Czy interaktywne filmy są nam potrzebne?

Ostatnio postanowiłam nadrobić głośny interaktywny odcinek Czarnego Lustra – „Bandersnatch”. Po obejrzeniu, a raczej dotarciu do trzech z pięciu możliwych zakończeń, przyszła ochota na dołączenie się do grona krytyków. Patrzyłam sceptycznie. Po co nam wybory? Czy wnoszą jakąś wartość? Czy nie lepiej byłoby obejrzeć po prostu dobrze skonstruowaną historię? Następnie jednak przyszła noc. Nieświadomie, przed snem zaczęłam rozmyślać nad możliwymi ścieżkami – a co gdyby…? A co gdyby bohater odpowiedział terapeutce szczerze? A co gdyby zdecydować się na opcję, z którą się nie zgadzam? Czy historia mogłaby się skończyć lepiej?

W latach 80 hitem na półkach w amerykańskich księgarniach okazała się seria „Choose your own adventure” wydawnictwa Bantam Books. Nie była to typowa książka o czym informowała specjalna strona z wytłuszczonym „UWAGA”, ostrzegając nas – „Ty i tylko ty jesteś odpowiedzialny za tę historię”. Taki typ literatury nazywany jest grą paragrafową (ang. gamebook), która typowo jest pisana w drugiej osobie, a my – czytelnicy jesteśmy bohaterami i sami dokonujemy wyborów kształtujących historię. Zwykle po przeczytaniu pewnego fragmentu, należy zdecydować się na jedną z dwóch lub trzech opcji, które odsyłają nas do różnych stron, np. „JEŚLI CHCESZ ZMIERZYĆ SIĘ Z CZAROWNICĄ PRZEJDŹ DO STRONY 13”. Tak, na zasadzie rozwarstwiających się gałęzi drzewa, poszczególne wybory prowadzą do nowych ścieżek, a te do kolejnych wyborów. W efekcie możliwych jest od kilku do kilkudziesięciu mniej i bardziej szczęśliwych zakończeń. 

Kinematografia przeszła długą drogę by opowiadać takie historie. Od pojawiającego się na scenie moderatora, który przeprowadzał wśród publiczności głosowanie, przez zamontowane na fotelach joysticki, do DVD, telewizji interaktywnej i Internetu. „Czarne Lustro” oglądamy online, inaczej jednak niż klasyczne filmy. Nie możemy przewijać kursorem po osi czasu (której nie ma), dopiero przy każdym kolejnym wyborze możemy wrócić się do poprzednich. W zależności od naszych decyzji różni się czas trwania, choć całe doświadczenie ma zajmować średnio około 90 minut. Pewnym minusem jest fakt, że istnieją ślepe uliczki – nie wszystkie wybory prowadzą do zakończenia, nieraz trzeba się wrócić.

Jak ogląda się „Bandersnatch”? Pierwszym wrażeniem po zaciekawieniu jest irytacja. Możliwość wyboru daje satysfakcję, jednak chcemy więcej, a mamy medium, które oferuje nam więcej – świat gier komputerowych. „Bandersnatch” broni się jednak jednym szczegółem – autotematyką. Młody programista konstruuje grę na podstawie książki paragrafowej, w której możliwych jest wiele zakończeń. Jednocześnie cały czas ma wrażenie, że ktoś go obserwuje, że traci kontrolę nad swoim życiem. Dzięki temu nasze wybory nabierają nowej wagi. Nieraz jest dowcipnie. W jednej z możliwych ścieżek mamy możliwość wyjawić bohaterowi, że jego życiem steruje platforma służąca do rozrywki. Bohater konfrontuje tą sytuację ze swoją terapeutką. Ona zastanawia się – jeśli to wszystko dzieje się dla czyjejś rozrywki to dlaczego nie jest w bardziej rozrywkowej sytuacji, tylko u niej w gabinecie? Inną ciekawą kwestią jest wybór pomiędzy dwoma opcjami, których bohater nie chce wykonać, ale musi. W zależności od tego jaki cel sobie ustalimy, możemy zmusić bohatera do wylania kawy na komputer, bądź zrobienia czegoś nieetycznego. Jest to pole do ciekawych eksperymentów z zakresu etyki, bo przecież to my jesteśmy odpowiedzialni za jego decyzje. 

Coraz więcej dookoła nas interaktywnych filmów. W sierpniu na Netfliksie pojawił się specjalny odcinek komedii „Unbreakable Kimmy Schmidt”. Mimo, że sam film nie śmieszy nawet wiernych fanów serialu, to zwraca uwagę fakt, że takie produkcje (mimo znacznie większych kosztów produkcji) cały czas powstają. Można się sprzeczać co do ich wartości, można też patrzeć na interaktywność jak na narzędzie. Koncept użyty mechanicznie zapewne nie będzie wiele wnosił, jeśli jednak jest pomysł, jest historia, może oferować nam ciekawe możliwości. Tak jak pokazał to nam „Bandersnatch”. 

Black Mirror: Bandersnatch, reż. David Slade, USA 2018

Wpisy

Studentka dziennikarstwa na Uniwersytecie Warszawskim. Lubię dobrze opowiedziane historie. W kinie czasem się to udaje, a wtedy warto o tym napisać. Jeśli nie, tym bardziej?
(https://www.filmweb.pl/user/Agata_Ikanowicz)