Centrum Kapuścińskiego

Czy dzisiaj, w zglobalizowanym, pełnym nowych zagrożeń świecie, w dobie internetu i iPhonów, możemy się czegoś nauczyć od Kapuścińskiego? Czy mogą się nam na coś przydać jego książki i zawarte w nich przemyślenia?  

 

Fot. Czesław Czapliński

Takie pytania nasuwają się, kiedy zaczynamy zdawać sobie sprawę, że żyjemy w erze audiowizualnej, która powoli spycha do lamusa czytelnictwo książek i prasy. Dotychczasowe narracje zastępuje się nowymi (co nie znaczy, że bardziej wartościowymi), a poważne autorytety spycha się na margines lub wręcz całkowicie usuwa z medialnego mainstreamu – lepiej od nich sprzedają się przecież błahostki, sensacyjki i sezonowi celebryci.

 

Dzieła w nowym kontekście

Zatem i twórczość Ryszarda Kapuścińskiego funkcjonuje dzisiaj w zupełnie innych uwarunkowaniach niż za jego życia. Po lupą nowych krytyków proza „cesarza reportażu” poddawana jest reinterpretacjom – niejednokrotnie spłaszczającym jej sens i przesłanie. Podejmowane okazjonalnie próby podważenia rangi, znaczenia, a także wiarygodności najlepszych dzieł Kapuścińskiego często abstrahują od realiów w jakich one powstawały: można odnieść wrażenie, że niektórym wręcz wydaje się, że autor „Cesarza” podróżował z po Afryce z komórką i laptopem.

 

Temu modnemu dziś „odbrązawianiu autorytetu” rzadko towarzyszy empatia, częściej chęć „podszczypania” pisarza – rzekomo w „imię prawdy” (jakby istniała jedna dla wszystkich), mechanicznie pojmowanej, opartej na domniemaniach lub wręcz insynuacjach „lustracji” lub „czystości gatunku”, jakim miałby być reportaż. Co smutniejsze, animatorzy nowych opinii niejednokrotnie posiłkują się (nie)wiedzą i metodami trolli internetowych. W rezultacie książki pisarza, który poruszał ważne i nadal aktualne tematy, zrewolucjonizował i nobilitował reportaż, poszerzał granice literatury – czego wyrazem była niedawna literacka Nagroda Nobla dla Swietłany Aleksijewicz – usuwa się z listy lektur szkolnych.

 

O tempore, o mores! chciałoby się zakrzyknąć. Ale nic by to nie dało. Albowiem współczesna „wirtualna optyka” sprawia, że „władzę” nie tylko w mediach ma głos bałamutny i krzykliwy, a nie refleksyjny i stonowany. I może dlatego uniwersalne, mogące wciąż inspirować przemyślenia Kapuścińskiego (dotyczące choćby mediów, mechanizmów rewolucji, władzy czy polityki) bywają przemilczane bądź pomijane zamiast służyć twórczym rozszerzeniom. A przynajmniej w jego ojczyźnie – w Polsce. Można powiedzieć, że Kapuścińskiego niby znamy, niby szanujemy i doceniamy, ale wyjątkowo skromnie z jego spuścizny korzystamy. A do strywializowania wizerunku Kapuścińskiego przyczyniła się, niestety, głośna, choć kontrowersyjna, pełna luk i szalenie tendencyjna biografia „Kapuściński non fiction”. Zostawmy ją zatem na boku…

 

Życie zgodne z twórczością

Przypomnijmy jednak kilka faktów. Przez ponad pół wieku aktywności zawodowej Kapuściński odwiedził ponad sto krajów. Podróżował jako dziennikarz i korespondent, który nadaje depesze, a potem pisał książki. Gdziekolwiek był mnóstwo czytał. Fotografował. I rozmawiał z ludźmi. Nieustannie rozwijał swój warsztat – od poetyckiego, poprzez agencyjno-publicystyczny, reportersko-literacki po eseistyczny. Wypracował własny styl. A pisał wspaniale: prosto, jasno, mądrze i obrazowo. Kierował naszą uwagę ku nowym horyzontom i ważnym sprawom. Z pasją i empatią. Nie powielając stereotypowych poglądów i wyobrażeń o innych kulturach, innych ludziach. Umieszczone przy jego nazwisku słowa „dziennikarz”, „reporter”, „pisarz” czy „myśliciel” budziły skojarzenia z najwyższą jakością warsztatu pojmowanego jako rzemiosło i posłannictwo zarazem.

 

Tworzył mądre metafory i przenikliwe syntezy, aby uchwycić i przekazać istotę opisywanych wydarzeń i procesów społecznych. Dzięki niemu to, co odległe, a nawet egzotyczne stawało się bliższe; to, co obce, jakby bardziej oswojone. To on wytwarzał ów klimat bliskości. Z odległą Afryką, Ameryką Łacińską, Iranem, Kaukazem czy też z sąsiadującymi z Polską – Rosją, Białorusią, Ukrainą. Ów klimat powstaje, gdy na pierwszy plan wysuwa się człowieka. A następnie tło, na którym on działa. Tak powinno się pisać – o wielu sprawach.

 

Sam Kapuściński wiódł życie dość zgodne ze swoją twórczością. W swoich reportażach dostarczał czytelnikom wiedzy poniekąd subiektywnej, ale przez siebie doświadczonej i przeżytej – to jej dodatkowy walor. Jego twórczość jest emanacją postawy człowieka zatroskanego o losy świata i o los pojedynczego człowieka. Postrzegał bowiem świat jako całość, w której ważna jest nawet kropla wody. I tak budował swoje „sceny” – ze zderzenia tła ogólnego i trafnie dobranego szczegółu, na który inni może nie zwróciliby uwagi.

 

Wielokulturowy świat dialogu

Jego poczynaniom zdawała się przyświecać dewiza: szkoda życia i czasu na zajmowanie się byle czym. Należał do tych, którzy potrafili znaleźć sposoby, by swoje dzieła naznaczyć piętnem uniwersalnych wartości i spraw ważnych dla ludzi różnych kultur. Poszukiwał tego, co łączy, a nie tego, co dzieli. Nie przerażał go – tak jak słynną włoską dziennikarkę Orianę Fallaci – świat wielokulturowy, nie przerażał go islam. Na progu XXI w. dostrzegał inne niebezpieczeństwa: „światu grożą trzy plagi, trzy zarazy. Pierwsza – to plaga nacjonalizmu. Druga – to plaga rasizmu. Trzecia – to plaga religijnego fundamentalizmu. Te trzy plagi – pisał – mają te samą cechę, wspólny mianownik – jest nim agresywna, wszechwładna, totalna irracjonalność.”

 

Bliski mu był pogląd wybitnego antropologa, Bronisława Malinowskiego, że podział na cywilizacje wyższe i niższe jest bezzasadny. Jednak uczestniczenie w świecie wielokulturowym – twierdził – nie oznacza wyrzekania się własnych korzeni, przeciwnie: wymaga odczuwania własnej tożsamości. Do tego – podkreślał – nieodzowny jest nieustanny, choć niełatwy, bo wymagający ogromnego wysiłku, dialog.

 

Kapuściński, podobnie jak inny wielki dziennikarz, Włoch Tiziano Terzani, po ataku na Word Trade Center w 2001 r., stanął po stronie szukania porozumienia i pokojowych rozwiązań, a nie dążenia do dzielenia się, stawiania murów, a w konsekwencji – wojny. Inwazję na Irak, w którą zaangażowana była także Polska, uważał za błąd.

 

Czytać i nie bać się Innego

Jako dziecko był uchodźcą (musiał z rodzicami uciekać z ogarniętego wojną Pińska) i może dlatego był uwrażliwiony na los współczesnych migrantów i uchodźców z wędrujących z biednego Południa do bogatszej Północy. Jego krytyczne spojrzenie na świat ery globalizacji, a zwłaszcza refleksje o Innym nadal pozostają aktualne. To inspiracje, do których można i trzeba się odnosić. Bo Inny jest ważny. Czy tego chcemy czy nie, w erze otwartych granic i wielkich migracji, będziemy się z nim spotykać. Najlepiej byłoby spotykać się, by wspólnie coś pożytecznego robić.

 

Dlatego na pytanie „czy warto czytać Kapuścińskiego?”, odpowiadam dobitnie: „Tak!”. Warto czytać, by poszerzać horyzonty, lepiej rozumieć świat, nie zamykać się w zaścianku. Zamiast zastanawiać się nad klasyfikacją gatunkową tego, co Kapuściński napisał i deliberować; czy jego proza należy jeszcze do reportażu, literatury faktu czy już czystej beletrystyki, ważniejsze jest to, jak klarowny – i w jaki sposób – opis świata nam pozostawił.

 

 

Stanisław Zawiśliński

Please Enter Your Facebook App ID. Required for FB Comments. Click here for FB Comments Settings page

Zobacz też:
Koczownicy z dachu świata

Koczownicy z dachu świata

Fotoreportaż z Czangtangu
Hanna Polak: Razem z bohaterami walczy o lepsze czasy

Hanna Polak: Razem z bohaterami walczy o lepsze czasy

Z reżyserką, producentką i autorką zdjęć Hanną Polak rozmawia Bartosz...
Prof. Wolny-Zmorzyński: Aleksijewicz dopuściła do głosu każdego pokrzywdzonego

Prof. Wolny-Zmorzyński: Aleksijewicz dopuściła do głosu każdego pokrzywdzonego

Wywiad Agnieszki Kapeli

1 comment

  1. Agata says:

    Maj 3, 2018

    Odpowiedz

    Spoko!

Name required

Website