Centrum Kapuścińskiego

Pięcioro finalistów. Pięć książek reporterskich. Pięć różnych tematów. O czym rozmawiali autorzy książek nominowanych do Nagrody im. Ryszarda Kapuścińskiego na dwa dni przed jej wręczeniem?

 

Finaliści tegorocznej edycji Nagrody im. Ryszarda Kapuścińskiego za Reportaż Literacki, od lewej: Marek Łuszczyna, Ben Rawlence, Anna Bikont, Sacha Batthyany i Joanna Czeczott oraz prowadzący spotkanie prof. Przemysław Czapliński i Sekretarz Jury Nagrody Bożena Dudko. (fot. Katarzyna Sak)

 

Od wręczenia tegorocznej Nagrody im. Ryszarda Kapuścińskiego za Reportaż Literacki minął prawie tydzień. Ale niedzielna gala przyznania Nagrody nie była jedynym wartym wspomnienia wydarzeniem tamtego weekendu. W piątek, 18 maja, w Austriackim Forum Kultury zorganizowano spotkanie z finalistami tegorocznej 9. edycji. Spotkanie poprowadził prof. Przemysław Czapliński – profesor literatury współczesnej i krytyk literacki.

 

Reporterzy opowiadali o tym, czego doświadczyli w trakcie pracy, co w książkach jest dla nich ważne i co chcieli przy ich pomocy powiedzieć. – Czy mieliście taki moment, że chcieliście swój temat porzucić? – zapytał prof. Przemysław Czapliński. – Owszem, były takie momenty, kiedy chciałam porzucić pracę nad Petersburgiem. Pisanie książki zbiegło się w moim przypadku z urodzeniem dwójki dzieci i momentami łączenie obowiązków było naprawdę trudne. Poszłam nawet do wydawnictwa Czarne i chciałam oddać zaliczkę, ale wtedy redaktorka odpowiedziała mi, że to, z czym się mierzę, to nie są prawdziwe problemy. Że kiedyś inny reporter oddał zaliczkę, bo nie rozumiał bohatera i to był problem – powiedziała Joanna Czeczott. – Mam podobną historię – odpowiedział Sacha Batthyany. – Ja powitałem na świecie trójkę dzieci, a pisanie książki zajęło mi siedem lat. Myślałem czasem: czemu zajmujesz się akurat tym? Nie ma innych tematów? Męczyły mnie te pytania. Przez długi czas to była relacja miłości i nienawiści. Dopiero przez ostatnie pół roku doznałem obsesji na punkcie pisania. Anna Bikont nie miała dosyć pracy, bo jak mówi „bardzo lubi pracować i siedzieć w archiwach”. Obawiała się jednak, że nie da rady dokończyć książki, bo czuła „że ona jej się nie układa”. Ben Rawlence wyznał, co nie pozwoliło mu porzucić tematu: – Myślę, że nikt nie pisze książki bez momentu zawahania. Z moją historią było inaczej, bo ja pojechałem do miejsca swojego reportażu, żeby pracować. Kiedy tam dotarłem, nie mogłem uwierzyć, że takie miejsce istnieje. Mimo tego, że próbowałem go unikać – wyjeżdżałem dwa razy – to czułem, że opowiedzenie tego to jest mój obowiązek. – O temacie dowiedziałem się przypadkiem i kiedy go pogłębiałem on mnie bardzo angażował. Przez pracę 24 godziny na dobę nad książką rozpadło się moje narzeczeństwo. Bardzo dużo się zepsuło w moim życiu po drodze i wątpliwości nachodziły mnie co i rusz – zakończył temat Marek Łuszczyna.

 

Jednym z ważniejszych tematów dyskusji była kwestia prawdy w reportażu. Czy jest ona najważniejsza? Czy to jej szukali reporterzy w tracie pracy nad książkami? – Ja zdecydowanie poszukiwałem prawdy. Ona była przemilczana, zaskoczyła mnie. Niektórzy twierdzą, że prawda to interpretacja. Ja tak daleko nie idę. Dla mnie fakt jest święty – powiedział Marek Łuszczyna. Według Bena Rawlence’a w jego reportażu każda ze stron miała „swoją” prawdę: – Nie możesz dyskutować z faktami, ale z prawdą już tak. Odnalezienie prawdy było częścią mojej misji, ale trzeba było te poszczególne prawdy połączyć, żeby pokazać całość. – Dla mnie prawda jest mniej ważna niż subiektywna perspektywa. Chciałam swoją książkę pisać z perspektywy ofiary – nieważne, czy to wtedy będzie prawda obiektywna czy subiektywna – mówiła Anna Bikont. Nad odpowiedzią chwilę zastanawiał się Sacha Batthyany: – Nie jestem pewien jak odpowiedzieć. Było dla mnie ważne, żeby dobrze wykonać swoją pracę jako dziennikarz i być uczciwym, ponieważ pisałem o czymś, co dotyczy mojej rodziny. Nie szukałem czegoś takiego jak prawda, bo w takich historiach nie ma prawdy – podsumował dziennikarz. Joanna Czeczott dodała: – Szukałam czegoś, co było prawdą o losie moich bohaterów. Ważne jest, żeby zobaczyć dlaczego rozmówca ma taką prawdę i w taki a nie inny sposób ją przedstawia.

 

Tegoroczną Nagrodę im. Ryszarda Kapuścińskiego zdobyła Anna Bikont za książkę „Sendlerowa. W ukryciu”.

 

Katarzyna Sak

 

 

Czytaj także:
– relację z finału 9. edycji Nagrody im. Ryszarda Kapuścińskiego za Reportaż Literacki
– recenzję książki „Sendlerowa. W ukryciu” Anny Bikont
– recenzję książki „A co ja mam z tym wspólnego? Zbrodnia popełniona w marcu 1945 roku. Historia mojej rodziny” Sachy Batthyany’ego
– recenzję książki „Petersburg. Miasto snu” Joanny Czeczott
– recenzję książki „Mała zbrodnia. Polskie obozy koncentracyjne” Marka Łuszczyny
– recenzję książki „Miasto cierni. Największy obóz dla uchodźców” Bena Rawlnce’a

 

Please Enter Your Facebook App ID. Required for FB Comments. Click here for FB Comments Settings page

Zobacz też:
Chińskie duchy jedzą ananasy

Chińskie duchy jedzą ananasy

"Chińska herbata i tradycyjne pao na śniadanie, po południu zwiedzanie...
Hanna Polak: Razem z bohaterami walczy o lepsze czasy

Hanna Polak: Razem z bohaterami walczy o lepsze czasy

Z reżyserką, producentką i autorką zdjęć Hanną Polak rozmawia Bartosz...
Chemik schodzi na złą drogę

Chemik schodzi na złą drogę

O Kacprze Choromańskim, który zawodowo analizuje krwawe ślady, pisze Anna...

1 comment

  1. Katemeika says:

    Mar 28, 2017

    Odpowiedz

    Najbardziej przerażające jest to że nikt nigdy nie poniósł kary. Była śmierć, było mataczenie, było łamanie życia wielu osobom w celu wplątania ich w to morderstwo. Szczęśliwie ocalały akta sprawy. I co? I nic. III RP sobie z tą zbrodnią nie poradziła. Nie była w stanie czy nie chciała? Na to pytanie książka nie daje odpowiedzi.
    Ojciec Grzegorza – Leopold Przemyk wnosi skargę do Europejskiego Trybunału Spraw Człowieka a Trybunał orzeka, że Polska jest winna i zasądza odszkodowanie dla ojca. Może to jest odpowiedź?

Name required

Website