From Sweden with smile

[spider_facebook id=”2″]

 

Kwiecień z Jerzym Śladkowskim to dalszy ciąg przeglądu twórczości najlepszych polskich dokumentalistów. Tym razem TVP Kultura przypomina nieco zapomnianego filmowca, który wyjechał z Polski w latach 80. i nie zamierza wracać. A od tamtej pory nakręcił wiele ważnych dokumentów.

 

Jerzy_Sladkowski(Fot.Bartosz_Wroblewski)Jerzy Śladkowski stara się kręcić dokumenty, które wyglądają jak fabuły – bez ani jednego wywiadu do kamery. Najchętniej w konwencji komediowej (fot. Bartosz Wróblewski)

 

Urodził się w 1945 r. w Radomiu. Jako absolwent filologii klasycznej na Uniwersytecie im. Mikołaja Kopernika w Toruniu i dziennikarstwa na Uniwersytecie Warszawskim rozpoczął pracę w Telewizji Polskiej (od 1972 roku). Nie miał doświadczenia, ale dostał ekipę zawodowców, dzięki której filmy robiły się same… W efekcie czuł się jedynie reporterem telewizyjnym, a jego ambicje wykraczały daleko poza telewizyjne produkcyjniaki. Do dzisiaj nie odnajduje się w sytuacji, gdy realizuje film na zlecenie, pod czyjeś dyktando: –  Dokumenty traktuję jak dzieci: mam własne, a te na zamówienie są jak adoptowane – twierdzi reżyser.

 

Początki na obczyźnie

 

Dzięki pomocy montażystki Niny Bardyn i operatora Ryszarda Jaworskiego, którzy otworzyli mu oczy na filmowy warsztat i sztukę opowiadania obrazem, pasja kwitła. Mimo początkowego braku odwagi, by poświęcić się karierze filmowca, w 1982 roku wyjechał do Szwecji, gdzie w końcu postawił wszystko na jedną kartę. W Skandynawii zrealizował dużą część swoich filmów. Jest tam ceniony i rozpoznawany (otrzymał Wielką Nagrodę Dziennikarzy Szwedzkich za całokształt twórczości). Poważną karierę filmową zaczął od „Trójkąta śmierci”, zrealizowanego w 1990 r. we współpracy z Agnieszką Bojanowską, montażystką i mentorką Śladkowskiego. To ona wskazała mu drogę, pchnęła na szerokie wody dokumentu. – Zrobiłem z nią mój pierwszy film o Polsce po wyjeździe z kraju, „Trójkąt śmierci”. Po montażu powiedziała mi: Masz pan przed sobą długą drogę, ale warto, bo coś w panu jest – wspomina Jerzy Śladkowski w wywiadzie dla portalu wyborcza.pl.

 

Drugim ważnym dla reżysera miejscem na mapie świata jest Rosja i jej syberyjskie pogranicza. Podczas pierwszego wyjazdu na Syberię wykonał kolejny krok do przodu w swojej karierze – zrealizował dla niemieckiej telewizji ZDF i kanały ARTE popularną serię dokumentów o życiu w syberyjskiej tundrze. Jak mówił w wywiadzie dla portalu culture.pl: – Kiedy znaleźliśmy się tam, byłem w szoku. Płasko jak cholera, mróz, a gdzieś w tle myśliwi i stadko reniferów. Ten pierwszy wyjazd to była lekcja reżyserii dokumentalnej – mówił. Czego nauczył się w mroźnej, rosyjskiej krainie? – Kombinowałem. Po chwili Mikołaj (Mikołaj Sidorczenko, operator pracujący z Jerzym Śladkowskim przy serii „Dzika Syberia”, przyp. red.) odwrócił się do mnie i powiedział: „Jurek, jeśli ty jeszcze przez minutę będziesz się zastanawiał, jak to nakręcić, to ni ch… nic z tego nie będzie – myśliwi pojadą do wioski pić wódkę, a renifery spieprzą w las”. To była moja lekcja – jak masz renifery, masz myśliwych, to stawiasz kamerę i to filmujesz – opowiadał. Do Rosji reżyser wracał kilkakrotnie.

 

 

Historie, które opowiada w swoich filmach, są uniwersalne – mogą wydarzyć się pod każdą szerokością geograficzną. Zmieniają się tylko bohaterowie i zdarzenia; sens i motywacje często są takie same. – Po „Dzikiej Syberii” wycofałem się z robienia filmów, które skrojone są pod tezę. Zrozumiałem, że kino musi opowiadać uniwersalną historię. Nawet jeśli oglądając mój film siedzisz w kapciach i zajadasz ciepły obiad, to wcale nie oznacza, że tamte dramaty cię nie dotyczą – twierdzi.

 

Różne oblicza reżysera

 

Akcja jego najnowszego filmu, „Dziewczyna z papugą”, rozgrywa się w Szwecji i dotyczy nowobogackiej rodziny, w której matka nie potrafi ułożyć odpowiednich relacji z dorastającą córką. Ale autor uniwersalizuje tę sytuację i opowiada o potrzebie bliskości i miłości w rodzinie. O uczuciu, które spotkamy w każdym zakątku świata. A w swojej karierze zjeździł mnóstwo krajów: Albanię, Argentynę, Finlandię…

 

Czytam „Newsweeka”, znajduję coś ciekawego i od razu wiem, że tam jadę – opowiada o poszukiwaniu tematów. Nie stroni od „podkręcania rzeczywistości”, chociaż często los wychodzi naprzeciw potrzebom filmu i zdarzenia „dzieją się same”. – Jak ktoś nie ma szczęścia to nie powinien robić dokumentów – przyznaje Śladkowski, mając w pamięci sytuację z planu „Fabryki wódki”, kiedy matka Wali podczas zdjęć nieoczekiwanie wyjęła list od kochanka sprzed lat. Scena trafiła do filmu, a historia nabrała nowych barw.

 

 

Śladkowski ma w sobie wiele empatii i wyrozumiałości dla bohaterów. Jego filmy są lekkie i ludzkie. Ujęcia często skrzą się humorem. Narracja przebiega gładko, wiele jego dokumentów ogląda się z uśmiechem na twarzy, jak w przypadku rasowych komedii („Szwedzkie Tango”, „Powrót do Łodzi”). Potrafi też jednak być wrażliwy i wniknąć w życiowy dramat bohaterki, jak w „Fabryce wódki”. Szkoda, że od lat nie mieszka już w Polsce, bo pewnie mógłby powiedzieć nam językiem filmu wiele ciekawych rzeczy o naszej rzeczywistości.

 

Konrad Szczygieł

 

Dokumenty Jerzego Śladkowskiego w TVP Kultura:

 

Wendeta
Dokument, Polska/Szwecja 1995, reż. Jerzy Śladkowski
Niedziela, 05.04, godz. 23:40

Szwedzkie tango
Dokument, Polska/Szwecja 1999
Niedziela, 12.04, godz. 22:00

Powrót do Łodzi
Dokument, Polska/Niemcy/Szwecja 2009
Niedziela, 19.04, godz. 22:15

Fabryka wódki
Dokument, Polska/Szwecja 2011
Niedziela, 26.04, godz. 23:00

 

Przed każdym filmem zostanie wyemitowana krótka rozmowa z twórcą, którą poprowadzi Michał Chaciński.