Dwie twarze Londynu


„Nowi londyńczycy” nie jest książką łatwą, ani wesołą. Jest przepełniona bólem i tragedią – ludzkimi problemami, na które nie ma rozwiązania. Jest reportażem z jednego z największych miast, którego prawdziwe oblicze jest nam mało znane. Warto dowiedzieć się, jak wygląda naprawdę.

Londyn nie jest już tym samymi miastem – myśl ta wyrażona przez autora na pierwszej stronie książki mogłaby właściwie posłużyć, jako hasło przewodnie całego reportażu. Ben Judah urodził się w Londynie, jednak znaczą część życia spędził poza jego granicami. Teraz wraca do rodzinnego miasta i nie może się nadziwić jak bardzo się ono zmieniło przez niecałe trzy dekady. Podróżuje od dzielnicy do dzielnicy i stara się zrozumieć, jakie są przyczyny tak wielkiego rozwarstwienia społecznego w stolicy Anglii. Dlaczego tuż obok rozświetlonych i szklanych wieżowców bezdomni imigranci są zmuszeni błagać o każdy pens? Dlaczego przybysze z zagranicy podejmują się najgorszych prac i są traktowani przez miejscowych z taką pogardą? Skąd w Londynie tak wielka fala przestępstw, narkomanii, czy prostytucji?

Efektem pracy autora jest wykreowanie niesamowicie smutnego oraz przygnębiającego obrazu londyńskiego społeczeństwa. Wrażenie to potęguje się, kiedy uzmysławiamy sobie, że czytamy o prawdziwych ludziach i rzeczywistych problemach. Bowiem wiele historii opisanych w książce może brzmieć dla czytelnika jak science fiction.  Nastolatkowie zmuszeni, aby uzależniać innych nieletnich od narkotyków. Sprzątacze metra, dla których niemalże codziennością jest sprzątanie zwłok samobójców. Imigranci nielegalnie przedostający się w ciężarówce przez granicę. Zniewolone służące uciekające od swoich ciemiężycieli – to bohaterowie reportażu Bena Judaha.

Przedstawiony przez Judaha Londyn jest tyglem narodów. Przybyli tutaj imigranci pochodzą niemalże z całego świata. Są Rumuni i Polacy, pracujący głównie na budowie, znani z zamiłowania do alkoholu i skłonności do bijatyk. Są Filipińczycy, czy osoby z Ameryki Łacińskiej, często pracujący jako służba. Są wreszcie czarnoskórzy z licznych państw afrykańskich, podejmujący się za kilka pensów najgorszych zajęć. Z czego pracodawcy chętnie korzystają. Wszyscy ci imigranci przybywali do stolicy Anglii z nadzieją, że to będzie ich ziemia obiecana. Tutaj szybko dorobią się fortuny i zamieszkają na szczycie jednego ze szklanych wieżowców, mając do dyspozycji wszystko, czego zapragną. Łączy ich jeszcze jedno. Brutalne rozczarowanie rzeczywistością.

Niewiele miejsca w książce autor poświęca rodowitym Anglikom. Między innymi dlatego, iż żyją w zupełnie innych dzielnicach niż imigranci, w zdecydowanie bogatszych. Przybysze nie mogą sobie pozwolić na nic droższego niż przedmieścia. O ile w ogóle mają jakiekolwiek mieszkanie. Głównym powodem jest jednak po prostu niewielka liczba prawdziwych Anglików mieszkających w stolicy. Miejsce zostało niejako przejęte przez przybyszy spoza Anglii. Z drugiej strony nasuwa się pytanie, czy przypadkiem ci obcy nie stali się już tutejsi. Jeśli spojrzymy jeszcze raz na tytuł odpowiedź wydaje się oczywista.

Znaczna cześć książki to zredagowane wypowiedzi osób, należących do najniższej warstwy społecznej. Sam autor pozostaje w tle i nie próbuje na siłę zaznaczyć swojej obecności na miejscu wydarzeń. Jest jedynie przekaźnikiem pomiędzy bohaterem historii, a czytelnikiem. W efekcie mamy wrażenie jakby przedstawione osoby, mówiły bezpośrednio do nas.

Imponuje ogrom pracy i zaangażowania autora. Jest zawsze w centrum wydarzeń. Aby opisać skalę biedy spędza noc z bezdomnymi, osobiście spotyka się z przestępcami, prostytutkami, nielegalnymi emigrantami, służącymi, czy robotnikami. Jest zawsze tam gdzie być powinien. Ryzykuje życiem i zdrowiem, aby zdobyć informacje. Często udaje kogoś innego, aby rozmówca zgodził się szczerze opowiedzieć swoją historię.

Judah świetnie prowadzi swoją opowieść, stawiając na bezpośredniość. W książce nie ma wielu statystyk, niepotrzebnych danych, o naukowych opisach nie mówiąc. Są tylko ludzie i ich historie. Owszem liczby czasem się pojawiają, ale jedynie po to by zobrazować skalę zmian, jakie zaszły w Londynie. W reportażu obecne są za to liczne, pozornie banalne, opisy – ludzi mijanych w metrze, czy pubu na rogu ulicy. Pozwalają one wczuć się w klimat Londynu oraz daną historię. Zrozumieć jej bohaterów, wyobrazić sobie miejsce, w którym się toczy.

„Nowi londyńczycy” są siłą rzeczy głosem w sprawie imigranckiego kryzysu, który dotyka Europy. Głosem niejasnym, ale bardzo ciekawym. Z jednej strony widzimy, że przybysze nie są terrorystami, tylko ludźmi, którzy zostawili wszystko, aby znaleźć lepsze życie i móc zapewnić utrzymanie rodzinie.  Po lekturze jednak trudno się dziwić Anglikom, którzy pod wpływem emocji zagłosowali za Brexitem. Ludzie ci, podobnie jak autor, nie poznają swojej ojczyzny i winy za to upatrują w zalewie ludzi z zagranicy.

„Nowi londyńczycy” to książka reporterska świetnie obrazująca dzisiejszy świat, nawet jeśli jest to wizja lekko jednostronna. Podobne historie można by zapewne usłyszeć w wielu innych miastach na świecie. Jedyne, do czego można mieć zastrzeżenie to brak dopuszczenia przez autora do głosu imigrantów, którym udało się osiągnąć względny sukces i stabilność finansową, o bogaczach nie wspominając. Pozostają oni gdzieś w tle, w roli kontrastu, jednak nie znamy ich historii. Z drugiej strony to w oczywisty sposób popsułoby spójność i wizję książki. A tak to mamy świetny reportaż, poruszający problemy tak podstawowe, że często o nich zapominamy.


„Nowi londyńczycy”
Autor: Ben Judah
Tłumaczenie: Barbara Gutowska-Nowak
Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego
Rok wydania: 2018