Czego wygodniej nie widzieć


Można sporo teoretyzować o dziennikarstwie misyjnym, nie zawsze łatwe jest podanie przykładów. Jelena Kostiuczenko w „Przyszło nam tu żyć. Reportażach z Rosji” wzięła sobie chyba za cel wyciśnięcie z czytelników wszystkich łez, najeżenie każdego włosa na ciele i wydrenowanie z nas ostatnich kropelek pozytywnego podejścia do rzeczywistości. Każdym kolejnym zdaniem ten cel osiąga.


Żeby była jasność, zbiór reportaży Kostiuczenko dotyczy wyłącznie Federacji Rosyjskiej, jednak jej teksty są w stanie przebić nawet najtwardsze skorupy znieczulicy, bez względu na miejsce zamieszkania znieczulonego. Jeżeli do kogoś nie trafią opowieści o skorumpowanych policjantach, dla których łapówki są zwykłym dodatkiem do pensji, a każdy raport da się wygładzić, to na pewno nie da się przejść obojętnie obok tekstu opowiadającego o uczniach i rodzinach zamordowanych w szkole w Biesłanie, z którymi autorka rozmawiała 12 lat po ataku terrorystycznym, który wstrząsnął światem. My zdążyliśmy zapomnieć, Biesłan nie zapomni nigdy. Obraz pominiętej Rosji oczami Kostiuczenko dopełniają teksty o weteranach Wielkiej Wojny Ojczyźnianej, bezdomnych, prostytutkach, czy wstrząsający reportaż o umierających narkomanach. Słowem – wszyscy ci, o których na co dzień nie tylko Rosjanie, ale nikt nie chce myśleć. Przecież samo ich istnienie psuje nasz wspaniały świat.


Sama autorka przyjmuje formę przekaźnika, ale jednocześnie ma funkcję rażenia czytelnika prądem. W reportażach praktycznie jej nie widzimy. Zanurza się w światach, które opisuje, ale nie z potrzeby zaimponowania czytelnikowi swoją wnikliwością, a jak najdokładniejszego przekazania nam historii. Jestem ciekaw czy po latach pracy i tylu reportażach wcieleniowych, jej kolejne wcielenia zostają w głowie, czy potrafi je z siebie otrzepać i przejść do następnego zadania, kolejnego tekstu. Jednocześnie w każdym kolejnym tekście możemy spodziewać się albo wstępu autorki, który zelektryzuje nas w oczekiwaniu albo pointy, która wdepcze nas jeszcze głębiej, niż zrobiła to sama historia.


Czytanie Jeleny Kostiuczenko jest trochę jak oglądanie filmów Wojciecha Smarzowskiego – świat, z którym się zderzamy, uwiera nas, boli, denerwuje i pozostawia w poczuciu bezsilności, a samo odstawienie go na półkę nie pozwala przestać o nim myśleć. Mimo to, nie możemy się od tego świata oderwać. Dostajemy w twarz bólem i cierpieniem, ale, jak rasowi masochiści, nie uciekamy, a wpadamy coraz głębiej. Jeżeli jesteście w mentalnym lub emocjonalnym dołku, nie sięgajcie po „Przyszło nam tu żyć”. Jeżeli szukacie reportaży, które dadzą Wam dostęp do świata z łez, krwi i kości, biegnijcie do księgarni. Jest to chyba najczarniejsza książka wydana przez Czarne, jaką miałem okazję przeczytać.


Pozwolę sobie jeszcze na mały osobisty komentarz, nieco obok samej recenzji. Do Nagrody im. Ryszarda Kapuścińskiego za Reportaż Literacki zostało w tym roku zgłoszonych 135 książek, z czego 32 z Wydawnictwa Czarne. Nie wiem kto odpowiadał za zgłoszenia, ale brak zbioru reportaży Jeleny Kostiuczenko jest fatalnym niedopatrzeniem. Szkoda, w mojej ocenie mogła dojść przynajmniej do dziesiątki.


„Przyszło nam tu żyć. Reportaże z Rosji”
Autorka: Jelena Kostiuczenko
Tłumaczenie: Katarzyna Kwiatkowska-Moskalewicz
Wydawnictwo Czarne
Rok wydania: 2019

Wpisy

Liberalny pozytywista stale walczący z tkwiącymi w nim pokładami romantyzmu. Miłośnik polityki, muzyki i NBA (od lat wierny fan Boston Celtics). Entuzjasta badań medioznawczych i socjologicznych. Redaktor naczelny magazynu Nowy Folder i autor rubryki felietonowej #BananowaNiedziela. Laureat Nagrody "Nadzieja mediów" 2019.