Centrum Kapuścińskiego

„Trudno być legendą. Wyglądać zawsze tak, jak ludzie sobie życzą, mieć ciągle trzydzieści lat, nigdy nie rozczarować publiczności. To bardzo dużo pracy. Nawet jeśli ktoś jest młody, to straszna praca. Ciągła dbałość o peruki, szminki, suknie.”

 

 

Naprawdę nazywała się Marie Magdalene. Z połączenia tych imion stworzyła nowe – Marlene. Przez wielu Niemców uważana była za zdrajczynię tylko dlatego, że miała odwagę sprzeciwić się polityce Hitlera. Pół świata ją kochało, drugie pół – nienawidziło. Jednej z największych gwiazd XX wieku przyjrzała się reporterka Angelika Kuźniak.

 

„Marlene” nie jest typową biografią. To opowieść reporterska o Marlenie Dietrich, do napisania której „kluczem okazała się pożółkła karta z notesu z kilkoma polskimi nazwiskami”. Reporterka spędziła kilkadziesiąt godzin w archiwum w Berlinie. Praca nad książką zajęła jej, wraz z długimi przerwami, prawie dziewięć lat. „Poznałam Marlenę przez przedmioty” – napisała autorka.

 

Cóż można nowego napisać o Angelice Kuźniak? Podobnie, jak w książce „Papusza”, opowiadającej o życiu Bronisławy Wajs, reporterka przytacza wiele wypowiedzi. Dlatego też, jej praca wydaje się nad wyraz autentyczna. Marlena Dietrich daje się poznać jako kobieta o dwóch twarzach – z jednej strony wspaniała diva w płaszczu z łabędziego puchu, a z drugiej – zgorzkniała i rozczarowana życiem starsza pani.

 

Tło dla historii artystki stanowi opis powojennej Europy. Kuźniak skupia się przede wszystkim na Polsce, gdzie Dietrich uwielbiała śpiewać. Dzięki książce czytelnik może dowiedzieć się, jak wyglądało życie „wyższych sfer” w czasie PRL-u, wraz z Marleną może wybrać się na spacer po ledwo odbudowanej Warszawie i wreszcie dowiedzieć się, co tak naprawdę łączyło ją ze Zbigniewem Cybulskim. Jego nazwisko Kuźniak znalazła w niewielkim, czerwonym notesie artystki na ostatniej stronie, pod napisem „Pologne, Poland”. I instynkt dziennikarski jej nie zawiódł – idąc za tego typu śladami napisała książkę o Dietrich, jakiej jeszcze nie było.

 

Ryszard Kapuściński mawiał, że warto o czymś pisać tylko wtedy, jeśli można powiedzieć na ten temat coś nowego. Tymi słowami kierowała się Angelika Kuźniak, pisząc książkę „Marlene” – książkę, która pokazuje, że życie artystów nie zawsze jest tak piękne, jak się nam wydaje. Że pod pięknym płaszczem z łabędziego puchu może kryć się słaba, zgorzkniała i rozczarowana życiem osoba.

 

Magdalena Bojanowska

 

„Marlene”
Autor: Angelika Kuźniak
Wydawnictwo: Czarne

 

Czytaj także recenzję książki „Papusza” Angeliki Kuźniak.

 

Please Enter Your Facebook App ID. Required for FB Comments. Click here for FB Comments Settings page

Zobacz też:
Chemik schodzi na złą drogę

Chemik schodzi na złą drogę

O Kacprze Choromańskim, który zawodowo analizuje krwawe ślady, pisze Anna...
Misterium ciała

Misterium ciała

"Pamiętam dokładnie swoją pierwszą sekcję zwłok"
Potrząsanie akwarium

Potrząsanie akwarium

"Zawsze wiedział, że interesuje go tylko dokument" - sylwetka Marcela...

Name required

Website