Dorwać Everest

[spider_facebook id=”2″]

 

Po II Wojnie Światowej upadające Imperium Brytyjskie marzyło, by to jego alpiniści zdobyli najwyższy szczyt świata. W maju 1953 roku ruszyła brytyjska wyprawa, na szczyt pierwsi wspięli się Nowozelandczyk i Szerpa z Indii Brytyjskich.

 

Everest

 

„Everest – poza krańcem świata” jest niezwykłym świadectwem niezwykłego przedsięwzięcia. Nowozelandzka reżyser Leanne Pooley opowiada o brytyjskiej wyprawie w Himalaje i ogromnym sukcesie – zdobyciu najwyższego szczytu świata przez jej rodaka Edmunda Hillary’ego oraz nepalskiego Szerpę Tenzinga Norgaya. Dokument powstał w 2013 roku, ale w polskich kinach można go oglądać dopiero od końca listopada 2014.

 

„Everest” na pierwszy plan wysuwa marzenie wspięciu się na szczyt, nie tylko w sensie dosłownym, ale także na arenie międzynarodowej. Przez lata leżało to na sercu Wielkiej Brytanii. Kiedy w 1949 roku Nepal otworzył granice dla zagranicznych wspinaczy, zrodziła się poważna obawa o pierwszeństwo na najwyższej górze świata. Joint Himalayan Committee – brytyjska organizacja wysokogórska nie szczędziła środków, by w maju 1953 roku po raz kolejny zorganizować podejście na Czomolungmę. Pamiętała bowiem, że rok wcześniej szwajcarska ekipa wspięła się na wysokość aż 8560 metrów.

 

Film krok po kroku rekonstruuje ogrom przedsięwzięcia, w którym wzięło udział trzech Brytyjczyków i dwóch Nowozelandczyków. Od początku najwięcej uwagi poświęca jednemu z nich. Edmund Hillary ma ogromne ambicje i marzy o zdobyciu szczytu, wyróżnia się siłą fizyczną i psychiczną. Po cichu liczy, że to jemu przypadnie możliwość wspięcia się na wierzchołek, choć zdaje sobie sprawę, że kierownik wyprawy – John Hunt musi wytypować do tego zadania dwóch słabszych od niego Brytyjczyków. Nie udaje im się zdobyć Everestu, a jak na ironię w drugim podejściu zdobywają go właśnie dwaj przedstawiciele byłych kolonii brytyjskich.

 

kadr z filmu„Everest. Poza krańcem świata” zdobył podczas Camerimage 2014 główną nagrodę w kategorii najlepszy film dokumentalny 3D (fot. materiały prasowe)

 

Co ciekawe, film jest wyjątkowo przegadany, chociaż na ekranie z ust bohaterów nie pada ani jedno słowo. W tle wykorzystano wywiady radiowe z uczestnikami wyprawy, w których opowiadają o sobie, swojej przeszłości i o tym, jak zdobywali szczyt. „We’ve knocked the bastard off” („Dorwaliśmy skurczybyka”) – mówi Hillary w rozmowie dla BBC po udanym wejściu.

 

Na początku trudno wychwycić do kogo należy który głos, ale nie jest to duży mankament filmu. W samym obrazie technologia 3D oraz inscenizowane sceny rewelacyjnie zastępują braki w dokumentacji z pierwszego wchodzenia na Dach Świata. Zachwyca możliwość obserwacji każdego kroku himalaistów. Na potrzeby dokumentu stworzono zdjęcia, które sprawiają wrażenie rzeczywistych. Sekwencje pomiędzy nimi a archiwalnymi nagraniami budują płynną i pełną napięcia opowieść, podczas której śledzimy wysiłek i mozół wspinaczy. W ten sposób pokonujemy wraz z nimi drogę aż na sam szczyt.

 

„Beyond the Edge” (oryginalny tytuł) jest jednym z niewielu filmów w 3D, których obejrzenia w tej właśnie technice nie żałowałam. Jakością obrazu dorównuje „Grawitacji”. Po pokazie zasłużył nawet na gorące brawa publiczności, chociaż nie była to jego premiera. Niezainteresowanych tematem szczerze zachęcam do wybrania się do kin. Nie szkodzi, że nie masz nic wspólnego z alpinizmem czy himalaizmem, ten dokument może wzbudzić w tobie fascynację i chęć odbycia przygody.

 

 

Marzena Wieczorek