Dyskusja na noże

 

„Knives Out” to najnowszy film Przemysława Wojcieszka, którego pokaz przedpremierowy został zorganizowany 2 marca na Wydziale Dziennikarstwa, Informacji i Bibliologii przez redakcję Nowego Folderu. To obraz trudny, pełen emocji, niewątpliwie poruszający ważny problem stosunku Polaków do cudzoziemców. Dokładnie taka sama – trudna i pełna emocji – była dyskusja po filmie.

 

  Film został zrealizowany razem ze studentami wrocławskiej PWST. Wiele scen, które weszły do filmu, było improwizowanych (fot. Angelika Szpręgiel)

 

Tym filmem chcieliśmy w jakiś sposób skomentować to, co wydarzyło się w Polsce rok temu – mam na myśli przejęcie władzy przez Prawo i Sprawiedliwość. Wydawało mi się to na tyle doniosłe, że warto o tym mówić. Pomyślałem, że zaangażuję do współpracy grupę młodych aktorów i spróbujemy wspólnie napisać scenariusz. Ja zaproponowałem szkielet fabularny, jeśli natomiast chodzi o sceny, dialogi, była to nasza wspólna praca – wyjaśnił reżyser na samym początku.

 

Co wyszło z tej współpracy? Film o młodym pokoleniu, które pała nienawiścią do wszystkiego, co jest inne od nich. To opowieść o konformizmie, bierności, a także o zaślepieniu ideologią i bezmyślną wiarą w hasła i frazesy. Produkcja, poruszająca tak istotny problem społeczny, po prostu musi wywołać żywe reakcje widowni. Czy to był rzeczywisty obraz młodego pokolenia? Czy może było to przesadzone?

 

Poczułem się miejscami urażony. Dziwi mnie takie myślenie o młodych ludziach. Widziałem tam pewne archetypy zachowań, które niekoniecznie przypisałbym młodym, w dodatku były one dość stereotypowe. Dla mnie był to obraz mocno odrealniony – podzielił się swoją opinią jeden ze studentów I roku dziennikarstwa. – Wydaje mi się, że problem nie został w tym filmie pogłębiony, a jedynie „pogłaskany”. To spojrzenie na narodowców tylko z tej lewej strony. Jednak chyba najbardziej przerażające było dla mnie to, że bohaterowie nie byli głupimi ludźmi… To były młode, dobrze wykształcone, inteligentne osoby, które mimo wszystko wyznawały taką nacjonalistyczną ideologię.

 

„Nie jest aż tak źle, jak w tym filmie, ale zauważyłam pewne podobieństwa pomiędzy bohaterami a osobami, które zdarza mi się spotykać, które podchodzą do nas tak stereotypowo” – powiedziała studentka obecna na pokazie, pochodząca zza wschodniej granicy

 

Nastąpiło, wydaje mi się, bardzo mocne przesilenie, kiedy Andrzej Duda wygrał wybory, kiedy wygrało wybory PiS. Starałem się być obserwatorem tych wszystkich wydarzeń, nie mogę powiedzieć, żebym był ideologicznie mocno zacięty w stosunku do tego, co się wydarzyło. Raczej starałem się temu przyglądać. Ale mówiąc szczerze zostałem niejako „artystą wyklętym” pod szyldami PiS-u. Żeby było zabawniej, stałem się nim mimo woli. Zrobiłem parę projektów, które nagle zaczęły mieć problem w oficjalnym obiegu. Szokujące dla mnie było to, że nastał klimat przyzwolenia na zachowania, które wcześniej były jednak piętnowane. Była wielomiesięczna dyskusja na temat przyjmowania i nieprzyjmowania imigrantów, która spowodowała wylew ogromnego, wszechobecnego hejtu. Dla mnie było to zadziwiające, ponieważ była tam mowa tylko o dwóch, trzech tysiącach osób, które możemy przyjąć. W pewnym momencie media internetowe musiały zacząć zamykać działy komentarzy, żeby nie upubliczniać tych nienawistnych opinii. A były one często dużo bardziej ekstremalne niż to, co mówi Hubert, jeden z bohaterów filmu. Chciałem uchwycić ten moment przesilenia, kiedy ludziom, mówiąc kolokwialnie, „odwaliło” w związku z tą nagonką na imigrantów, na poprzednią władzę, na lewaków, która zresztą trwa do dzisiaj – opowiadał reżyser o motywacjach, które nim kierowały przy tworzeniu obrazu.

 

Przyzwolenie na tak agresywny i tak kierujący w stosunku do nacjonalizmu stosunek do wszelkich obcych nacji mieszkających w Polsce, ludzi, którzy nie są Polakami idzie z góry. Można mówić wiele złego o poprzednich rządach, ale tam nie było takiego przyzwolenia. Obecnie ono jest, możemy teraz tylko dyskutować o tym, skąd się to bierze – dodał red. Piotr Radecki.

 

Rozmowa o filmie szybko przerodziła się w dyskusję polityczno-ideologiczną, m.in. dotyczącą nacjonalizmu.

 

Bardzo chciałbym spotkać polskiego nacjonalistę, którego poglądy są dla mnie jakimś wyzwaniem intelektualnym: który odwołuje się do czegoś, czego ja nie znam, zmusza do przeczytania czegoś nowego. Niestety, podbudowa ideologiczna nacjonalizmu jest bardzo nędzna. Jestem na bieżąco z tym, co publikują w Internecie różni ludzie o takich poglądach, obserwuje np. co publikuje Marian Kowalski, czyli taki karykaturalny nacjonalista od Żołnierzy Wyklętych i to wszystko jest naprawdę na bardzo niskim poziomie – argumentuje swoje stanowisko Wojcieszek. – Obcokrajowcy są traktowani jak podludzie, widziałem dziesiątki takich sytuacji. Tak się nie traktuje ludzi, do których odczuwa się jakiś rodzaj szacunku. Uważam, że to traktowanie wynika z kompleksów, z pewnego przyzwolenia, które idzie z góry i ciągłej propagandy, że jesteśmy najlepsi.

 

Jak powiedział red. Konrad Zarębski „Knives Out” to kino szybkiego reagowania. „Zdjęcia do filmu trwały mniej więcej trzy tygodnie” – zdradził reżyser (fot. Klaudia Szłapak)

 

Nie dało się uciec od tematu objęcia w Polsce władzy przez PiS. Teraz wyrażam swoje zdanie: uważam, że program polityczno-społeczny realizowany przez tę partię jest dla Polski niezwykle szkodliwy – mówił reżyser. – Co ciekawe, byłem dosyć neutralny, kiedy były wybory. Przez ostatnie lata bawiłem się w kino artystyczne i byłem średnio zainteresowany tym, co dzieje się w Polsce. Nie byłem też nigdy wybitnym zwolennikiem Platformy Obywatelskiej, uważałem, że ta partia doszła do końca swojej egzystencji i nadal uważam, że zasłużenie przegrała wybory, że ich formuła zupełnie się wypaliła, zresztą też była szkodliwa. Natomiast sądzę też, że sytuacja w Polsce jest teraz bardzo zła. Do tej pory byłem wyłącznie obserwatorem, teraz stałem się uczestnikiem tego wszystkiego i dochodzę do wniosku, że źle się dzieje.

 

Najgorsze jest chyba to, że oni (PiS przyp. red.) dostali od nas tę władzę legalnie, a teraz tak po prostu robią wszystko, co chcą, pozwalają sobie na wszystko – wypowiedział się wspomniany już student dziennikarstwa. Sprzeciwił się on również użyciu przez reżysera frazy „PiS przejął władzę”. Red. Piotr Radecki zareagował: – Kompletnie nie dziwi mnie użycie takiego sformułowania, biorąc pod uwagę, że kiedy to PO objęło władzę, partia opozycyjna od początku nie robiła nic innego, tylko kwestionowała legalność ich władzy. Stanowisko wspomnianego już studenta było kontrargumentem ze strony młodzieży: – Wzajemne odbijanie piłeczki nie prowadzi do tego, aby coś się zmieniło. Myślę, że potrzebujemy dialogu. Nie widziałem spektaklu „Klątwa”, ale moim zdaniem to też nie jest sposób, żeby zacząć konstruktywną dyskusję. Ja stoję zdecydowanie po stronie lewej, ale dopóki mam przed sobą człowieka ze strony prawej, który posługuje się konstruktywnymi argumentami, rozmawiam z nim.

 

„Czy w dobie telewizji, Internetu i innych mediów, kino publicystyczne, jakim również jest film «Knives Out», to przyszłość kina?”  – zastanawiał się red. Konrad Zarębski
(fot. Angelika Szpręgiel)

 

Wojcieszek poruszył też problem stosunku ludzi kultury do dzisiejszej rzeczywistości: – Znam bardzo wiele osób ze środowiska artystycznego o poglądach lewicowych, który znakomicie żyły w symbiozie z liberalną PO. Jak był dobry urzędnik, to on po prostu dawał granty. Ludzie o poglądach lewicowych brali na potęgę kasę od instytucji, którymi zarządzali peowcy czy osoby, które dziś są w .Nowoczesnej. Przyzwyczailiśmy się do ssania tego „cyca” do tego stopnia, że jak się nagle ten cyc zrobił rok temu brunatny, to wszyscy zasysają go dalej, nie robiąc jednocześnie niczego, co nie byłoby eskapistyczne, udając, że nic się nie zmieniło. Ja teraz jeżdżę ze swoim filmem po Polsce i moi koledzy dziwią się, po co to robię. Więc ja im mówię: dlatego, żeby z ludźmi porozmawiać. Dlatego, że przez 20 lat tego nie robiliście. Nasi kumple byli ministrami kultury, więc co 2, 3 lata dostawaliśmy kasę. Zapomnieliśmy o pracy u podstaw, o edukacji, siedzimy we Warszawie, Wrocławiu, Poznaniu, Gdańsku i Łodzi i bijemy pianę o lewicowości. Z lewicą to nie ma nic wspólnego. Tymczasem coraz więcej ludzi wokół mnie traci pracę, wylatuje z instytucji kultury, w których obecny minister kultury ma coś do powiedzenia. Może więc nastąpi przebudzenie.