/

Czekając na Biedronia

Nowy Folder - #BananowaNiedziela


Zabawne, co się stało z polityką: wychodzi na to, że będąc lubianym, można zyskać na braku programu. Można przez kilka miesięcy tworzyć struktury i zwerbować armię wolontariuszy, nie mówiąc co się planuje. I nie będę ukrywał, że też darzę Roberta Biedronia sporą dozą sympatii, jak na polityka wręcz ogromną. Ale żeby ugrupowanie bez nazwy, programu i listy wyborczej, dostało w sondażach 10 procent, jest dla mnie niepojęte. Jednak Biedroń i jego ugrupowanie mogą zrobić coś więcej, niż tylko zdobyć miejsce w parlamencie.


Przebiegnę w następną zimę w samej bieliźnie dookoła PKiN-u, jeżeli Biedroń w wyborach parlamentarnych przeskoczy PO. Skąd taka pewność? Bo w tej dekadzie jego ugrupowanie nie jest niczym nadzwyczajnym: przed nim w 2011 r. był Ruch Palikota (trzecie miejsce za PO i PiS), a w 2015 r. Kukiz’15 (trzecie miejsce za PiS i PO). Do tego możemy dopisać Samoobronę z wyborów w 2005 r., jednak jej struktury były starsze od ruchów Palikota i Kukiza. Biedroń nie jest więc ewenementem, wręcz przeciwnie. Idealnie wpisuje się w realia polskiej sceny politycznej – mamy wielką dwójkę, na trzecim miejscu wchodzi rozpędzona ciekawostka, a dalej nieśmiertelny PSL i płotki.


Powyższy układ zostanie jednak złamany w najbliższych wyborach. Powód? Samoobrona i Palikot wypadli z parlamentu po jednej kadencji. Kukizowcy, natomiast, przy Wiejskiej prawie na pewno zostaną. W sondażach, co prawda, balansują jedynie na granicy progu, jednak na ich pozostanie przy Wiejskiej wskazują zachowania wyborców w sieci – spora część mojego pokolenia w dalszym ciągu wierzy w antysystemowość Kukiza, a brak jednoznacznej linii ideologicznej partii jest dla nich atutem. Jeżeli PiS nie odbierze części ich elektoratu związanej z narodowcami, szanse na kolejną kadencję są realne. Biedroń może pójść jeszcze krok dalej i realnie namieszać w powyborczej kolorowance. I tu – nareszcie! – wchodzi do gry moje pokolenie.


Połowę społeczeństwa polityka, a raczej same wybory, obchodzą tyle, co curling Nigeryjczyków. Moi rówieśnicy stanowią dużą część tych 50 procent. I na podstawie rozmów z nimi wnioskuję, że wielu z nich jest od polityki odciętych: nie mają telewizorów, nie czytają gazet, a na Instagramie i Facebooku politycy nie przebijają się przez influencerów. A Robert Biedroń różni się od większości głównych aktorów polskiego parlamentu tym, że wie jak korzystać z social mediów. Jest przy tym autentyczny, wybitnie medialny i fotogeniczny, a wisienką na torcie są jego kontakty z plejadą polskich gwiazd. Tych, którzy faktycznie interesują się polityką i chcą słuchać o założeniach programowych partii, były prezydent Słupska zacznie dopiero przekonywać. Wystartuje jednak z ogromnym potencjałem zaufania wśród grupy młodych Polaków, którzy, gdyby nie on, nawet nie zastanowiliby się nad pójściem na wybory. Do tego zapełni w sejmie ogromną lukę po czteroletniej nieobecności myśli lewicowej, naprawdę bliskiej dużej części młodych Polaków. I nie będzie miał w walce o ten elektorat za dużej konkurencji – Stowarzyszenie Leśnych Dziadków z Czarzastym na czele zupełnie nie potrafi dotrzeć do młodych, Barbara Nowacka połączyła siły z PO, która pozostawiła wśród lewicowych wyborców niesmak po głosowaniach dotyczących prawa aborcyjnego, o Razem, jak pokazują sondaże, już wszyscy zapomnieli, a lubiany zarówno przez młodszych jak i starszych Ryszard Kalisz może wystartować co najwyżej w wyborach prezydenckich za rok. Biedroń ma więc prostą drogę do zgarnięcia kilkunastu procent pozostawionych po ostatnich wyborach przez Zlew i Razem, lewą część wyborców antysystemowego Kukiza, lewą flankę wyborców Platformy, a może nawet uda mu się przekonać część elektoratu PiS-u z ostatnich wyborów, ściągniętego obietnicami socjalnymi, ale niezgadzającego się z linią światopoglądową rządu. A w cztery lata w polskiej polityce może się stać, tak naprawdę, wszystko.


Dzięki Robertowi Biedroniowi patrzę z nadzieją na nadchodzący maraton wyborczy. Nie dlatego, że już chciałbym zadeklarować, że będę na niego głosował. Jeżeli nie podejdzie mi jego program, który może W KOŃCU poznamy, pomimo całej dla niego sympatii oddam głos na kogoś innego. Jednak były prezydent Słupska zrozumiał coś, co wciąż nie dotarło do zabetonowanej Wiejskiej – są miliony niezdecydowanych wyborców. Połowę niegłosujących Polaków da się przekonać do głosowania! Po prostu do tej pory nie nadążaliście za technologią.