Człowiek, który ma więcej medali niż lat

 

Podczas tegorocznych mistrzostw świata w biathlonie rozgrywanych w austriackim Hochfilzen zdobył brązowy medal. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie to, że ma skończone 43 lata. Żywa legenda tego sportu, Norweg Ole Einar Bjørndalen, nieustannie udowadnia, że dzięki ciężkiej pracy można dokonać rzeczy niemożliwych.

 

„Moi rodzice nie byli bogaci. Mieszkali z nami, pięciorgiem dzieciaków na wsi. Mieliśmy w gospodarstwie 12 krów i z nich się utrzymywaliśmy.” (źródło fotografii: oficjalny Facebook sportowca)

Jego nazwisko zna każdy, kto interesuje się biathlonem. To najbardziej utytułowany zawodnik w historii tego sportu – w swojej kolekcji zgromadził ponad 50 medali. Właśnie dlatego kibice i dziennikarze nazywają go „Królem biathlonu”. Mimo, że zdominował swoją dyscyplinę pozostaje skromnym człowiekiem, zawsze uśmiechniętym nie tylko na konferencjach prasowych. Same sukcesy Norwega budzą ogromny podziw, ale jeszcze bardziej fascynujące jest to, że wciąż ma w sobie motywację, by startować. Obecnie ma ponad 40 lat i już dawno mógłby zakończyć karierę. Nie potrafi jednak rozstać się z biathlonem.

 

Norweg wychowywał się w miejscowości Simonstrada, dwie godziny drogi od Oslo. Początkowo chciał uprawiać gimnastykę, ale najbliższa hala gimnastyczna znajdowała się daleko od jego domu, a jego rodziców nie było stać na to, by zapewnić mu dojazdy. Moi rodzice nie byli bogaci. Mieszkali z nami, pięciorgiem dzieciaków na wsi. Mieliśmy w gospodarstwie 12 krów i z nich się utrzymywaliśmy. Pamiętam, że białe pieczywo jadaliśmy tylko na Boże Narodzenie, a owoce raz w tygodniu – zdradził w wywiadzie dla niemieckiego „Bild am Sonntag”. Zimą biegał na nartach do szkoły oddalonej od jego domu o kilka kilometrów. Biathlon zaczął uprawiać w wieku 9 lat. Na początku swojej profesjonalnej kariery w ramach treningu mentalnego chodził po linie i rozżarzonych węglach, aby uwierzyć w siebie. Dbał o swój organizm. Nie pił (i nadal nie pije) alkoholu, z wyjątkiem epizodu w wieku 12 lat – Wszyscy pili po zawodach, ja też spróbowałem. Ale uznałem, że jeśli chcę czegoś dokonać, muszę pracować najciężej jak można i wyrzec się przyjemności. (wywiad dla norweskiej telewizji NRK). Swoich zasad trzymał się konsekwentnie i został legendą. W wieku zaledwie 28 lat zdobył 4 złote medale na igrzyskach olimpijskich w Salt Lake City – do tej pory jest jedynym biathlonistą, który na jednych igrzyskach wygrał wszystkie konkurencje w tej dyscyplinie. 4 złota zdobył też na MŚ w Pyeongchang w 2009 roku, gdy miał już 35 lat. W trakcie swojej kariery na podium stawał ponad 170 razy. Klasyfikację generalną Pucharu Świata wygrywał 6 razy, a małą kryształową kulę – 19 razy. Gdy dołożymy do tego jeszcze 13 medali olimpijskich i 45 medali mistrzostw świata staje się jasne, że mamy do czynienia ze sportowcem klasy światowej. Ktoś z takimi sukcesami na koncie powinien już dawno się nimi nasycić i powiedzieć „pas”. Ale nie Ole Einar Bjørndalen.

 

W wieku zaledwie 28 lat zdobył 4 złote medale na igrzyskach olimpijskich w Salt Lake City – do tej pory jest jedynym biathlonistą, który na jednych igrzyskach wygrał wszystkie konkurencje w tej dyscyplinie. (źródło fotografii: oficjalny Facebook sportowca)

 

Karierę chciał kończyć już dwukrotnie. Pierwszy raz miał przypaść po zimowych igrzyskach olimpijskich w Sochi w 2014 roku. Pytany wówczas przez dziennikarzy, czy ma jakiś szczególny cel na igrzyska odpowiadał, że będzie walczył o zwycięstwo w każdym wyścigu, ale najbardziej zależy mu na sprincie (10 km) – jego ulubionej konkurencji. Eksperci nie dawali mu większych szans na spełnienie tych marzeń. Poprzednie trzy sezony były najtrudniejszymi w jego karierze: przeplatane kontuzjami i problemami osobistymi, co przekładało się na formę. Do Sochi Bjørndalen jechał w wieku 40 lat – mocno zaawansowanym jak na sportowca.

 

Król Ole Einar Trzynasty

Jak zapowiedział, tak zrobił. Z Sochi przywiózł 2 złote medale – jeden zdobyty w sztafecie mieszanej, a drugi, o wiele ważniejszy, właśnie w sprincie. Mimo jednego pudła na strzelnicy udało mu się zanotować lepszy czas niż bezbłędni tego dnia Dominik Landertinger i Jaroslav Soukup. Czterdziestolatek okazał się być szybszy niż jego znacznie młodsi koledzy. Dzięki tym dwóm złotym krążkom stał się najbardziej utytułowanym zimowym olimpijczykiem w historii, bijąc tym samym osiągnięcie swojego legendarnego rodaka – biegacza narciarskiego Bjørna Daehliego. „Król biathlonu” miał już 13 olimpijskich medali, w tym 8 złotych. Norweskie media oszalały. Dziennikarze telewizji sportowej NRK nazwali wyczyn Bjørndalena „najwspanialszym na świecie kryzysem wieku średniego”. Pisano, że być może utytułowany biathlonista rozważy kontynuowanie kariery. On jednak pozostawał nieugięty i zapowiadał odejście ze sportu. Dwa tygodnie po igrzyskach zmienił zdanie.  Norweg obiecał występować aż do mistrzostw świata w 2016 roku, które miały odbyć się w Oslo. Myślę, że tak będzie lepiej, jeśli zakończę moją karierę w Oslo. Lubię występować w Norwegii i to jest jeden z powodów, dla którego wciąż będę startował. – skomentował z rozmowie dla Międzynarodowej Unii Biathlonowej.

 

Dziennikarze telewizji sportowej NRK nazwali wyczyn Bjørndalena „najwspanialszym na świecie kryzysem wieku średniego”. (źródło fotografii: YouTube)

4 medale na ojczystej ziemi

Wkrótce nadszedł marzec 2016 roku i mistrzostwa świata w Oslo. „Król biathlonu” miał wówczas 42 lata i przystępował do swojej ostatniej wielkiej imprezy w karierze. Po raz kolejny zaskoczył. Zdobył aż 4 krążki – złoty (w sztafecie), 2 srebrne i brązowy. Był jedną z najbardziej rozchwytywanych postaci na mistrzostwach, gdyż wszyscy dziennikarze chcieli rozmawiać z wiecznie młodym biathlonistą. Wtedy znów pojawiły się plotki o kontynuowaniu kariery. I Norweg ponownie zmienił zdanie. Przedłużył swoje występy o kolejne dwa lata. Powód? Czuję się jak wtedy, gdy miałem 20 lat – mówił.

 

W lutym tego roku, na mistrzostwach świata w Hochfilzen do swojej kolekcji dołożył kolejny krążek, tym razem brązowy. Był to jego 45. medal wywalczony na MŚ w karierze. Swój 45. medal wywalczył człowiek, który w styczniu obchodził 43. urodziny. W świecie, w którym wyznawany jest kult młodości, on zaprzecza twierdzeniu, że młodość ma przewagę nad dojrzałością. Jest żywym dowodem na to, że doświadczenie i wola walki to rzecz bezcenna. Chociaż wydaje się nieprawdopodobne, by w wieku ponad 40 lat wciąż być zdolnym do odnoszenia  sukcesów w tak trudnym sporcie, faktom nie da się zaprzeczyć. Bjørndalen nigdy nie został przyłapany na stosowaniu środków dopingujących, choć jest jednym z najczęściej kontrolowanych biathlonistów w stawce. Nie choruje też na astmę, w przeciwieństwie do wielu norweskich biegaczek narciarskich. Od lat bardzo dba o siebie i wciąż potrafi perfekcyjnie przygotowywać się do najważniejszych zawodów – stąd kolejne medale przywożone rokrocznie z najważniejszych zawodów.

 

Kiedy nastąpi koniec tej pięknej kariery? Ole Einar Bjørndalen ma w planach starty aż do przyszłorocznych igrzysk olimpijskich w koreańskim Pyeongchang. Wydawać by się mogło, że to szaleństwo. Wystąpi tam jako 44-letni zawodnik. Ale dla niego czas się jakby zatrzymał. Ile jeszcze medali zdobędzie w swojej karierze? I czy naprawdę zakończy ją po igrzyskach w Korei?

Wpisy

Absolwentka studiów pierwszego stopnia na UW na kierunku dziennikarstwo i medioznawstwo. Od ponad dekady szaleńczo zakochana w angielskim futbolu i w klubie z czerwonej części Manchesteru. Szczęśliwa właścicielka głosu radiowego. Ma słabość do agenta 007. Śmieszą ją memy z Kermitem.