Węgierskie gawędzenie

[spider_facebook id=”2″]

 

Krzysztof Varga, autor słynnego „Gulaszu z turula”, wyrusza w kolejną podróż na Węgry. Pół-Polak, pół-Węgier wraca do Ojczyzny, by zatańczyć „Czardasza z mangalicą”.

 

Czardasz z mangalicą Krzysztof Varga

 

Tym razem omijamy szerokim łukiem Budapeszt i ruszamy wraz z autorem do świata nawet przez niego nie do końca znanego. Varga reflektuje się bowiem, że ma do zobaczenia jeszcze setki maleńkich miast, miasteczek i wsi węgierskich. Postanawia naprawić ten błąd i nie przepuszcza żadnemu miejscu, w którym bywał jako dziecko lub w którym chciał się znaleźć. Nie przepuszcza żadnemu, o którym słyszał jakąś lokalną legendę. Nawet temu, które przykuło jego uwagę małym znakiem „Trianon Muzeum” przy tabliczce z nazwą.

 

„Czardasz z mangalicą” trudno określić gatunkowo. Ni to reportaż, ni przewodnik… Najbliżej mu chyba do gawędy, bo Varga – choć podróżuje samotnie – w książce nadrabia miesiące milczenia. Wędruje przez Węgry bez pośpiechu i tak też czyta się tę książkę. Powolna narracja przenosi nas w świat węgierskiej sentymentalności, której autor nabiera ponoć zawsze podczas wypraw w rodzinne strony. Ta atmosfera przenika przez kolejne strony i trafia do czytelnika w opowieściach o węgierskich traumach, smutku i depresji, wspaniałej literaturze, dramatycznych legendach. Varga odkrywa historie, o których nigdy nie dowiedziało się Hollywood, mniej znane niż rumuński Dracula, choć równie krwiste. Czytamy więc o Elżbiecie Batory, kąpiącej się w wannie wypełnionej krwią dziewic, o kobietach-morderczyniach, wytruwających swoich mężów arszenikiem. Odwiedzamy też z autorem maleńkie knajpy i bary. Zazdrościmy pörköltu, mięsno-warzywnego gulaszu zajadanego ze świeżym, białym chlebem. Słuchamy wspomnień, przemyśleń, małych-wielkich przygód. Bo jak inaczej nazwać spotkanie w Csalánosi Csárda samego Gyȍzike, węgierskiej gwiazdy cyganodisco?

 

Varga uśmiecha się do nas w tej opowieści ironicznie i z przekąsem. Wyłapuje w nieznanych Węgrach kolejne smaczki, absurdy, ciekawostki. Odkrywa sklepy z akcesoriami kibolskimi, streszcza węgierski plebiscyt na 10 największych narodowych klęsk historycznych, a wszystko opatruje komentarzem, który skłania do myślenia.

 

„Czardasz z mangalicą” nie do końca jest skocznym, węgierskim tańcem. Być może dlatego, że tańcząc z włochatą świnią (tytułową mangalicą), przetrawioną już pewnie do połowy w żołądku, trudno opowiadać pełną emocji, dynamiczną historię. A i same Węgry zdają się być takie, jak opowieść Vargi – powolne i rozwlekłe, melancholijne, czasem depresyjne.
To książka napisana w znakomitym stylu, przepełniona anegdotami i ogromną wiedzą na temat literatury i filmu. Aż chce się wsiąść wzorem autora do samochodu i ruszyć przed siebie.

 

Oliwia Siwińska

 

„Czardasz z mangalicą”
Autor: Krzysztof Varga
Wydawnictwo: Czarne