ludzie, z którymi przeprowadziłam wywiady, byli interesujący. Mój poprzedni film [„Ceremonia” – przyp.red.] opowiadał o nietypowych ludziach. Te czterdzieści wywiadów ze zwykłymi szwedzkimi dzieciakami pokazało mi, że jeżeli rozmawiasz z kimś na temat, który jest dla niego ważny, każdy człowiek jest ciekawy. Z Naomi i Edvinem spędziłam już kilka lat, zbudowałam z nimi więź, co pokazuje, że dobrze jest być zainteresowaną swoimi bohaterami.

Był moment, w którym chcieliście zrezygnować?

Naomi: Na pewno nie na poważnie. Filmowanie sprawiało mi większą trudność niż Edvinowi. Lina nigdy nie dawała mi po sobie poznać, co myśli. Mówiłam do niej, a ona tylko patrzyła. Wkurzało mnie to, bo co chwilę czułam się głupio. Wiedziałam, że mnie lubi i nie chce przedstawić mnie w złym świetle, ale nie wiedziałam jaka jest jej wizja tego filmu. Pierwsza wersja materiału była dla mnie szokująca. Nie lubiłam Naomi, którą przedstawiła Lina. Rozmawiałyśmy o tym godzinami. Przez kilka miesięcy myślałam, że nie dam rady kontynuować. Na szczęście ostateczna wersja wyglądała inaczej.

Edvin: Nie było momentu, w którym chciałem zrezygnować, ale tak się złożyło, ze i tak musiałem to zrobić. Kilka tygodni po przyjeździe do Singapuru, byłem zawalony pracą. Przez około dwa miesiące musiałem przekładać wywiady z Liną i nagrywanie materiałów do filmu. Dopóki nie porozmawiałem z Liną, nie rozumiałem dokładnie założeń filmu. Zapomniałem o tym, że ode mnie zależy praca nie tylko Liny, ale też innych ludzi pracujących przy filmie.

Lina miała też dostęp do Waszych mediów społecznościowych. Trwało to przez całą produkcję?

Lina Maria: Nie miałam pełnego dostępu, czy haseł. Prosiłam ich o dokładne nagrania i rozmowy i tłumaczyłam do czego ich potrzebuję. Niekiedy pracowaliśmy razem przy screenach z Tindera. Nie szpiegowałam ich przez cały czas.

fotos z filmu | źródło: HER Docs Film Festival

Dobrze wiedzieć! Na początku filmu dostajemy krótką notkę, chyba niewystarczająco doprecyzowaną, że masz dostęp do ich profili na wymienionych aplikacjach.

Edvin: Wszedłbym na apkę i zobaczył, że Lina właśnie próbuje mnie z kimś umówić.

Naomi: To by było zbyt wiele.

Zauważyliśmy, że oboje zachowujecie się bardzo naturalnie przed kamerą. Wynika to z faktu, że korzystacie z mediów społecznościowych i nagrywanie Waszego życia nie jest dla Was niczym nowym?

Naomi: Nie korzystam zbyt wiele w ten sposób z mediów społecznościowych. Oglądam sporo filmików na YouTube’ie, gdzie ludzie mówią wprost do kamery, dzięki czemu wiem, jak to powinno wyglądać.

Edvin: Nasze pokolenie jest zaznajomione z tajnikami tworzenia dobrego contentu.

Naomi: Były momenty, w których myślałam: „cholera, to by się świetnie nadawało do filmu, szkoda, że nie kręcę”. Od wynalezienia aparatu ludzie uwieczniają wszystko, co robią. To nie jest kwestia generacyjna. Po prostu teraz wszystko jest publiczne.

Dzielicie się w filmie wieloma intymnymi informacjami. Mieliście z tym problem? Od początku jesteście bardzo otwarci na temat swojego życia seksualnego.

Naomi: Wtedy to nie był dla mnie problem, bo w ten sposób rozmawiam ze swoimi znajomymi. Teraz, kiedy film jest puszczany na całym świecie, jest gorzej. Nie chciałam, żeby moja rodzina dowiedziała się o moich seksualnych podbojach. Ale mojej babci film bardzo się podoba. Ma 84 lata, wspiera mnie i powiedziała, że jestem bardzo dzielna, na przykład mówiąc o spermie w oku. Swoją drogą, przepraszam, że te słowa w ogóle padły.

Edvin: W trakcie nagrywania zrozumiałem, że najważniejsze było dzielenie się intymnymi szczegółami w taki sposób, jakbym się tym nie przejmował. Ktoś, kto mówi otwarcie o takich rzeczach sprawia wrażenie, że nie ma już nic więcej do ukrycia. W związku z tym nikt nie zadaje pytań, więc prawdziwe sekrety można zatrzymać dla siebie. Dzieliłem się tylko tym, co już wewnętrznie przepracowałem. Bardziej niekomfortowe dla mnie w tym momencie jest to, jak niekomfortowo wyglądałem mówiąc o tym wszystkim w filmie. Zobaczyłem od tamtego czasu kawałek świata, a to pozwala na zdystansować się od siebie z przeszłości.

Lina w jakiś sposób próbowała Was otworzyć?

Naomi: Nie.

Edvin: Lina, miałaś wrażenie, że w ogóle musiałaś to robić? (Lina przecząco kiwa głową) Zadawałaś świetne pytania. To było jak roczna terapia. Pokazywała mi moją własną przeszłość w nowy, prosty sposób, którego wcześniej nie dostrzegałem. To pozwoliło mi lepiej zrozumieć siebie i świat wokół.

W takim razie można powiedzieć, że przez rok byłaś jego terapeutką?

Lina Maria: Raczej nie. Po prostu bardzo uważnie słucham. W dzisiejszych czasach rzadko spotyka się kogoś, kto przez kilka godzin w tygodniu, po prostu, cię posłucha, kto wiele o tobie myśli, wsłuchuje się w to, co mówisz i podpowiada rozwiązania problemów. To proste podejście, ale wymaga zaangażowania. Dosłownie rzeźbiłam ich portrety z materiału, który mi dawali. Cały ten proces polega na otwieraniu się.

Jak ten film Was zmienił?

Lina Maria: Edvin i Naomi stali się nieodłączną częścią mojego życia. Nauczyli mnie wiele o odwadze, strachu, komunikacji i wrażliwości. To, co wciąż najbardziej mnie zadziwia, to ich odwaga do spojrzenia na siebie – nawet te wersje, które nie budzą sympatii. Fakt, że potrafią spojrzeć na siebie w ten sposób i zastanowić się nad sobą i swoim życiem jest niesamowity. Sama ignoruję w sobie wiele rzeczy, nawet zakłamuję w sobie swój własny obraz. Spotkanie z nimi zmusiło mnie do zmiany tego podejścia.

Naprawdę brzmicie, jakbyście przy okazji kręcenia filmu wszyscy przeszli terapię.

Edvin: Nie każdy ma szansę być wysłuchanym. Nigdy dokładnie nie słuchamy swoich historii. Chcemy przejść do sedna, do akcji. Lina tego nie robiła. Układała te puzzle sama.

Naomi: To, co się zmieniło w naszym życiu, to fakt, że wciąż mamy kontakt i tak pozostanie do końca życia. Poznanie tej dwójki to błogosławieństwo. Pierwsze lata po przekroczeniu dwudziestki niesamowicie kształtują człowieka. W tym momencie jestem zupełnie inna niż Naomi w filmie. Nie wiem czy to wynik dorastania, czy postanowiłam zmienić siebie pod wpływem zobaczenia siebie z boku dzięki filmowi. Na pewno nie jestem już tak wulgarna. Lina mówiła, że brzmiałam jak kierowca ciężarówki. Musiałam przemyć usta mydłem.

Lina Maria: Sporo wygładziliśmy w filmie.

W takim razie były ostrzejsze sceny od spermy w oku?

Naomi: O tak.

Lina Maria: Mając 200 godzin materiału, musieliśmy wybierać, jednocześnie pokazując kim naprawdę jest Naomi. Myślę, że znaleźliśmy dobry balans.

Nie oszukujmy się, język w „Okresie godowym” jest jak najbardziej normalny dla koleżeńskich rozmów naszego pokolenia, więc nie ma w nim nic złego, ale taka dosadność w filmie wymagała odwagi.

Naomi: Sporo o tym myślałam. Często słyszeliśmy o naszej odwadze, ale, prawdę mówiąc, nie czuję tego.

Edvin: Kiedy ludzie mówią o odwadze, odnoszą się do tego, czym podzieliliśmy się w filmie, zamiast kontroli nad całym procesem, którą oddaliśmy Linie.

fotos z filmu | źródło: HER Docs Film Festival

Widzę małą różnicę pokoleń w tej dyskusji, co skłania mnie do pytania: Lina, jak zmieniło się Twoje postrzeganie millenialsów pod wpływem „Okresu godowego”?

Lina Maria: To, co was wyróżnia, to umiejętność ogarniania wielu rzeczy na raz. Jesteście przytłoczeni wszystkimi typami osobowości otaczającymi was w mediach społecznościowych i korzystacie z możliwości poznania ogromu z nich. Jedną z konsekwencji jest to, że musicie mieć grubą skórę, żeby przetrwać. Niekiedy znikacie, traktujecie innych w straszny sposób, bo, po prostu, możecie, a czasem może i musicie. Trudno jest zaangażować się w milion relacji na raz. To, co mnie zaskoczyło, to umiejętność do nazwania najważniejszych i najbardziej autentycznych cech w relacjach. W waszym wieku tego nie umiałam. Jesteście częścią tego wielkiego pokolenia. Mnie to nie interesowało. Nie czułam się częścią młodzieży lat 80. Wy jesteście połączeni z rówieśnikami na całym świecie. To jest fascynujące.

Pamiętacie pierwszą projekcję? Oglądaliście razem?

Lina Maria: Pierwszy raz oglądaliśmy film razem z montażystą i producentem.

Naomi: Było zabawnie. Na początku chcesz się tłumaczyć: „wiem, że wychodzę tu na zołzę”, „wiem, że wyglądam tu gównianie”. Przez cały czas chciałam dodać swój komentarz.

Edvin: Wszystko zmieniło się, kiedy pierwszy raz obejrzeliśmy film z widownią. Na początku miałem myśli w stylu: „dlaczego mówię w ten sposób?”, „jak ja, do cholery, wyglądam?”. Czy tak wyglądam na co dzień? Kiedy obejrzeliśmy film z widownią, uświadomiłem sobie, że oni nie widzą mnie, tylko postać w filmie.

Naomi: Seans jest teraz dziwny, bo wyglądam praktycznie tak samo, ale mentalnie jestem zupełnie inna od dziewczyny w filmie. To jednocześnie ja i nie ja. Myślę, że łatwiej będzie mi się oglądać ten film, kiedy będę dużo starsza.

Edvin: Z każdym kolejnym pokazem jestem coraz dalej od Edvina w filmie. Może zrozumiałem emocje, które wtedy w sobie nosiłem i już zdążyłem je przepracować? Najzabawniejsze jest to, że nie pamiętamy z Naomi sytuacji, które zostały wykorzystane w filmie, jakby wydarzyły się naprawdę. Jednocześnie te, które nagraliśmy do filmu, ale się do niego nie załapały, są zwykłą częścią naszego życia.

Jak „Okres godowy” jest odbierany na świecie? Gdzie do tej pory go pokazaliście?

Edvin: W USA, Meksyku, zachodniej i dużej części wschodniej Europy.

Lina Maria: Wcześniej myślałam, że w niektórych miejscach nasz film będzie egzotyką, na przykład ze względu na różne role płci w społeczeństwach. Fakt, że film jest uniwersalny dla młodych ludzi na całym świecie, jest piękny. Do tego nie mamy tłumaczenia grafik na ekranie. Od różnic kulturalnych jeszcze bardziej martwiłam się barierą językową. Musisz w pełni rozumieć słowa, by móc się zanurzyć w historii. W trakcie niektórych projekcji humor nie dotarł do widowni. Z drugiej strony, na Nowych Horyzontach we Wrocławiu miałam wrażenie, jakbym była wśród anglojęzycznej widowni. Polscy widzowie wydają się być wyedukowani w kwestii oglądania dokumentów.

Może to wynikać z faktu, że mieliśmy wielu świetnych reżyserów tego gatunku.

Lina Maria: Tak, to prawda. Biorąc to wszystko pod uwagę, nie wierzyłam, że ci wszyscy młodzi ludzie dookoła świata zobaczą siebie w Naomi i Edvinie, ale wszędzie słyszałam – tak to my!

Edvin: Nawet przy różnicach w komunikacji, emocje są uniwersalne. W niektórych miejscach nie pokazuje się ich tak otwarcie, ale w dalszym ciągu są zrozumiałe. Dla przykładu, scena w której płaczę w kuchni. Widzowie wiedzą co czuję i mogą się z tym utożsamić.

Byliśmy pewni, że zapomniałeś w tej scenie, że kamera jest włączona.

Edvin: Nie planowałem płaczu. Włączyłem kamerę, bo pisałem list do Naomi, który tak naprawdę był zebraniem myśli dla samego siebie. Nagrywaliśmy tyle, że stało się to nawykiem. Ludzie często pytają mnie czy włączyłem kamerę, kiedy zacząłem płakać. Prawda jest taka, że przed tym mamy pewnie ze dwadzieścia minut filmu, na którym siedzę przy laptopie i stukam w klawiaturę.

Lina Maria: Rozbawiło mnie, że zacząłeś jeść w trakcie płaczu, jakby miało Cię to pocieszyć.

Edvin: Taka jest rzeczywistość. To nie film, w którym bohater robi sobie przerwę na siedzenie w pokoju i płakanie. Życie zapieprza dalej. Jesz śniadanie płacząc i wychodzisz do pracy.

Ale w tej scenie używasz kamery jako towarzyszki rozmowy.

Edvin: To dość dziwne. Nie tworzyłem ujęcia, ale w pewnym momencie bez namysłu wiedziałem, że Lina będzie oglądać to, co nagrywam, więc było to jak rozmowa z nią. Byłem jednocześnie świadomy i nieświadomy obecności kamery. Pomyślcie o niej jak o zwierzaku. Wiesz, że cały czas jest w domu, ale myślisz o tym dopiero kiedy wskoczy ci na kolana.

napis: Filmują część swojego życia | fotos z filmu | źródło: HER Docs Film Festival

Lina, masz zamiar kontynuować ten projekt?

Lina Maria: W ten sam sposób, co z Naomi i Edvinem, ale z dwójką nowych bohaterów? Nie.

W takim razie można powiedzieć, że na tym polu czujesz się spełniona?

Naomi: Na podstawie tego całego materiału można by napisać doktorat.

Lina Maria: Tak, mam swojego rodzaju akademickie podejście, ale jednocześnie pozostaję artystką. Cały czas jestem ciekawa świata i ludzi dookoła i staram się ze wszystkiego, co mnie otacza, czerpać garściami. Tam, gdzie akademicy starają się tworzyć generalizacje, ja dopytuję o szczegóły. Kocham słuchać ludzi opowiadających o sobie, ale nie jestem akademiczką. Słuchanie było częścią każdego z moich projektów. Co do kolejnej części „Okresu godowego”, nie jestem zainteresowana powtarzaniem całego procesu z nowymi bohaterami, ale chciałabym zobaczyć tę dwójkę za, powiedzmy, osiem lat i sprawdzić jak zmieniły się ich życia.

W takim razie nad czym teraz pracujesz?

Lina Maria: Robię krótki film o bezdomnym, który opiekuje się bezdomnymi psami. Zaczęłam również projekt, na którego podstawie nakręcę fabułę. Historia miłosna dwóch kobiet w więzieniu.

Lina, podsumowując, gdybyś miała wskazać jedną rzecz, która odróżnia nasze pokolenia w kwestii tytułowych godów, co by to było?

Lina Maria: Amerykanizacja. Strasznie dużo randkujecie. Dla mojego pokolenia, nie było na miejscu spotykanie się z 5 osobami na raz. Do tego nawet wasz język jest zamerykanizowany. My robiliśmy to inaczej.

Lina Maria Mannheimer – urodzona w 1980 roku szwedzka reżyserka i producentka. W 2010 roku wyreżyserowała krótki film „The Contract”, przedstawiający spojrzenie na świat Catherine Robbe-Grillet. Film miał premierę na festiwalu IDFA w Amsterdamie w 2010 roku i do tej pory jest pokazywany na różnych festiwalach na całym świecie. „The Ceremony” jest pełnometrażowym debiutem Mannheimer. Jej kolejny film, „Okres godowy” z 2019 roku, został pokazany w sekcji konkursowej na festiwalu filmowym w Göteborgu.

Tytuł: „Okres godowy” / „Mating”
Reżyseria: Lina Maria Mannheimer 
Kraj: Szwecja 2019 
Czas trwania: 93 minuty 

Reży„Okres godowy”„Okres godowy”„Okres godowy””

Wpisy

Liberalny pozytywista stale walczący z tkwiącymi w nim pokładami romantyzmu. Miłośnik polityki, muzyki i NBA (od lat wierny fan Boston Celtics). Entuzjasta badań medioznawczych i socjologicznych. Redaktor naczelny magazynu Nowy Folder i autor rubryki felietonowej #BananowaNiedziela. Laureat Nagrody "Nadzieja mediów" 2019.

Wpisy

Jej życiową ambicją jest zostanie panią na ludzkiej poczcie. Chce przyjmować w zawsze otwartym okienku historie i przesyłać je dalej – w formie dziennikarskiej, filmowej i teatralnej. W przerwie od pracy pije kawę i słucha płyt rodziców.
Wicenaczelna magazynu "Nowy Folder" dogląda działu "Folder z Dokumentami", które, ma nadzieję, zechcecie oglądać.