/

Drogi Wojciechu

Nowy Folder - #BananowaNiedziela


Nie wydaje mi się, żeby w kilkuletniej historii „Nowego Folderu” pojawiła się na naszych łamach wewnątrzredakcyjna polemika. Ukazał się jednak wczoraj tekst Wojtka Podgórskiego, w którym postanowił skomentować, z właściwą sobie wrażliwością, następstwa, jakie zeszłotygodniowe wybory prezydenckie przyniosły naszej debacie publicznej. O ile tę wrażliwość rozumiem, a nawet podziwiam, z samymi wnioskami zgodzić się nie mogę.


Biorąc pod uwagę wszystkie tezy zawarte w tekście Wojtka, mamy takie samo zdanie w zasadzie jedynie w kwestii banałów – ktoś musi przegrać, żeby ktoś wygrał, każdy głos się liczy i jest tak samo ważny, ludzie mają prawo do różnych opinii i wszystkie są dozwolone, dopóki nie łamią prawa, wszyscy jesteśmy Polkami i Polakami. Z żadną z tych rzeczy nie da się walczyć i nikt nie ma zamiaru tego robić, nawet jeżeli redaktorowi Podgórskiemu wydaje się inaczej („Stwierdzenie, że żeby ktoś wygrał, to drugi musi przegrać, jest banałem, ale wiele osób stara się usilnie tego truizmu nie zauważać”).


Byłem już tam, gdzie teraz jest Wojtek. Zostało mi ostatnio zarzucone w pewnej dyskusji, że równościowe hasła były dla mnie przykrywką, sposobem na postawienie się nad drugą stroną sporu i maskowaniem pogardy. Otóż, nic bardziej mylnego. Podobnie jak mój redakcyjny kolega, szczerze wierzyłem w pełną równość wszystkich głosów polskiej wojny politycznej. Właśnie, wojny, nie sporu, bo w tę stronę maszerujemy stale od dekady i od dłuższego czasu marsz się zakończył, jesteśmy w okopach i prowadzimy z nich kolejne bitwy. I jak pisałem, podziwiam wrażliwość Wojtka, bo jest mi ona bliska – dokładnie te same emocje chowam od długiego czasu pod kolejnymi warstwami zbroi wykutej z rozczarowań i zszarganych nerwów.


Do podjęcia polemiki z tekstem redaktora Podgórskiego skłoniło mnie jedno zdanie, na pierwszy rzut oka banalne i nieważne dla całego tekstu, ale niebezpieczne, kiedy się w nie zagłębimy: „Na wszelakie tematy, niezależnie, czy mówimy o mniejszościach seksualnych, aborcji, sądownictwie, programach społecznych czy kolorze mebli do pokoju MOŻNA mieć inną opinię od drugiej osoby i absolutnie nie musi to oznaczać, że ktoś ma rację, a druga osoba jej nie ma.” Oczywiste? Nie do końca. Wyjmijmy z niego kolor mebli, aborcję i programy społeczne, bo w tych kwestiach zgadzam się, że można mieć inne zdanie. Chociaż nie jestem zwolennikiem wszelkich + dla całego społeczeństwa, a w obronie prawa do aborcji wychodziłem razem z polskimi kobietami na ulicę, nie są to sprawy zerojedynkowe. Zostaje nam osoby nieheteronormatywne i sądownictwo. Druga z tych kwestii jest dla mnie oczywista. Trybunał Konstytucyjny jest obecnie karykaturą, prokuratura jest sterowana z Nowogrodzkiej, a sędziowie dla wyborców PiS-u są „kastą”. Kastą, która była atakowana nie tylko przez polityków partii rządzącej i TVP, ale też przez kampanie finansowane z pieniędzy PFN-u. Konstytucjonaliści i sędziowie ostrzegali przed tym od samego początku władzy PiS-u i nie pomylili się w najmniejszym szczególe. Kolejne 3 lata będą prawdopodobnie próbą dopełnienia tego planu. Do tego nie jest prawdą, że „[…] przeciętnego mieszkańca wsi nie obchodzą zmiany w sądownictwie, kto zasiądzie w Trybunale Konstytucyjnym i miałby trudności z rozwinięciem skrótu PKB. Takie problemy zupełnie nie mają wpływu na jego codzienne życie i trudno wymagać, żeby się nimi interesował.” Po prostu nie są w stanie przewidzieć, kiedy „takie problemy” zaczną „mieć wpływ na jego codzienne życie”.


Prawa społeczności LGBTQ+ też nie są kwestią, w której można mówić o równorzędnych opiniach. Idąc tym tropem, czy faceci, którzy byli przeciwnikami nadania kobietom praw wyborczych, też mieli, po prostu, inne zdanie? Czy mieszkańcy południa USA, którzy nie chcieli nadania praw obywatelskich Afroamerykanom, też mieli inne, równie wartościowe zdanie? Zarzucasz zwolennikom Rafała Trzaskowskiego ukrywanie się za fasadą równościowych haseł, jednocześnie broniąc ludzi, którzy o równości w ogóle nie chcą słyszeć. Prawa osób LGBTQ+ nie były tylko jednym z tematów tej kampanii. Sztab Andrzeja Dudy wyniósł je na pierwsze strony swoich przekazów, murując swój elektorat cegłami z nietolerancji i zaprawą z nienawiści. Jeżeli traktowanie z góry tej części wyborców, dla których był to jeden z głównych powodów zagłosowania na Andrzeja Dudę, czyni ze mnie złego człowieka, to jestem zły, tyle. Trochę za długo starałem się na plucie w twarz odpowiadać zapraszaniem do dyskusji, żeby swoją niechęć dalej trzymać na wodzy.


Przede wszystkim, nie mogę zgodzić się z tezą dotyczącą głównego powodu porażki Rafała Trzaskowskiego. Może inaczej, odrzucam połowę tej tezy. Podział na my i oni jest głównym problemem, jednak jego twórcy zostali wskazani po złej stronie. Niecały rok temu ukazała się książka „Brat bez brata” Mariusza Janickiego i Wiesława Władyki. Jest to dokładna analiza stopniowego budowania żelaznego elektoratu PiS-u. Podając jedynie kilka przykładów – „wina Tuska” urosła do poziomu żartu, dziadek z Wermachtu również. Komuniści i złodzieje zostaną w języku polskiej polityki na zawsze. Co łączy te trzy zwroty kluczowe dla kolejnych etapów polskiej wojny? Szukanie wroga. Są prawdziwi Polacy (wyborcy PiS-u) i ich wrogowie – wyborcy innych partii. Jesteśmy my, okopani na Jasnej Górze, z bogiem na ustach i orłem na tarczach i są oni, posłuszni wobec Niemców, Unii, Rosji i kogo jeszcze można wymyślić, żeby tylko nie było to nasze, narodowe i właściwe. Nie da się walczyć z propagandą dawno wbitą do głów ciężkimi łopatami. W końcu jak można wytłumaczyć komuś, że w ogóle warto pochylić się nad postulatami człowieka, który w jego głowie jest zapisany jako niemiecki sługus? Tu dochodzimy do drugiego poważnego problemu z rozważaniami redaktora Podgórskiego.


W systemie demokratycznym wszyscy jesteśmy równi, więc z punktu widzenia cokadencyjnego zaznaczania krzyżyka, wykształcenie nie jest naszą miarą. W Polsce można jednak zaobserwować obecnie pewien paradoks – im ktoś bardziej wykształcony, tym większe prawdopodobieństwo, że będzie powoływał się na autorytety. Ktoś, kto, oczywiście teoretycznie, ma większą wiedzę o otaczającym go świecie, z większym prawdopodobieństwem sięgnie po głos eksperta w danej dziedzinie, niż osoba niewykształcona, która świat oceni wedle własnego widzimisię. Wiem, że w tym momencie brzmię jak snob, ale warto zastanowić się nad tym, kiedy następnym razem zagłębicie się w debaty pod facebookowymi postami i przejrzycie profile biorących w nich udział. Silne państwo nie jest mierzone tylko siłą armii i sojuszy. Naród bez autorytetów prędzej czy później upadnie, a do mieszania autorytetów z błotem obecna władza wręcz zachęca. Nie bez powodu wiele haseł władzy krąży wokół „walki z elitami”. Dążymy do wprowadzenia w Polsce kultu głupoty i ignorancji i nie mam na myśli wykształcenia, a odrzucanie głosów ekspertów w danej dziedzinie – do tej głupoty jest zdolny zarówno profesor belwederski z Wilanowa, jak i bezrobotny mieszkaniec głębokiego Podlasia z wykształceniem podstawowym. Długoterminowo jest to największe zagrożenie dla naszego kraju.


W takim razie gdzie nadzieja, ta matka głupich, co umiera ostatnia? Polski nie skleimy przez jakieś dwie dekady. Smutne to, ale według mnie prawdziwe. Jeżeli granica pomiędzy Polskami jest na Wiśle, możemy stawiać jedynie więcej mostów, na których będziemy spotykać się na rozmowy o naszym kraju. Sam w dalszym ciągu jestem zły, bo po ostatnich pięciu latach, tak po ludzku boję się nadchodzących trzech. Ale z wyborami pogodziłem się już w poniedziałek, bo na kontrze do wyborców Trzaskowskiego, o których pisał Wojtek, zamiast płakać nad wyborczą porażką, wolę w tych 49% widzieć możliwości. Nasze pokolenie, redaktorze Podgórski, nie musi się babrać w post-PRL-owskim szambie. Za kilka lat otworzymy własną pokojową debatę na zgliszczach wojny, która dziś się toczy. I właśnie w nas, w połączeniu z płynącym czasem, kryje się moja uśpiona nadzieja.

Wpisy

Liberalny pozytywista stale walczący z tkwiącymi w nim pokładami romantyzmu. Feminista. Miłośnik polityki, muzyki i NBA (od lat wierny fan Boston Celtics). Entuzjasta badań medioznawczych i socjologicznych. Redaktor naczelny magazynu Nowy Folder i autor rubryki felietonowej #BananowaNiedziela. Laureat Nagrody "Nadzieja mediów" 2019.