Drygas pozwala widzieć

Nowy Folder - Abu Haraz

 

Dynamiczna akcja, sensacyjne wydarzenia, szokujące statystyki – to one rządzą obecnie światem filmu i decydują o  sukcesach poszczególnych produkcji. Czy chcemy tego czy nie, wdzierają się także na teren filmu dokumentalnego. Maciej Drygas skutecznie broni się przed ich wpływem i w swoim najnowszym filmie „Abu Haraz” udowadnia, że dobry dokument może pozostać surową obserwacją.

 Abu haraz

Polak poświęcił siedem lat na wizyty w małej wiosce w Północnym Sudanie. Poznawał członków niewielkiej społeczności, obserwował ich życie i zwyczaje. Sceny, które oglądamy w filmie, obrazują ostatnie lata istnienia Abu Haraz – wkrótce miejsce to zostanie zmiecione z powierzchni ziemi. Drygas ukazuje dramatyczną historię ludzi, którym władze jedną decyzją odbierają domy i niszczą ich dziedzictwo. A dzieje się tak, ponieważ na Nilu budowana jest tama, której uruchomienie spowoduje zalanie filmowanych terenów.

 

Pierwsze sceny mogą wydać się banalne: ktoś idzie między chatami i krzyczy, że narodził się nowy mieszkaniec wioski, ktoś pije kawę, ktoś inny leży. Obserwujemy niedużą społeczność, której członkowie wykonują codzienne czynności. Widać, że wszyscy są sobie bliscy. Próżno doszukiwać się w kadrach Drygasa czegoś innego niż zwyczajnych ujęć mieszkańców małej afrykańskiej wioski – ich niewielkich chat, koców na podłogach, zwierząt gospodarskich, narzędzi do uprawy roli.  Jednak z czasem nagromadzenie tych pozornie mało efektownych, spokojnych scen doprowadza do niezwykłego zjawiska.  Stosowane przez Drygasa długie ujęcia skupiają uwagę widza tak silnie, że staje się on częścią Abu Haraz. Dlatego późniejsze krótkie sceny, w których Sudańczycy opowiadają o swojej dramatycznej sytuacji, mają tak dużą siłę oddziaływania. Poruszające są momenty, w których mieszkańcy wioski protestują, próbując ostatni raz wywalczyć zmianę swojego losu oraz chwile, gdy wszystko jest już stracone i trzeba spakować swój dobytek, opuścić rodzinną wioskę. To, że tragedia Sudańczyków ma wymiar nie tyle materialny, ile przede wszystkim duchowy,  widoczne jest między innymi w scenie ukazującej reakcję kobiet, które po raz ostatni widzą swoje domy. Ból i rozterka towarzyszą także bohaterom, którzy stają przed tragicznym wyborem: muszą zdecydować, czy stać ich na ratunek rodzinnych grobów, czy będą zmuszeni porzucić je na pastwę Nilu.

 Abu_Haraz_4

Wszystkie te dramatyczne momenty pozbawione są odautorskiego komentarza. Maciej Drygas ani razu nie pojawia się w kadrze, a w jego filmie nie znajdziemy żadnych informacji ani na temat położenia geograficznego wioski, ani politycznych czy historycznych uwarunkowań, które doprowadziły do jej zniszczenia. Reżyser pozostaje obserwatorem i w tej pozycji stawia również widza, pozwalając mu widzieć i myśleć samodzielnie. Na końcu pozostaje jednak pewien niedosyt. Bo chociaż widz dowiaduje się, gdzie jest miejsce akcji, jak nazywa się miasto, do którego przesiedleni zostają bohaterowie oraz że powodem całego zamieszania jest decyzja władz o budowie tamy, to nadal brakuje odpowiedzi na dość istotne pytania: dlaczego to się dzieje? oraz dlaczego nikt nie słucha tych ludzi?

 

„Abu Haraz” to poruszająca opowieść, spójna całość, na którą składają się długie ujęcia najwyższej jakości. Historia mieszkańców wioski została opowiedziana przy pomocy silnie oddziałujących obrazów i mimo niewielkiej liczby słów w całej produkcji, odczuć można wiele emocji i przeżyć dramat Sudańczyków wraz z nimi. Wspomniane powyżej braki nie zmieniają tego, że nowa produkcja Drygasa jest dobrze zrealizowanym filmem dokumentalnym. Skierowanym do tych, którzy jeszcze chcą coś widzieć, a nie tylko zobaczyć.

 

 

Anna Cieślak