Świat pełen wspomnień

 

Wspomnienia ludzi, którzy przeżyli holokaust, są wciąż żywe. Prawdopodobnie nie sposób opowiedzieć historię każdej z tych osób. Henrykowi Schönkerowi udało się zamknąć tamten czas w książce pt. „Dotknięcie anioła”, na podstawie której powstał film. Jego kameralny pokaz odbył się 7 grudnia 2016 roku w Domu Spotkań z Historią.

 

– Jako reżyser nie powinienem źle mówić o swoim filmie, jednak jest niczym w porównaniu z książką – mówił Marek Tomasz Pawłowski (fot. Monika Tułodziecka)

 

Wszystkich zgromadzonych przywitał – dzięki nagraniu wideo – Henryk Schönker. Mówił o tym, jak istotny jest ten film dla niego samego. – Traktuję ten film i książkę jako coś na miarę terapii. Dzięki temu pogodziłem się z przeszłością i jest mi lżej. Dziękuję wszystkim, którzy chcą obejrzeć film lub przeczytać książkę, ponieważ przyczyniają się tym do mojego uzdrowienia.

 

„Dotknięcie anioła” to unikatowy film dokumentalny. Oparty na książce o tym samym tytule, która ukazała się w wydawnictwie Ośrodek Karta. Jedynym źródłem wiedzy o wojennych perypetiach żydowskiej społeczności jest słowne świadectwo Henryka Schönkera. Nie zachowały się z tamtego czasu żadne pamiątki ani fotografie związane z rodziną głównego bohatera. Dlatego twórcy filmu starali się odtworzyć tamtą rzeczywistość. Wizualizacją wspomnień Schönkera są sceny fabularyzowane na podstawie jego opowieści oraz grafiki stworzone metodą archikolażu, której twórcą jest Marek Tomasz Pawłowski – reżyser filmu.

 

Książka Henryka Schönkera została wydana w 2005 roku (fot. Monika Tułodziecka)

 

Po projekcji nagrania z domu Schönkera  oraz filmu „Dotknięcie anioła” widzowie spotkali się z twórcami dokumentu: reżyserem Markiem Tomaszem Pawłowskim i Małgorzatą Walczak, producentką (Zoyda Art Production) oraz Marią Krawczyk z wydawnictwa Ośrodek Karta.

 

Wspominali oni czas spędzony z Schönkerem. Maria Krawczyk mówiła: – Pan Henryk to niezwykle ciepła osoba, człowiek w jego towarzystwie bardzo dobrze się czuje. Znając jego historię, jest to zadziwiające, że pomimo tych przeżyć ma on w sobie tyle pogody i życzliwości dla innych.

 

Usposobienie Henryka przełożyło się na pracę przy filmie, o czym opowiadał Pawłowski. – Nie ma lepszych i gorszych historii ludzi, którzy przeżyli holokaust, wszystkie są tak samo ważne. Jednak to, że Henryk jest człowiekiem wielkiej wrażliwości, wpłynęło na to, jak wygląda ten film. Istotny jest język Henryka,  emocjonalny i przepojony wspomnieniami. Jako reżyser nie powinienem źle mówić o swoim filmie, jednak jest niczym w porównaniu z książką. Książka ukazuje cały rozmiar tej sprawy, na przykład w pełni przedstawia losy osób, które w filmie zostały zaledwie wspomniane przez Henryka.

 

Walczak również było żal tej części historii, której nie udało się zawrzeć w filmie. – Henryk opowiadał bardzo treściwie, po dziesięciu dniach pracy mieliśmy 27 godzin nagrań, więc podczas montażu odbywała się bitwa o każde słowo. W końcu udało się wybrać 2 godziny złotych myśli, to i tak było za dużo dla filmu – mówiła producentka. Wspominała też: – Henryka cieszyła praca przy filmie, był zachwycony obsadą: „Małgosiu, jak wam się udało? Ten chłopiec wygląda jak ja”. Na każdą postać reagował entuzjastycznie, mówił że idealnie odzwierciedla ludzi, których losy zawarł w swoich wspomnieniach.

 

Wszyscy uczestnicy spotkania podkreślali, jak niezwykłą osobą jest Henryk  Schönker. Na zdjęciu od lewej Małgorzata Walczak, Maria Krawczyk i Marek Tomasz Pawłowski
(fot. Monika Tułodziecka)

 

Uczestnicy rozmowy zgodnie twierdzili, że życie Henryka Schönkera to pasmo niezwykłych zbiegów okoliczności, możemy poznać je w książce i filmie. Twórcy filmu też go doświadczyli przy realizacji zdjęć. – Mieliśmy do dyspozycji niewielki budżet. Mogliśmy zatrudnić tylko trzech profesjonalnych aktorów, dlatego zaangażowaliśmy do filmu mieszkańców Oświęcimia. Byli to członkowie miejscowej grupy teatralnej. Dzięki temu nie ponieśliśmy kosztów ich noclegu – mówił Pawłowski. Dalej opowiadał: – Mieliśmy już chłopca do roli Henryka, ale dwa dni przed nagraniem przyszła jego mama: chłopiec miał komunię i jeszcze jakieś inne przyjęcie w rodzinie. Nie mogliśmy przenieść dni zdjęciowych, musieliśmy szukać nowego aktora. Chłopiec, który ostatecznie wcielił się w rolę małego Henryka, przyszedł na casting ostatni, już koło jedenastej wieczorem, następnego dnia rano zaczynaliśmy nagranie. Chłopiec był idealny, miał taki smutek w twarzy, którego brakowało innym kandydatom.

 

Słowom Schönkera w filmie towarzyszy wiatr, czarne niebo, a czasem strugi deszczu. Jak uważa Pawłowski, był to kolejny niezwykły zbieg okoliczności, ponieważ taka aura sprawiła, że Schönker opowiadał z jeszcze większym zaangażowaniem, wydobyło to z niego jeszcze więcej emocji.

 

Reżyser podkreślał, że celem było, by film trafił do jak najszerszej publiczności. – By cały świat zobaczył ten fragment historii Holokaustu, by zerwał ze stereotypem, że Polacy to antysemici – mówił. – Istotne były dla mnie komentarze publiczności amerykańskiej. Po filmie podchodzili do nas ludzie i mówili: „Tak było naprawdę, też to przeżyłem”, a potem opowiadali własne wspomnienia.

 

Zdaniem Pawłowskiego wartością filmu jest również to, że utrwala miejsca, których już nie ma. Jeden z dwóch domów, w których Henryk Schönker opowiadał swoją historię, już nie istnieje. Były już tak stary i zaniedbany, że go rozebrano.

 

 

Czytaj wywiad z Markiem Tomaszem Pawłowskim, reżyserem „Dotknięcie anioła”