Japonia – Kraj Odradzającej się Wiśni

 

Ganbare! To od 11 marca 2011 roku najczęściej powtarzane słowo w Tohoku (…). Dajcie z siebie wszystko! Trzymajcie się! Walczcie! Dacie radę! (…) Czasem ganbare! zmotywuje cię do działania. Czasem, gdy słyszysz ganbare!, czujesz się bardzo samotnie”.

 

ganbare

 

Właśnie tak może poczuć się czytelnik ostatniego zbioru reportaży Katarzyny Boni – „Ganbare! Warsztaty umierania”. Raz zmotywowany do działania, innym razem – bardzo samotny. Zrozumieć to może jednak tylko ten, kto sięgnie po tę książkę.

 

„Ganbare! Warsztaty umierania” to opowieść o Japonii, która próbuje poradzić sobie z trzema największymi katastrofami, które ją kiedykolwiek spotkały, a które zdarzyły się niemalże jednocześnie i były ze sobą nierozerwalnie związane. Chodzi o trzęsienie ziemi w 2011 roku, tsunami, które dotknęło Tohoku – północno-zachodni region Japonii oraz awarię elektrowni atomowej Fukushima. To historie ludzi, którzy w ciągu kilku godzin stracili wszystko, co mieli: domy, samochody, firmy, a co najważniejsze – bliskich, i którzy mimo to próbują znaleźć dla siebie miejsce w tym nowym świecie, który zaczął dla nich istnieć po 11 marca 2011 roku. Aż w końcu, to głos oddany tym, którym uratować się tego dnia nie udało.

 

Razem z autorką podróżujemy po Japonii w poszukiwaniu wspomnień i emocji, związanych z tamtymi tragicznymi wydarzeniami. Znajdujemy niespokojną rozpacz i nieustanne niedowierzanie, które pewnemu mężczyźnie każą regularnie nurkować w głębiach oceanu w poszukiwaniu kości swojej córki, zabranej przez tsunami. Znajdujemy rezygnację, wynikającą z przeświadczenia (a czasem i doświadczenia…), że przed tsunami nie da się uciec. Znajdujemy desperację ludzi, którzy muszą mieszkać w blaszanych kontenerach, bo ich domy uległy całkowitemu zniszczeniu. Doświadczymy niepokoju spowodowanego ciągłym towarzystwem cichej bestii, jaką jest np. Cez-137 stosowany w Fukushimie. Poczujemy się samotnie, kiedy będziemy czytać o najpiękniejszej wiosce w tym kraju, teraz kompletnie opustoszałej z powodu nadmiernego skażenia lub o mężczyźnie, który jako jedyny został w skażonym miasteczku, aby opiekować się pozostawionymi tam zwierzętami. Ale doświadczymy też niezwykłej determinacji, bo przecież skoro się przeżyło 2011 rok, to nie można odrzucić tego daru i się zwyczajnie poddać. Podziwem będzie nas napawać zaradność mieszkańców w obliczu katastrofy. Pozwoli im ona zrobić talerz ze starej plastykowej butelki. Aż w końcu, biorąc udział w japońskich warsztatach umierania, zdamy sobie sprawę, co tak naprawdę w życiu się dla nas liczy.

 

Podróż przez Japonię z Katarzyną Boni wiedzie drogą wyboistą. Reporterka chciała opowiedzieć o Japonii i katastrofach, które ją spotkały, jak najbardziej rzetelnie. Do tego stopnia, że można by uznać, iż wpadła niejako w pewną pułapkę – pułapkę „miszmaszu”. Obok siebie między innymi opowiada historie ludzi, których spotkała na swojej drodze, przybliża czytelnikowi japońskie wierzenia, mówi o przedsięwzięciach, które były efektem wspomnianych już tragedii i praktycznych pomysłach na przeżycie najtrudniejszego okresu tuż po tsunami. Jednocześnie próbuje wytłumaczyć sposób, w jaki działa elektrownia Fukushima lub uświadamia, jakie konsekwencje niesie za sobą użycie poszczególnych izotopów atomowych, stosowanych w japońskiej elektrowni atomowej. Teoretycznie kluczem do tego wszystkiego jest chronologia poruszanych wydarzeń, jednak czytelnik może mieć wrażenie, że w książce panuje pewien chaos, spowodowany melanżem informacji i komunikatów. Ten chwilowy bałagan nie przysłania jednak wachlarza emocji, towarzyszącego nam przez dwieście dziewięćdziesiąt cztery strony lektury.

 

„Ganbare! Warsztaty umierania” opowiada o samotności i działaniu, o ulotności życia i nadziei. Kwiat wiśni jest w Japonii używany jako symbol tej właśnie ulotności, której Japończycy doświadczyli w 2011 roku. Jednak, czytając książkę, towarzyszymy bohaterom w tym, co każdego roku próbują zrobić wspomniane już kwiaty – w odradzaniu się na nowo. Ganbare!

 

 

„Ganbare! Warsztaty umierania”
Autor: Katarzyna Boni
Wydawnictwo: Agora

Wpisy

Gdyby nie zajmowała się dziennikarstwem, prawdopodobnie tłumaczyłaby polskie reportaże na język francuski. Ponieważ jednak jeszcze bardziej niż tajemnice języka Alberta Camusa i kultury jego kraju fascynują ją ludzie i ich problemy, stara się opowiadać o nich w swoich tekstach. Ma nadzieję, że kiedyś uda jej się komuś w ten sposób pomóc. Na co dzień pracuje w redakcji jednego z internetowych portali informacyjnych. Oszczędza na podróże - na początek do Ameryki Południowej. Laureatka nagrody Nadzieja Mediów 2017.