Centrum Kapuścińskiego

Małgorzata Kafel, laureatka konkursu „Tłumacze Świata”, opowiada o trudach zawodu tłumacza, pisaniu recenzji i przekładaniu nudnych książek.

 

 

Tłumaczenie traktuje pani jako hobby czy jako pracę?

Dla mnie tłumaczenie jest jednym i drugim. Tłumaczę już dla wydawnictw, wiążę z tym plany zawodowe, a jednocześnie bardzo lubię to zajęcie. Nie potrafiłabym robić czegoś, do czego nie mam przekonania. Trudno jest jednak zarabiać na życie wyłącznie przekładając literaturę. Myślę, że można to spokojnie połączyć z innymi rodzajami aktywności zawodowej, dlatego zamierzam w  tym roku zdawać na studia doktoranckie i rozwijać się naukowo.

 

 

Otrzymała pani nagrodę  w konkursie „Tłumacze Świata” za najlepszą recenzję krytyczną przekładu. Recenzowanie jest trudniejsze niż tłumaczenie?

Przy tłumaczeniu można się naprawdę bardzo zmęczyć, jeżeli książka nas nie interesuje i w żaden sposób nie porusza. I odwrotnie: jeżeli z przyjemnością czytamy książkę lub uważamy ją za ważną, to zwykle też z przyjemnością ją tłumaczymy.  Do tej pory miałam okazję tłumaczyć głównie literaturę popularną, co bywa naprawdę przyjemne. Przekład literatury faktu to także bardzo satysfakcjonujące, choć już zupełnie inne zajęcie – głównie ze względu na towarzyszące mu „pozaliterackie” czynności o cechach researchu: tłumacz musi prześledzić drogę autora sprawdzając źródła i przekłady pozycji bibliograficznych, do których autor się odwołuje. Recenzowanie książki, która wywarła na nas duże wrażenie nie jest trudne – także wówczas, gdy wymaga krytycznego spojrzenia na przekład. Ponieważ książka Arlie Hochschild dała mi do myślenia, wystarczyło po prostu przelać na papier refleksje nasuwające się podczas lektury. Przy recenzowaniu przekładu wykorzystałam odruch zawodowy. Jako czytelniczka zawsze zwracam uwagę na elementy charakterystyczne dla literatury tłumaczonej i chcąc nie chcąc, śledzę wybory nie tylko autora, ale też tłumacza. Nie potrafię już podczas lektury zapomnieć o tłumaczu.

 

 

Sama pani wybiera książki do tłumaczenia?

Niestety na razie to luksus, na który nie mogę sobie pozwolić. Oczywiście w miarę możliwości staram się rekomendować wydawcom książki, które uważam za wartościowe i które powinny być w Polsce wydane, jednak jak do tej pory bez sukcesu. Pozostaje mi więc wybór spośród propozycji wydawców, a w skrajnych sytuacjach między nietłumaczeniem niczego a tłumaczeniem czegoś, co mi zaproponowano.

 

 

W czasie spotkania z autorami przekładów nominowanych do Nagrody im. Ryszarda Kapuścińskiego za Reportaż Literacki książek, rozmawiano o problemach pracy tłumacza. Pani też je dostrzega?

Najważniejszym problemem jest w moim odczuciu nagminne zapominanie o naszym istnieniu. Zdarzyło mi się, że w zapowiedzi tłumaczonej przeze mnie publikacji znajdowała się informacja o tym, ile książka ma stron, ale zabrakło mojego nazwiska. Tego rodzaju sytuacje w ogóle nie powinny mieć miejsca. Żeby mówić o problemach tłumaczy literatury, trzeba najpierw dostrzec ich rolę. Nie tylko Szekspir nie pisał po polsku – większość wydawanej obecnie w Polsce literatury to książki tłumaczone.

 

Rozmawiała Natalia Oumedjebeur

Please Enter Your Facebook App ID. Required for FB Comments. Click here for FB Comments Settings page

Zobacz też:
Prof. Wolny-Zmorzyński: Aleksijewicz dopuściła do głosu każdego pokrzywdzonego

Prof. Wolny-Zmorzyński: Aleksijewicz dopuściła do głosu każdego pokrzywdzonego

Wywiad Agnieszki Kapeli
Misterium ciała

Misterium ciała

"Pamiętam dokładnie swoją pierwszą sekcję zwłok"
Paweł Cywiński: Biedak ubrany w ideały

Paweł Cywiński: Biedak ubrany w ideały

„Duży Format zmonopolizował reportaż” – rozmowa z Pawłem Cywińskim

Name required

Website