Centrum Kapuścińskiego

Dlaczego sowy symbolizują mądrość, bociany „przynoszą dzieci”, a niepozorny lelek kozodój uznawany był za uosobienie demonizmu? Aby znaleźć odpowiedź na te pytania, wystarczy otworzyć ostatnią książkę Stanisława Łubieńskiego i pozwolić autorowi przeprowadzić się przez podniebną rzeczywistość miast i wsi, od morza aż po góry.

 


Chyba nie znam osoby, która od zawsze wiedziałaby, jaką pracę podejmie, gdy dorośnie, a jej wizja faktycznie ziściłaby się. Wszelkie plany i marzenia o przyszłości ewoluują zgodnie z etapami naszego dojrzewania. Ja również, zanim zdecydowałam się na dziennikarstwo, wpadałam na różne, mniej lub bardziej abstrakcyjne pomysły na życie. Wśród nich znalazła się także ornitologia. Z dzisiejszej perspektywy te dwa zawody wcale nie wydają mi się aż tak bardzo od siebie odległe, w końcu dziennikarz to przede wszystkim dobry obserwator. Również różnica między człowiekiem i ptakiem nie jest aż tak znacząca, oboje nieustannie wędrują…  Sentymentalny powrót do dziecięcego przyglądania się wróblom podczas wiosennych spacerów sprawił, że sięgnęłam po „Dwanaście srok za ogon” Stanisława Łubieńskiego.
Ukrainista i kulturoznawca barwnie i obrazowo opisuje życie swoich niewielkich latających przyjaciół, których przeciętny człowiek na co dzień raczej nie zauważa. Snuje historie, które przywołują wspomnienia, pobudzają wyobraźnię, wyostrzają zmysły, a także zarażają pasją, emanującą z każdego słowa. Nie jest to naukowa rozprawa czy oschły dziennik obserwacji, choć i tego typu zapiski budują narrację  Autor wybiera przystępną drogę dotarcia do zróżnicowanej grupy czytelników (którzy zresztą docenili ją, wyróżniając Nagrodą Nike za rok 2017) i podchodzi do pozornie „niehumanistycznego” tematu w sposób niezwykle humanistyczny. Nie tylko dlatego, że niejednokrotnie ptaki personifikuje, czyniąc pełnoprawnymi bohaterami oraz stawiając na równi z ich miłośnikami. Poza urzekającymi opowieściami o przebiegu obserwacji i szczegółowymi opisami różnych gatunków, Łubieński zwraca uwagę na ptasi motyw obecny w sztuce: od muzyki Vivaldiego, Jannequina i Messiaena przez obrazy Chełmońskiego po filmy Hitchcocka. Prawda o podniebnych wędrowcach przenika się z fikcyjną wizją artystów. Pisarz, a może birdwatcher (ciekawe, jak wolałby zostać nazwany), powołuje się także na głęboko zakorzenione w polskiej kulturze, niejednokrotnie zadziwiające legendy i przesądy z ptakami w roli głównej.
Ponadto z lektury dowiedziałam się, czym różni się  birdwatcher od  ornitologa, kim jest twitcher (a może tłiczer?) i dlaczego ptak powinien „mieć” profesjonalnego fotografa. A także o tym, że nieraz zainteresowanie ptakami bywa kwalifikowane jako choroba lub uzależnienie i miewa zbieżne z nimi konsekwencje. Niestety, nad czym ubolewa również autor, liczne terminy związane z obserwacją ptaków nie mają sensownych polskich odpowiedników. Tak jak samo słowo „ptak” trudne jest do zastąpienia. Można się wysilać, wymyślając coraz to atrakcyjniejsze peryfrazy, ale żadna z nich nie będzie idealna…
Zanim zaczęłam czytać, nie przywiązywałam się zbytnio do cudzych recenzji, opisu treści i opinii znajdujących się na okładce. Właściwie nie pamiętam, skąd dowiedziałam się o tej książce. W końcu została wydana już ponad rok temu. Okazało się jednak, że moje wrażenia zaskakująco zbiegają się z opiniami autorytetów. Z całej książki za najważniejsze uznałam nawet to samo zdanie, co  Michał Cichy: „Trzeba uczyć, że przyroda jest wszędzie i potrzebuje naszej opieki. Najlepiej zacząć od drobnych spraw (…)”.
Stanisław Łubieński pisząc „Dwanaście srok..” z drobnej sprawy uczynił, przynajmniej dla mnie, coś wielkiego. Dzięki niemu moje oczy i uszy podczas spacerów będą jeszcze szerzej otwarte niż dotychczas. Przy okazji znalazłam też swój pierwszy atlas ptaków z „Kolekcji juniora”, a w nim poradę, dla każdego, kto jeszcze posiada wątpliwości, gdzie ich szukać: „Ptaki są prawie wszędzie. Możesz obserwować je z okna lub w parku czy ogrodzie. Dobrymi miejscami do obserwacji ptaków są lasy, rzeki, wybrzeża morskie oraz otwarte przestrzenie.”
Nawet w wielkim mieście, gdzie ich śpiew zagłuszany bywa przez uliczny gwar, a drzewa i krzewy coraz częściej padają ofiarą pił maszynowych, funkcjonują w swoim równoległym do ludzkiego świecie!
Michalina Bieńko

 

 

„Dwanaście srok za ogon”
Stanisław Łubieński
Wydawnictwo Czarne
2016

Please Enter Your Facebook App ID. Required for FB Comments. Click here for FB Comments Settings page

Zobacz też:
Chemik schodzi na złą drogę

Chemik schodzi na złą drogę

O Kacprze Choromańskim, który zawodowo analizuje krwawe ślady, pisze Anna...
Prof. Wolny-Zmorzyński: Aleksijewicz dopuściła do głosu każdego pokrzywdzonego

Prof. Wolny-Zmorzyński: Aleksijewicz dopuściła do głosu każdego pokrzywdzonego

Wywiad Agnieszki Kapeli
Nobel ma w sobie coś z kobiety

Nobel ma w sobie coś z kobiety

O Swietłanie Aleksijewicz, Nagrodzie Nobla i Białorusi pisze Alesia Ptushka...

Name required

Website