/

Diabeł po sąsiedzku


W 1986 roku zaczął się proces jednego z najokrutniejszych zbrodniarzy z Treblinki, zwanego Iwanem Groźnym. Czy John Demianiuk był winny? Nawet sąd kilkukrotnie zmieniał na ten temat zdanie.


John Demianiuk urodził się jako Iwan Demianiuk na Ukrainie w 1920 roku. Po wojnie wyemigrował do Stanów Zjednoczonych, gdzie otrzymał obywatelstwo i założył rodzinę. Dobry ojciec, dziadek, sąsiad. Pewnego dnia został rozpoznany jako Iwan Groźny, słynący z okrucieństwa oprawca z Treblinki.


Iwan Groźny na wokandzie


W 1975 roku Michael Hanusiak, amerykański dziennikarz o ukraińskich korzeniach, odnajduje w Kijowie listę ukraińskich kolaborantów, współpracujących w czasie wojny z hitlerowcami, po wojnie zbiegłych do USA. W wyniku podjętego przez władze amerykańskie śledztwa Demianiuk, według listy Hanusiaka strażnik obozu w Sobiborze, traci obywatelstwo. W trakcie długoletniego dochodzenia wychodzą na jaw nowe fakty, ale ponieważ swoich zbrodni nie popełnił w USA, nie może być tam za nie sądzony.  W 1986 Demianiuk zostaje deportowany do Izraela i postawiony przed sądem. Jedynymi dowodami są legitymacja z obozu szkoleniowego SS w Trawnikach i zeznania świadków.


Demianiuka reprezentuje Yoram Sheftel, który deklaruje, że nie wierzy w winę klienta. Podobnie jak amerykańska rodzina, która nie daje wiary druzgocącym zeznaniom ocalałych z Treblinki. Nikt nie jest w stanie uwierzyć, że bliski im człowiek był w stanie torturować dzieci, obcinać więźniom uszy, wbijać nóż w brzuchy ciężarnych kobiet.


Tymczasem urodzony w Częstochowie i ocalały z Treblinki Pinchas Epstein zeznaje przed sądem, jak Iwan Groźny skazywał na śmierć małą dziewczynkę. „Chcę do mamusi!” – krzyczy dziecko, ale po chwili ląduje w dole pełnym trupów. Na sali rozpraw słychać poruszenie, ludzie na widowni krzyczą „morderca”! Jednakże twarz Iwana Demianiuka pozostaje do końca niewzruszona.


– Kochał życie, rodzinę i ludzi. Historia pokaże, że Niemcy zrobili z niego kozła ofiarnego, aby obwinić bezbronnych ukraińskich jeńców wojennych za nazistowskie zbrodnie – wyznaje syn zbrodniarza w rozmowie z dziennikarzem Assiociated Press. 


W 1988 roku John Demianiuk zostaje uznany winnym i skazany na śmierć. W pewnym momencie wychodzą na jaw nowe fakty. Przy K Street w Waszyngtonie znajduje się dawna siedziba Urzędu ds. Dochodzeń Specjalnych. Naprzeciwko – McDonald’s. Śmieci z Urzędu z jakiegoś powodu trafiają do śmietnika restauracji, ktoś je stamtąd wyciąga i przekazuje obronie Demianiuka. Na podstawie tych dokumentów świat dowiaduje się, że Urząd ds. Dochodzeń Specjalnych miał wątpliwości co do tożsamości Iwana Groźnego. George Garand zeznał pod przysięgą, że ocalały z Treblinki Otto Horn jednoznacznie wskazał Demianiuka. Jednak raport znaleziony w śmieciach pokazuje, że Horn został przygotowany przez prawników Urzędu do wskazania konkretnego zdjęcia. Na podstawie tych dokumentów zostaje wniesiona apelacja do Sądu Najwyższego Izraela.


Yoram Sheftel namawia emerytowanego sędziego Dowa Eitana, aby ten bronił Demianiuka, jednak Eitan popełnia samobójstwo na tydzień przed procesem apelacyjnym – po telefonie, który miał rzekomo otrzymać tego dnia. Sam Sheftel zostaje oblany kwasem przez Jisraela Jehezkeli, ocalałego z Treblinki, który chciał w ten sposób „naznaczyć nazistowskiego kolaboranta”. Decyduje się jednak bronić Demianiuka.


Po upadku Muru Berlińskiego zostają otwarte akta Stasi na temat niemieckich obozów śmierci. Dziesiątki z nich potwierdzają, że oskarżony nie mógł być Iwanem Groźnym. Zawierają m.in. zeznania wachmanów z Treblinki, którzy wyraźnie stwierdzili, że zbrodniarzem był Iwan Marczenko. Podczas powojennej emigracji do Stanów Zjednoczonych Demianiuk wpisał w dokumentach właśnie to nazwisko jako panieńskie matki… Mimo to, izraelski Sąd Najwyższy oczyszcza go z zarzutów.


W 2008 roku niemiecki Główny Urząd Ścigania Zbrodni Narodowosocjalistycznych odnajduje w archiwach nowe dowody – Demianiuk osobiście kierował transporty Żydów do komór gazowych w Sobiborze –  i występuje do rządu Stanów Zjednoczonych o ekstradycję. John Demianiuk wygląda wówczas na schorowanego. Ludzie są w szoku, że sąd nadal ściga człowieka w podeszłym wieku.


– Jakie zagrożenie dla społeczeństwa stanowi starszy pan? – pyta Ed Nishnic, zięć Demianiuka.


Jednak John udaje, co potwierdza nagranie z monitoringu, i Sąd Apelacyjny uchyla zakaz ekstradycji do Niemiec.


Rozpoczyna się proces przed sądem w Monachium, na który oskarżony wjeżdża na łóżku. Sąd uznaje go współwinnym zagłady co najmniej 27 tysięcy Żydów i skazuje na pięć lat więzienia. Ponad 90-letni Demianiuk jest na sali, gdy w 2011 roku zapada wyrok, ale do więzienia nie idzie. Umiera kilka miesięcy później w domu opieki. Trwa wówczas kolejna apelacja. Według niemieckiego prawa, jeśli oskarżony umiera w czasie postępowania, jego wina zostaje unieważniona, a ostateczny werdykt pozostaje nieznany.


Zbrodniarz w pięciu odcinkach


Serial „Iwan Groźny z Treblinki” Yossiego Blocha i Daniela Sivana to dobry dokument. Widz zostaje postawiony w pozycji sędziego, wysłuchującego w trakcie pięciu odcinków racji obu stron – wypowiadają się prawnicy, rodzina i znajomi Johna Demianiuka, a z drugiej strony słychać głosy ofiar, ich dzieci i innych wierzących w winę oskarżonego. W tle tych wypowiedzi śledzimy przebieg procesu, twórcy podsuwają mnóstwo materiałów archiwalnych, w tym zdjęcia z Treblinki. Nie jest to sentymentalna opowieść o minionych czasach – aby zapoznać się z tymi materiałami, trzeba mieć mocne nerwy lub na chwilę schować swoją wrażliwość.


Czy Netflix, producent serialu, pokazał prawdę historyczną? Różnie można na to patrzeć. Jeśli rozpatruje się dzieło Blocha i Sivana wyłącznie pod kątem „polskich obozów śmierci”, czyli niefortunnie sporządzonej mapy (co w Polsce wywołało burzę i nawet skłoniło do interwencji premiera Mateusza Morawieckiego), nie dostrzeże się jego zalet, w tym staranności w doborze argumentów, prezentujących racje obu stron.


Być może dlatego serial nie rozstrzyga kwestii, czy postawiony przed sądem John Demianiuk był Iwanem, czy też nie. To widz sam ma zinterpretować fakty, osądzić człowieka i zbrodnie, o które go oskarżono. Czy jednak sędzia może dać się ponieść nienawiści? Nawet, jeśli jest to nienawiść nie przeciwko określonemu człowiekowi, ale przeciwko wszystkim takim Iwanom Groźnym i przeciwko wszystkim zbrodniom hitlerowskim?


Amerykański tytuł serialu to „The Devil Next Door”. Po wojnie tysiące nazistów ukryło się w Stanach Zjednoczonych. Sprzeciwiali się komunizmowi, więc byli Amerykanom potrzebni. Nikogo nie obchodziła ich przeszłość.


– Ojcem NASA był Wernher von Braun. W tym kraju bohater. Wynalazł rakiety, które bombardowały Anglię, ale zabrał nas też na Księżyc. Więc był dobrym nazistą. – mówi kierownik zakładów Forda w Cleveland, Gary Holodnak.


Przeraża fakt, że zbrodniarzem może być każdy. Zbrodnie przeciwko ludzkości nie ulegają przedawnieniu, ale czy powinno się za nie sądzić dobrych sąsiadów w podeszłym wieku?


Anna Snopkowska

„Iwan Groźny z Treblinki” („The Devil Next Door”)

reż. Yossi Bloch, Daniel Sivan

USA 2019, Netflix

Wpisy

Studentka dziennikarstwa na UW i śpiewu w ZPSM im. Chopina w Warszawie, szczęśliwa posiadaczka kota. W wolnych chwilach słucha Sinatry, planuje podróże życia i czyta historie o trupach. Przed snem stara się zawsze zażyć trochę Szczygła.

Twój adres email nie zostanie opublikowany.