/

Formuła równych szans

 

Od początku swojego istnienia środowisko Formuły 1 było typowo męskie. Kobiety stanowiły głównie śliczne, skąpo odziane, eksponujące swoje wdzięki dodatki, trzymające tabliczki z numerami kierowców i oklaskujące w drodze na podium herosów kierownicy. Na szczęście to już przeszłość.

 

 

Kask Lelli Lombardi 1976 r. (źródło: Wikimedia Commons) 

 

Żeby być sprawiedliwym, nie jest tak, że kobiet w innej roli niż ozdoba w Formule 1 nigdy nie było. W 1958 r. jako pierwsza w historii za kierownicą bolidu F1 zasiadła Maria Teresa de Filippis. Wystartowała jednak tylko w trzech wyścigach. W trakcie GP Francji dyrektor wyścigowy nie pozwolił jej się ścigać, mówiąc, że jedyny kask, jaki powinna nosić kobieta to ten u fryzjera. Rok później zakończyła karierę. Piętnaście lat po niej pojawiła się Lella Lombardi – pierwsza i jak dotąd jedyna kobieta, która zdobyła punkty w wyścigach Formuły 1. Jednak od GP Austrii 1976 żadna przedstawicielka „płci pięknej” nie uczestniczyła w wyścigu najbardziej prestiżowej serii wyścigowej świata.

 

Koniec z uprzedmiotawianiem

Rok 2018 był w pewnym sensie przełomowy, jeśli chodzi o sytuację kobiet w F1. Jeszcze przed rozpoczęciem sezonu Liberty Media, koncern zarządzający F1, ogłosił, że rezygnują z obecności tzw. grid girls (kobiet zwykle stojących przy bolidach z numerami startowymi kierowców). Sean Bratches, dyrektor ds. komercyjnych w Liberty Media, słusznie tłumaczył, że to przestarzała praktyka, która kłóci się ze współczesnymi normami społecznymi. Decyzja wywołała burzę w środowisku wyścigowym. Można było przeczytać wiele komentarzy mężczyzn, w których skarżyli się, że teraz nie będzie na co popatrzeć. „Absurdalny pomysł”, „szalona poprawność polityczna”, „spisek brzydkich feministek”, „F1 już nigdy nie będzie taka sama” – pisali zawiedzeni panowie. Czyżby oglądali wyścigi dla roznegliżowanych pań, a nie akcji na torze? A to kobietom zarzuca się (z czym sama się spotkałam), że oglądają F1 dla przystojnych kierowców, a nie samego ścigania. Tak jakby ci przez większość transmisji w TV nie byli w kaskach…

 

Zadowolenie z decyzji władz królowej motorsportu wyraziła między innymi organizacja Women’s Sport Trust. – Dziękujemy F1 za zaprzestanie korzystania z grid girls. Kolejny sport dokonał jasnego wyboru tego, co chce sobą reprezentować – napisała organizacja na swoim Twitterze. I był to wybór doskonały. Naprawdę ciężko mi uwierzyć, że w XXI w. są jeszcze osoby, które nie widzą problemu w przedmiotowym traktowaniu kobiet. Bo oczywiście mężczyzn to nie dotyczy. W 2015 r. ówczesne władze F1 w trakcie GP Monaco postanowiły zastąpić grid girls grid boys’ami. Wszyscy byli oburzeni, że jak tak można? Po wyścigu czterokrotny mistrz świata Sebastian Vettel pytał: – Co to było? Ku…! Jedziesz tam [po wyścigu trzech pierwszych kierowców zostawia samochody pod podium – przyp. red.] i parkujesz za George’em lub Dave’em. Jaki jest tego sens? A jaki jest sens parkowania za Jessicą lub Kate, Sebastian?

 

Gotowe, by być inne

Wow, lubisz Formułę 1, to takie niesamowite; To nietypowe, że dziewczyna interesuje się F1 – te słowa od przedstawicieli płci przeciwnej słyszała chyba większość kobiet interesująca się tą serią wyścigową (ale innymi pewnie też). Mamy XXI w.! Mężczyzna może interesować się modą, a kobieta samochodami. I nie jest to ani niesamowite, ani nietypowe. To jest całkowicie normalne. Nie wszyscy jednak to rozumieją. Dlatego Susie Wolff (w 2015 r. była kierowcą testowym Williamsa, a aktualnie jest pierwszą kobietą, która została szefem zespołu w Formule E – serii wyścigów jednomiejscowych samochodów elektrycznych) i Motor Sports Association założyli organizację Dare To Be Different. Jej celem jest inspirować dziewczynki aby odważyły się walczyć z uprzedzeniami dotykającymi kobiety w motorsporcie, zachęcać by odważyły się robić coś „innego”. Łączy ona młode kobiety, które odważyły się być „inne” i mogą być dla pozostałych wzorem.

 

View this post on Instagram

Next Wednesday, our first school event of the D2BD season 2018 is taking place at @buckmorepark with 100 schoolgirls who #daretobedifferent 👐 The girls are looking forward to an action-packed day with many different activities, e.g. karting, building a hoverboard or trying their hand at motorsports journalism. #drivingfemaletalent, WE CAN'T WAIT! 🚗🔧👧💯 . Thanks a lot to all of our partners and sponsors! #d2bd . @williamsmartiniracing ● @thefemalelead ● @jennie.gow ● @f1inschoolshq ● @deutschebank ● @msa_motorsport ● @fiawim ● @f1 ● @pirelli_motorsport ● @csm_worldwide ● @integroinsurancebrokers ● @arnoldclark_ltd ● @wearequantumblack ● @autosportdotcom ● @alpinestars ● @skysports ● @stemlearninguk

A post shared by Dare to be Different (@d2bdofficial) on

 

Wśród ambasadorek organizacji jest wiele wspaniałych kobiet z różnych dziedzin świata motorsportu. Są wśród nich m.in.: Clarie Williams, szefowa Williams Racing F1 Team, dziennikarki Rachel Brookes, Lee McKenzie czy Natalie Pinkham, pracujące jako mechanicy Charlie Broughton, Bonnie Beard oraz inżynierowie Romy Mayer, Victoria Guppy oraz Ruth Buscombe. No i oczywiście gwiazdy kierownicy takie jak Tatiana Calderon, Sophia Flörsch czy Jamie Chadwick. Wszystkie w swoich dziedzinach rywalizują na równi z mężczyznami i wcale nie chcą taryfy ulgowej. – Nasz sport opiera się na wynikach, więc płeć nie ma znaczenia. Jako Dare To Be Different chcemy inspirować i motywować kobiece talenty, aby upewnić się, że w dłuższej perspektywie będzie [motorsport] bardziej zróżnicowany – mówi Susie Wolff. Nikt więcej chyba już nie powie, że jest to typowo męskie środowisko.

 

Niestety przy niektórych „zadaniach” kobiety wciąż są pomijane. Sezon 2018 liczył 21 Grand Prix. Po wszystkich kwalifikacjach i wyścigach odbywały się na prostej startowej lub pod podium krótkie rozmowy z czołową trójką kierowców. Żadnej z nich nie przeprowadziła kobieta. Dlaczego? Jest tyle świetnych i profesjonalnych dziennikarek, jak choćby wymienione wcześniej Brytyjki Rachel Brookes i Lee McKenzie, a także Włoszka Mara Sangiorgio czy Finka Mervi Kallio. Dlaczego nie dano im szansy przeprowadzenia takiego wywiadu z kierowcą „na gorąco”, tuż po wyjściu z samochodu? Przecież mają takie same wiedzę i umiejętności jak panowie, którzy po parę razy w sezonie przeprowadzali te rozmowy. Wierzę, że nie tylko ja zauważyłam ten „zgrzyt” i w przyszłym sezonie, któraś z pań dostanie szansę przeprowadzenia wywiadu przed zgromadzoną na torze publicznością.

 

Ten drobny „zgrzyt” naprawili już w zeszłym roku organizatorzy Autosport Awards, powszechnie uważanego za jedno z ważniejszych wydarzeń w świecie sportów motorowych. W trakcie uroczystej gali przyznawane są nagrody między innymi dla Najlepszego Kierowcy Wyścigowego czy Najlepszego Kierowcy Rajdowego. Nagrody są rozdawane od 1982 r.. Przez wszystkie lata prowadzącymi galę byli mężczyźni. Byli, bo w zeszłym roku nastąpiła zmiana – wraz z Davidem Coulthardem galę, jako pierwsza kobieta w historii, poprowadziła Lee McKenzie. Niby drobnostka, a cieszy

 

Na równych zasadach

W sezonie 2019 wystartuje W Series – seria wyścigowa tylko dla kobiet. Ma ona pomóc wyłowić kobiece talenty i ułatwić im drogę do F1. Będzie to sześć rund mistrzostw, z samochodami w stylu F3, które będą towarzyszyły serii DTM. By w niej wystartować zawodniczki będą musiały udowodnić, że są wystarczająco dobre i przebrnąć przez surowy proces oceny. Pomysł W Series wywołał mieszane odczucia wśród zawodniczek. Część cieszy się z nowych możliwości i szansy zademonstrowania swoich umiejętności. Jednak większość podchodzi do niego krytycznie, potępiając segregację płciową, która leży u źródeł całej koncepcji. Zawodniczka IndyCar Pippa Mann napisała na swoim Twitterze: – Ci z funduszami na pomoc zawodniczkom decydują się na segregację zamiast na wsparcie. Jestem bardzo rozczarowana, że taki historyczny krok wstecz dzieje się za mojego życia. Również Sophia Flörsch nie jest nastawiona do tej idei zbyt pozytywnie: – Zgadzam się z argumentami – ale całkowicie nie zgadzam się z rozwiązaniem, kobiety potrzebują długoterminowego wsparcia i zaufanych partnerów, ja chcę konkurować z najlepszymi sportowcami. Proszę porównać to z ekonomią: czy potrzebujemy oddzielnych kobiecych zarządów/doradców? Nie. To zła droga.

 

 

Wspierający ideę W Series David Coulthard nie zgadza się z tą argumentacją: – Niech ci, którzy mają coś do powiedzenia na temat segregacji, pokażą mi inną dyscyplinę sportu poza wyścigami konnymi, w której kobiety i mężczyźni nie rywalizują odrębnie. Każdy wie, kto jest najlepszą tenisistką, kto jest najlepszą sprinterką. Seria ma według niego pomóc zwrócić uwagę na potencjalne talenty i zmienić podejście do kobiet w tym sporcie.

 

Cóż, ja się zgadzam z argumentami Mann i Flörsch. Podzielam opinię Susie Wolff, że ten sport opiera się na wynikach, więc płeć nie ma znaczenia. – Jeśli nie stworzymy platformy mogącej przyśpieszyć dostęp, to nic się nie zmieni – odpowiedział w jednym z wywiadów Coulthard, na pytanie o możliwy sukces kobiety w F1. Tylko po co segregować? Dlaczego nie wspierać zawodniczek ścigających się na równi z mężczyznami w innych seriach? Wybranie najlepszej zawodniczki wśród kobiet nic nie daje. Skąd będziemy wiedzieć jak wypada na tle mężczyzn ścigających się w innych seriach i też pretendujących do zajęcia miejsca w fotelu F1? Kobietom, na wszystkich polach rywalizacji w świecie motorsportu, od zawodniczek, przez mechaniczki, do dziennikarek, należy po prostu zapewnić równe szanse. Nie chcą one taryfy ulgowej. Chcą tylko być traktowane jak równy z równym. Na poważnie, bez pobłażliwych uśmieszków w stylu „co ta dziewczynka może wiedzieć o samochodach”. Bo może wiedzieć sporo, tyle samo lub nawet więcej od uśmiechającego się.