Cztery razy Nepal – przegląd książek o Nepalu 2017/18


Moje nagłe zainteresowanie reportażami o Nepalu prawdopodobnie ma pewien związek z biletami do Katmandu kupionymi dwa miesiące temu. Szukając książki, która przybliżyłaby mi klimat kraju, gdzie narodził się Budda zorientowałam się, że w ciągu ostatnich lat powstało ich całkiem sporo. Nie mogąc się zdecydować, którą wybrać kupiłam wszystkie cztery, które znalazłam w księgarni. Cztery kobiety: przewodniczka, pisarka, lekarka, turystka i cztery zupełnie inne spojrzenia na Nepal. 

Siostra wyśmiała moją rozrzutność. Ona wybierając lekturę kieruje się jedną zasadą: o tym czy książka jest dobra, czy nie świadczy pierwsze zdanie. Nie czyta ani recenzji, ani opisu z tyłu okładki. Otwiera wybraną pozycję na pierwszej stronie i albo kupuje, albo odkłada na półkę. Może nie jest to takie głupie – sam mistrz Kapuściński wspomina, że gdy wreszcie, po długich zmaganiach, napisał pierwsze zdanie „Cesarza” wiedział, że ma całą książkę. – Pierwsze zdanie otwiera książkę i dlatego jest takie ważne. (…) Gdy ma się pierwsze zdanie, to już się wie, że to zdanie pociągnie następne i następne – mówił. Zaintrygowana tym pomysłem, postanowiłam przeczytać książki z najlepszymi początkowymi zdaniami. W tej kolejności opisałam je poniżej.

„Kopnij Piłkę Ponad Chmury” – Iwona Szelezińska

Jej sięgająca do ziemi suknia, gumka do włosów, obicie złotego tronu, jej stopy i czubki palców u rąk, paznokcie, majtki, skarpetki na zimowe wieczory i noce, ręcznik, nawet szczoteczka do zębów – wszystko jest w kolorze neonowej czerwieni .

Powyższy opis dotyczy Kumari – małej dziewczynki, w której ciele objawia się bogini Taledźu. Co osiem lat spośród małych Nepalek wyłaniane jest nowe bóstwo, a poprzednia Kumari staje się znowu człowiekiem. Szelezińska dociera do byłych i obecnych boginek, rozmawia z nimi, śledzi losy niezwykłej tradycji. Jednak to tylko jedna z wielu historii zawartych w książce. Jej autorka od prawie 12 lat pracuje jako pilot wycieczek po Turcji, Indiach i Nepalu. Zdobyła ogromną wiedzę i doświadczenie którymi chętnie dzieli się z czytelnikiem. Opisuje losy swoich przyjaciół z pracy, kobiet z różnych klas społecznych, mieszkańców odległych himalajskich wiosek. Dużo rozmawia z Nepalczykami i przez pryzmat ich małych historii próbuje opisać cały kraj. Jedyny prawdziwy reportaż wśród wymienionych tu książek.

„Tam” Natasza Goerke

Nepalskie poranki pachną kardamonem i jałowcem, strużki dymu snują się nad dachami jak duchy, psy ujadają jak zwykle.

Autorka jest także poetką, co widać w po sposobie, w jaki posługuje się językiem. „Tam” to przede wszystkim pokaz kunsztu pióra. Każda strona jest kopalną błyskotliwych złotych myśli. Jeśli Szelezińska brała wszystko pod lupę, to Goerke patrzy z dystansem i dobrotliwą ironią. Więcej tu wrażeń i refleksji a mniej twardych faktów. Zabawne anegdotki o „profesjonalnym” sprzęcie trekkingowym marki Intimissimi, przeplatają się z gorzką refleksją o turystach, którzy teoretycznie przyjeżdżają, żeby poznać inną kulturę, a patrzą przede wszystkim na siebie, niszcząc wszystko wokół.

„Chirurgica w Nepalu” – Anna Kołodziejska

Siedziałam na dachu z nogami zaplecionymi po turecku i plecami opartymi o filar komina.

Książka gruba, ciężka i nieporęczna w podróży niczym podręcznik do dermatologii. Ale nie ma się co dziwić. Autorka jest lekarką. Początkującą i pełną zapału, pragnącą spełnić swoje marzenie o pomaganiu ludziom w odległych, biednych krajach. Jej wybór pada na Nepal i tamtejszy oddział leczący oparzenia. Są dwa najczęściej pojawiające się w książce wątki. Po pierwsze: ona sama – człowiek orkiestra: wygrywa pojedynki bokserskie, jeździ na rowerze, fotografuje, pisze książki, leczy, wykorzystuje każdą chwilę choć potrafi zatrzymać się na moment zadumy, o czym sumiennie informuje czytelnika. Po drugie: w Nepalu jest brudno. Przymiotnik ten pojawia się wielokrotnie, odmieniony przez wszystkie przypadki. Autorka pisze też o nepalskiej służbie zdrowia – bohaterskich lekarzach, brakujących lekach, brudzie (oczywiście) na salach operacyjnych, bólu i cierpieniu. Ale jest to przede wszystkim pełen pasji i spontaniczny opis przygód wolontariuszki. Czytając, ma się uczucie jakby rozmawiało się z przyjacielem, który niedawno wrócił z dalekiej podróży i jest wypełniony po brzegi dobrą energią. Aż chce się samemu wstać i zacząć spełniać marzenia.

„Nepal moje wędrówki” – Elżbieta Wichrowska-Janikowska

Dzień w Bhaktaputrze zaczyna się tuż przed świtem gongiem dochodzącym z pobliskiej świątyni.

Autorka jest zafascynowana Nepalem, który odwiedziła wielokrotnie. Jak to turystka, włóczy się po mniej i bardziej znanych miejscach, odwiedza hotele, restauracje i stragany. Czasem zamieni słowo z przewodnikiem czy sprzedawcą. Wszystko to skrupulatnie opisuje. Dowiemy się co jadła, co kupiła i za ile, jak wyglądał hotelowy pokój, a nawet łazienka. Czasem można natrafić na naprawdę interesujące fragmenty, bo, na szczęście, w życiu każdego podróżnika dzieje się coś ciekawego. Nie można odmówić relacji autentyczności, ale nie wystarczyło mi cierpliwości, żeby przeczytać ją w całości.

Powoli kształtuje mi się w głowie obraz kraju wciśniętego pomiędzy Indie i Chiny. Piękni ludzie niepoddający się trudnościom i biedzie, święte góry tonące w śmieciach zostawionych przez himalaistów, batoniki noszące imiona bogów, świątynie wciśnięte w każdy możliwy kąt, mnisi ze smartfonami, ulice, gdzie zamiast kodeksu drogowego obowiązuje czysta improwizacja…

(…) Gdziekolwiek by się nie pojechało, spotyka się tam, gdzie się dotarło, przede wszystkim to, co się ze sobą, to znaczy sobą, przywiozło – pisał mój kolejny mistrz, Stachura. Zadziwiające jest, jak bardzo  widać to w literaturze podróżniczej. Już od pierwszego zdania. Gdybym miała zrobić ranking po lekturze każdej z tych książek to okazałoby się, że ustawiłabym je dokładnie w takiej samej kolejności jak na początku. Zatem, drogi czytelniku, nie ufaj mojej ocenie. Wybierz swoje ulubione pierwsze zdanie i ruszaj w podróż po Nepalu.