Czy Atlas to udźwignie?

[spider_facebook id=”2″]

Grecja: pomiędzy klasycznymi kolumnami przechadzają się mityczni bogowie. Nagle beztroscy Grecy muszą oderwać się od tańca i pysznych oliwek. Dlaczego? O tym pisze Dionisos Sturis w książce „Grecja. Gorzkie pomarańcze”.

 

Atlas dźwiga cały świat na barkach, a do tego jeszcze w jego ojczyźnie dzieją się niepokojące rzeczy. Nic dziwnego, że pod mitologicznym tytanem uginają się kolana. Nie tylko Olimp, lecz także cały świat pyta – o co chodzi z tą Grecją? Dlaczego, przez kogo i co dalej? Dionisos Sturis – jak sam mówi: fifty-fifty, pół Polak, pół Grek – reporter i dziennikarz radia TOK FM, próbuje na te pytania odpowiedzieć. Pragnie poznać i zrozumieć kraj swojego pochodzenia. Przybliża zatem historię swojej rodziny – mamy, która wyszła za Greka, a potem w tajemnicy uciekła przed niewiernym damskim bokserem do Polski. Odwiedza ciotki, wujków, babcie. Za pośrednictwem ich wspomnień opowiada historię nie tylko Grecji, lecz także Polski. Migracje, ucieczki – razem z ubraniami, meblami, kryształami… Bo skąd wiadomo, czy takie są na obczyźnie?

 

W książce bohaterów i wątków jest więcej niż Zeusa miał kochanek. Autor przybliża nie tylko dobrze znane, antyczne dzieje swojej ojczyzny, lecz także to, co działo się nad Morzem Śródziemnym w czasach nowożytnych. Znajdziemy zatem w „Gorzkich pomarańczach” m.in. historię wojen, kotłów bałkańskich, politykę i losy aktorek-partyzantek. Dowiemy się też czegoś na temat współczesnej Grecji. Poznamy sekrety długowieczności na wyspach oraz kulisy protestów, manifestacji, strajków i zamieszek, które wszczęli rodacy Homera, gdy zostali skazani na życie za trzysta euro miesięcznie. Sturis przybliża też bezsens niszczenia obiektów greckiej kultury oraz zwykłych sklepów i ulic. Opisuje wszystko skrupulatnie, szczegółowo i bez zbędnych eufemizmów, bo poetycki język nie pasuje do niepoetyckiej rzeczywistości. Nie mydli oczu procentami, PKB, statystykami czy wykresami. Jeśli już ich używa, to rzadko i rozsądnie: Wskaźniki mówiły, że na sto tysięcy Greków w ciągu roku zabijają się nie więcej niż trzy osoby – w Polsce ponad piętnaście osób. (…) w 2007 roku odnotowano trzysta dwadzieścia osiem samobójstw, dwa lata później o ponad sześćdziesiąt więcej. – W latach 2010 i 2011 sytuacja była jeszcze gorsza. Ostatnimi czasy Tanatos ma w Grecji ręce pełne roboty.

 

Pieniądze nie są tu jedynym problemem. To nie konieczność rezygnacji z homara w restauracji na rzecz zupy jarzynowej w domu zaciska Grekom węzeł na szyi. Zostaje zaburzony tradycyjny model rodziny: kobieta – opiekunka domowego ogniska i mężczyzna – żywiciel rodziny. Gdy Grek traci pracę, jego przedsiębiorstwo upada, a zarobki maleją, to gorsza od ssania w żołądku jest urażona duma. Wstyd i frustracja, że jest nieudacznikiem, nie stanął na wysokości zadania, nie zapewnił rodzinie dostatniego życia. Grecy załamują ręce, ale jest w ich kraju grupa, która znajduje się w jeszcze gorszej sytuacji – imigranci. Ziemia nad Morzem Śródziemnym ma problemy z nakarmieniem własnych dzieci. Czy znajdzie się miejsce dla tych „adoptowanych”? Brawa dla Sturisa za to, że nie widzi tylko bankrutującej Grecji, ale przede wszystkim – bankrutujących Greków.

 

Autor o przyczyny i możliwe rozwiązania sytuacji pyta samych Greków, a ich opinie są różne. Jedni szukają winnych w Europie, podczas gdy Europa uważa, że Grekom w dupach się poprzewracało. Nieliczni dostrzegają własne błędy i biją się w pierś. Wszyscy jednak, pytani o rozwiązanie problemu, parafrazują jedynie słynnego filozofa: wiemy, że nic nie wiemy. Diagnozy i lekarstwa na zżerającą kraj zarazę wciąż nie ma.

 

Grecja. Gorzkie pomarańcze

 Gdybym była złośliwa, powiedziałabym, że autor bez żadnego planu pisał o tym, co mu się akurat przypomniało. Wolę jednak myśleć, że w tym szaleństwie jest metoda. Jak pisać w logiczny i uporządkowany sposób o państwie, w którym o logice już dawno zapomniano? Grecję kojarzymy z ładem i harmonią, jaka cechowała ich klasyczną architekturę. Autor zapewnia, że nic bardziej mylnego: Urodzić się Grekiem to klątwa. Większość ludzi uważa, że jako Grek własnymi rękami budowałeś Akropol, wyrocznię w Delfach i starożytne teatry, że to ty pomogłeś wymyślić demokrację. Znamienitą przeszłość trzeba oddzielić grubą kreską i zająć się przyszłością. W ojczyźnie Sokratesa panuje obecnie bałagan – organizacja, sprawiedliwość, spokój i dostatek to terminy, które włożono między mity. Dionisos Sturis chciał pokazać prawdziwy obraz Grecji – bez słodkich owoców i wina. Dlatego „Gorzkie pomarańcze” po prostu nie mogły zostać napisane inaczej, bo dzisiaj w Grecji wszystko jest gorzkie.

 

Weronika Rzeżutka

„Gorzkie pomarańcze”
Dionisos Sturis
Wydawnictwo Terra Incognita