Dziesięć sekund przed zatrzaśnięciem drzwi

Jestem ofiarą czy katem? Naprawdę sam nie wiem – zastanawiał się Maciek, bohater dokumentu „Uwikłani”. Film Lidii Dudy został pokazany podczas kolejnego spotkania z cyklu „Nagrodzone polskie DOKUMENTY ostatniej dekady” w Centrum Sztuki FORT Sokolnickiego.

Nigdy nie robię dokumentów na zimno – twierdzi Lidia Duda, autorka 60 reportaży dla telewizyjnego Ekspresu Reporterów. Tu dokumentalistka specjalizowała się w sprawach społecznych, a potem związała się również z Redakcją Filmu Dokumentalnego i Reportażu Programu 2 TVP. Właśnie dla Telewizji Polskiej zrealizowała film, wobec którego trudno pozostać obojętnym. „Herkules” to opowieść o zaradnym i otwartym dwunastolatku – Krzysiu. Chłopiec urodził się z porażeniem mózgowym, w wyniku którego miał problemy z chodzeniem. Choć przeszedł dwie operacje, wciąż utyka. Bezrobotni rodzice, by zdobyć pieniądze, zbierają złom lub „chodzą na węgiel”. O problemach dnia codziennego zapominają przy wysokoprocentowych trunkach. Herkules, bo tak nazywa małego siłacza tata, pomaga rodzicom jak może: dźwiga worki z węglem i zanosi kilkukilogramowe reklamówki złomu do skupu. Rodzinny dom Krzysia nie jest jednak meliną, a rodzice darzą chłopca miłością i troską. Ten nagrodzony na festiwalach w Krakowie i Moskwie dokument poprzedził pokaz „Uwikłanych”.

UwikłaniDwa razy w miesiącu Centrum Sztuki FORT Sokolnickiego organizuje pokazy filmów w ramach cyklu „Nagrodzone polskie dokumenty ostatniej dekady”. 20 marca widzowie zobaczyli „Herkulesa” i „Uwikłanych” Lidii Dudy
(fot. materiały prasowe)

Główny film spotkania opowiada także o problemach nastolatka. Dokument otrzymał szereg nagród, m.in. Grand Prix „Złoty Lajkonik” oraz Nagrodę Prezesa Telewizji Polskiej dla najlepszego operatora, którą wyróżniono Wojciecha Staronia na Krakowskim FF w 2012 roku. Na wzmiankę o zatrzymaniu czternastolatka, który dwukrotnie próbował zabić człowieka, reżyserka natrafiła w prasowym artykule. Chciała dowiedzieć się, co popchnęło dziecko do tego czynu. Tak poznała Maćka, ofiarę pedofila. Gdy krzywdziciel jego i kilkorga innych dzieci, trafia do więzienia, chłopiec ma dziewięć lat. Po pewnym czasie przestępca wychodzi na wolność. On i jego ofiara mieszkają w tej samej okolicy. Maciek nie może zapomnieć o traumatycznych przeżyciach z dzieciństwa. Zbyt często widuje na ulicy swego oprawcę, nierzadko w towarzystwie nieletnich. I postanawia sam wymierzyć sprawiedliwość. O tej tragedii Duda w swoim filmie pozwala mówić nie tylko już siedemnastoletniemu Maćkowi, ale też mieszkającemu z ciotką pedofilowi. Okazuje się, że i on został kiedyś skrzywdzony. W dokumencie przeplatają się dwie narracje, dwa punkty widzenia: ofiary i kata. Obaj bohaterowie są raz w jednej, raz w drugiej roli.

Tą dokumentalną opowieścią reżyserka tworzy zarazem historię o toczącym się kręgu zła. Czy da się je zatrzymać? Jak potoczyły się dalsze losy bohaterów? O tym oraz o kulisach powstawania dokumentu Duda rozmawiała z widzami po pokazie.

Uwikłani_1Maciek, jeden z bohaterów filmu „Uwikłani”, odebrał sobie życie 18 miesięcy po zakończeniu zdjęć do dokumentu (fot. materiały prasowe)

Dlaczego to się stało? Sama zadałam sobie to pytanie – odpowiedziała na pytanie prowadzącego dyskusję Marcina Więcława. Gdy Maciek wyszedł z zakładu karnego, był kompletnie nieprzygotowany do życia. Już wcześniej okaleczał się i próbował popełnić samobójstwo. Zabrakło pomocy i wsparcia ze strony matki, psychologów, wychowawców. Dokumentalistka, która po skończeniu pracy nad filmem zawsze pozostaje w kontakcie ze swoimi bohaterami, opowiadała, że próbowała pomóc Maćkowi w znalezieniu pracy, mieszkania, umówić go na terapię. Niestety, kilkanaście miesięcy po powstaniu dokumentu Maciek powiesił się. Zostawił ciężarną dziewczynę Kasię. Na pomoc było już za późno. Dziś Duda przygląda się losom syna Maćka i jego matki. Okazuje się, że Kasia często znika na kilka dni, a dziecko zostawia pod opieką koleżanek lub nie zawsze trzeźwej matki…

Ta historia to efekt znieczulicy. Wszyscy wiedzieli, co się dzieje. To przyzwolenie na zło – tak odpowiedziała na pytanie dotyczące przyczyn tragedii.

Poruszonych widzów interesowało również to, jak reżyserce udało się namówić bohaterów do udziału w filmie. Duda odszukała osoby związane z szokującą sprawą i pojechała pod wskazane adresy. Zapukała do mieszkania pedofila, przedstawiła się, powiedziała, że robi filmy dokumentalne, i wiedziała, że ma jedynie 10 sekund, nim ten zatrzaśnie przed nią drzwi.

Lidia DudaRozmowa po seansie filmów Lidii Dudy trwała półtorej godziny
(fot. Weronika Rzeżutka)

Zapytałam, czy ktoś kiedykolwiek go spytał, jakie ma życie. Dałam mu szansę, żeby mógł o nim opowiedzieć, bo nie wierzę, że ktoś rodzi się zły lub dobry w stu procentach – mówiła o pierwszym spotkaniu z jednym z bohaterów. Podobne pytanie zadała Maćkowi. Jego nikt nigdy nie wysłuchał. Przepytywano go jedynie na okoliczność czynu. Umówiła się z nim, że będą rozmawiać tylko o ranach na duszy, nie poruszą tematów cielesnych.

To kwestia 5-10 minut, kiedy wyczuwam, czy jestem w stanie z kimś zrobić film. Bohater musi mieć potrzebę mówienia. Przekonywanie nie ma sensu.

Duda potrafi słuchać i nawiązywać kontakt z ludźmi, co w dokumentowaniu ludzkich historii jest niezmiernie ważne, ale w dokumencie ważna jest również prawda. I tu dokumentalistka odsłoniła warsztatowe kulisy, by weryfikować prawdomówność swoich rozmówców. A metody pracy ma nietuzinkowe. Tym razem jej ekipa… wybiła szybę w oknie mieszkania pedofila, reżyserka uznała bowiem, że jeżeli rzeczywiście, tak jak twierdzi ten mężczyzna, często ktoś rzuca kamieniami w jego okna, to nie powinien być zdziwiony tą sytuacją, a sprzątanie potraktować jako czynność rutynową.

Maćka nie udało się uratować. Jednak Duda uważa, że jej film był potrzebny, by ofiary nie pozostały anonimowe. Reżyserka podkreśla, że filmy dokumentalne wprawdzie nie zmienią i nie zbawią świata, ale jeśli pomogą choć jednej osobie, to już to wiele dla niej znaczy.

Weronika Rzeżutka