Filip Springer o „Księdze zachwytów”, „Mieście Archipelagu” i nowym projekcie

 

W ciepły, letni, wcale nieweekendowy wieczór reporter ściąga do położonego nieopodal Wisły klubu tyle osób, że brakuje miejsc siedzących. W słuchaczy zamieniają się także ci, którzy przyszli tu na piwo i/lub spotkanie ze znajomymi. Nawet łowca pokemonów odrywa na chwilę wzrok od telefonu i przystaje, wyraźnie zdziwiony liczbą zgromadzonych. Sprawcą całego zamieszania był Filip Springer. Spotkanie z nim odbyło się 26 lipca 2016 roku w warszawskiej Stacji Mercedes.

 

Springer o książkach

 

W założeniu Kamil Bałuk (tegoroczny laureat stypendium dla młodych dziennikarzy przyznawanego przez Fundację im. Ryszarda Kapuścińskiego „Herodot”) miał rozmawiać z Filipem Springerem o opublikowanej wiosną  przez Wydawnictwo Agora książce „Księga zachwytów”. To zbiór krótkich tekstów, które autor pisał w ostatnich latach dla Gazety.pl i w których pokazuje różne miejsca w Polsce wyrastające (nie zawsze w pozytywny sposób) ponad naszą architektoniczno-przestrzenną przeciętność. Sporą cześć dyskusji zajęła jednak nowa książka Springera, którą wydaje Karakter, czyli „Miasto Archipelag”. Stworzenie opowieści o byłych miastach wojewódzkich (Polsce mniejszych miast) zaproponowali Springerowi pochodzący z Radomia Michał Nogaś z radiowej Trójki i pochodzący z Koszalina Przemysław Dębowski z wydawnictwa Karakter. Książka ma pojawić się w księgarniach w połowie września.

 

Zachwyca i nie zachwyca

 

Bohater spotkania przyznał, że jest zaskoczony, że ludzie czytają „Księgę zachwytów” tekst po tekście, w kilka dni. – Myślałem, że taka lektura będzie po prostu nudna. Te teksty są dość podobne. Musiały spełniać określone redakcyjne wymogi: w każdym pojawia się historia, informacja o tym, kto dany obiekt zaprojektował. Nie powstawały z myślą o tym, że kiedyś będą wydane w książce – mówił Springer.

 

Opowiadał też, że pod wpływem „Księgi zachwytów” na Instagramie powstały specjalne hashtagi: #ksiegazachwytow i #slademsprigera. – Ludzie wrzucają zdjęcia budynków opisanych w książce. Może z czasem będą też publikować fotografie miejsc, które się w niej nie znalazły, a które warto pokazać – komentował autor.

 

W „Księdze zachwytów” Springer opisał nie tylko te obiekty, które to jego wprawiają w zachwyt. Są i takie, które oczarowują innych, a jemu zupełnie się nie podobają, jak stacje drugiej linii metra w Warszawie czy kładka w Rzeszowie.

 

 

Dumy człowiek się nie wstydzi

 

Nowy projekt Springera – „Miasto Archipelag” – to podróż po 31 miastach, które w wyniku reformy administracyjnej z 1999 roku przestały być stolicami województw. Reporter podkreślał jednak w czasie spotkania, że w książce nie ma 31 rozdziałów, z których każdy opowiada o innym mieście. Zamiast tego, skupia się na ich głównych problemach i pokazuje codzienność. – Pytałem mieszkańców o to, z czego są dumni i czego się wstydzą. Chętnie opowiadali o dumie. Duma to jest jedyne uczucie, którego człowiek się nie wstydzi. Pamiętam, że jak pracowałem w gazecie i miałem jechać zrobić komuś zdjęcie – portret, a w ogóle tego nie potrafiłem, to prosiłem: „Proszę mi pokazać dumę”. Dzięki temu to zdjęcie jakoś wychodziło. Jak pytałem ludzi o wstyd, to z reguły się obruszali. Odbierali to tak, jakbym wmawiał im, że muszą mieć jakieś kompleksy – opowiadał autor.

 

Prowadzący spotkanie Kamil Bałuk zwracał uwagę, że w swoich kolejnych reporterskich projektach Springer jest coraz bliżej zwykłych ludzi, coraz częściej z nimi rozmawia. Swoistym przełomem było „13 pięter” – książka poświęcona sytuacji mieszkaniowej w Polsce. Wcześniejsze reportaże – „Miedzianka”, „Wanna z kolumnadą”, „Źle urodzone”, „Zaczyn” – opierały się bardziej na analizie archiwaliów i rozmowach z ekspertami: architektami i osobami odpowiedzialnymi za zagospodarowanie przestrzenne. Gdy wśród bohaterów pojawiali się zwykli ludzie, były to spotkania zaplanowane. – Lubiłem umówić się w konkretny dzień, na konkretną godzinę, tak żeby mój rozmówca wiedział, że przyjdę i mógł się przygotować. Najgorzej było, jak siadałem i ktoś mi mówił: „A, ta moja historia to jest w sumie nieciekawa, ale sąsiad z dołu to może panu tyle opowiedzieć…”. Nie znosiłem takich sytuacji – wspominał Springer.

 

 

Tymczasem „Miasto Archipelag” jest w dużej mierze oparte na przypadkowych spotkaniach i rozmowach. – Pierwszy raz pisałem reportaż z podróży. Wałęsałem się po ulicach, zaczepiałem obcych ludzi, np. na bazarach. Pytałem też, czy mogę zrobić komuś zdjęcie, ale tak naprawdę chodziło mi o to, żeby jakoś zagadać – opowiadał autor. Mówił też, że stworzył sobie listę zagadnień do sprawdzenia podczas wizyty w każdy byłym mieście wojewódzkim. To było zabezpieczenie na wypadek, gdyby przyjechał i nie wiedział, co dokładnie robić. Na liście znalazły się m.in. przejazd najdłuższą linią komunikacji miejskiej i zapytanie o to, gdzie się wychodzi w piątkowy wieczór. – Skorzystałem z niej z dwa razy. Tak bardzo wciągało mnie to, na co trafiałem po przyjeździe – mówił.

 

„Miasto Archipelag” jest wszędzie

 

Książka to jednak tylko jeden z elementów projektu „Miasto Archipelag”. Springer zaangażował do pomocy korespondentów terenowych – ludzi, którzy świetnie znają byłe stolice województw. Wiele ich tekstów ukazało się na łamach „Polityki” – jednego z partnerów medialnych projektu. Inne – w formie notatek – pojawiały się także na fanpage’u projektu na Facebooku. Osoby te bardzo pomagały także w pokazywaniu miast czy organizacji spotkań z ich mieszkańcami.

 

Na Flipboardzie powstał do tego społecznościowy magazyn „Miasto Archipelag”. To zbiór tekstów informujących o tym, co dzieje się w 31 opisywanych miastach. Treści dodają tam lokalni dziennikarze, blogerzy i aktywiści. Ponadto w trakcie podróży po Polsce (większość odbyła się od września 2015 do lutego 2016) Springer prowadził blog, a o postępach w pracy na bieżąco informowała radiowa Trójka – drugi z medialnych partnerów przedsięwzięcia. Krótko po premierze książki Springera na rynku pojawi się również druga pozycja – przewodnik po byłych stolicach województw.

 

W czasie spotkania w Stacji Mercedes autor podkreślał rolę ludzi, którzy śledzili jego poczynania na Facebooku. – Słupsk nie leży nad morzem, ma do niego 17 kilometrów. Ale ja chciałem znaleźć w mieście ślady morza. Napisałem o tym na Facebooku. Ludzie zaczęli mi opisywać historie i wskazywać konkretne miejsca, do których powinien pójść – mówił Springer. Dodawał też, że marzy mu się stworzenie reportażu właśnie na Facebooku, wspólnie z komentującymi.

 

Miasto Archipelag

 

Nowy projekt

 

W rozmowie ze Springerem Bałuk poruszył także wątek często wracający w dyskusjach o polskim reportażu – to, że nasi czołowi autorzy w pewnym momencie przestali pisać o Polsce. Springer wyjaśniał, że lata 90. – czas wielkich zmian – sprzyjały dogłębnemu pokazywaniu rodzimej rzeczywistości. Mówił również, że to późniejsze przeniesienie reporterskich zainteresowań poza granice Polski może być związane z tym, że podróżowanie stało się tańsze i łatwiejsze. Bałuk sugerował, że to właśnie Springer odwrócił trend z początku XXI wieku i reporterzy znów zaczęli pisać o naszym kraju. – Piszę o Polsce, bo to tu żyję. Ogranicza mnie też bariera językowa. Trudno dobrze zrozumieć pewne znaczenia, niuanse, jeśli się gdzieś nie mieszka od urodzenia. Chociaż moja następna książka nie będzie o Polsce, ale nic więcej nie mogę jeszcze powiedzieć – mówił Springer.

 

 

Agnieszka Kapela