Centrum Kapuścińskiego

Wybory samorządowe to nie tylko szansa na decydowanie o swoim bezpośrednim sąsiedztwie. Małe lokalne komitety nie mogą sobie pozwolić na udział PR-owców obecnych w dużych partiach, a i hegemoni polskiej sceny politycznej nie wpompują przecież dużych funduszy w każdego z tysięcy kandydatów w całym kraju. Efekt? Hasła wyborcze samorządowców niekiedy żenują, niekiedy rozśmieszają, ale na pewno przyciągają większą uwagę od dopieszczonych banałów wielkiej polityki.

 

 

Jednym z trendów kampanii samorządowych jest odcinanie się kandydatów spoza PiS-u i PO (czy teraz KO – swoją drogą świetny skrót biorąc pod uwagę mnogość sportowych metafor w polityce), jest odcinanie się od wielkiej polityki. O ile dziesiątki odmian po-pisywania się nie robią na mnie wrażenia, o tyle można znaleźć bardziej efektowne dystansowanie się od języka naszej wielkiej dwójki. Niesamowitą inwencją wykazała się na tym polu w poprzednich wyborach samorządowych kandydatka do rady powiatu piskiego Ewelina Siwik-Wójtowicz. Czy hasło „Nie jestem świnią, by nażreć się przy korycie” samo w sobie jest chwytliwe? Zdecydowanie nie. Ale opatrzenie go zdjęciem kandydatki uśmiechniętej przy zwisającym z haka świńskim ryju z całą pewnością przyciąga wzrok, a to najważniejszy atut w momencie, w którym miasta są zasypane plakatami jak polska plaża petami. Niestety, ta cudowna kampania dała pani Siwik-Wójtowicz jedynie 1,08% głosów. Za chwytliwą grafikę można uznać również samochód skasowany na drzewie opatrzony hasłem „Stop przydrożnym drzewom! Bez nich będzie bezpieczniej!” Sławomira Dojlidy. Podejrzewam, że jest wielkim fanem klasyki beznadziei polskiej kinematografii – „Drzew” Grzegorza Królikiewicza.

 

Kandydaci muszą również zastanowić się, czy uczciwe podejście do wyborcy może pójść za daleko. I tu muszę wrócić do wyborów z 2014 roku. Radosław Urbaniak startujący wtedy do rady miejskiej w Wieluniu zdecydowanie w debacie: „czy nie mówienie całej prawdy jest kłamstwem?”, stawia na politykę w pełni otwartej księgi. Stąd cudowne hasło „Jestem leniwy, ale uczciwy”. Pan Urbaniak niestety mandatu nie zdobył, podobnie jak wszyscy z jego komitetu. Może wyborcy rozciągnęli jego hasło również na koleżanki i kolegów?

 

Samorządowcy uwielbiają również robić kariery na nazwiskach. I nie chodzi mi tu bynajmniej o Jarosława Wałęsę, czy startującego w moim okręgu wyborczym z list Koalicji Obywatelskiej Jarosława Kaczyńskiego (gdyby to był film, kierownik castingu dostałby premię). Małgorzata Półbratek z PiS-u opatrzyła swoje zdjęcie na plakacie, a jakże, połową bratka. Zofia Wódka z komitetu Praca i Solidarność przekonywała, że „Wódka – najlepszy wybór”. Pytanie tylko czy przed, czy po pracy? Bo jak już przy wódce, to na pewno solidarnie. Swoją drogą jeżeli nie wyszło w wyborach, zawsze można wystartować ze spotkaniami AA. Większą inwencją wykazał się Leszek Drozd startujący do rady powiatu węgorzewskiego, który zamiast dosłownego wykorzystania nazwiska postanowił namawiać wyborców do „Postawienia ptaszka przy ptaszku”. Moim zdecydowanym faworytem jest jednak jeden z kandydatów z powiatu sanockiego, który idąc w ślady Dariusza Szpakowskiego i jego legendarnego „puszczenia Bąka lewą stroną” boiska, prosi o „Nie banie się puszczenia Bąka do powiatu”.

 

Kampania samorządowa daje nam więc moment polityki na wesoło, jednak wyraźnie działa również na polityków z pierwszych stron gazet. Bo nikt mi nie powie, że PR-owcy Beaty Szydło, którzy opatrzyli kampanię pani wicepremier i minister czegośtam (w sumie kogo obchodzi co jej oficjalnie wpisali, jeżeli nic z tego nie wynika?) hasłem „Spotkamy się w drodze”, są pozbawieni przaśnego samorządowego poczucia humoru. Z tym że nie wiem, czy przejście od bycia Matką Polką do takich gróźb jest dobrą taktyką. Może bezpieczniej, i koniec końców taniej, będzie kupić jej helikopter? A, zapomniałem, że to też nie idzie naszym rządzącym najlepiej…

 

Jakub Banan Banasik

Zobacz też:
Potrząsanie akwarium

Potrząsanie akwarium

"Zawsze wiedział, że interesuje go tylko dokument" - sylwetka Marcela...
Który to świat?

Który to świat?

Druga część opowieści o Malezji. Pisze i fotografuje Weronika Rzeżutka...
Koczownicy z dachu świata

Koczownicy z dachu świata

Fotoreportaż z Czangtangu

Name required

Website