Gdzie przebiega granica?


Dzieło „Prorok Mahomet jako pies na rondzie” jest przede wszystkim krytyką wymierzoną w świat sztuki, w to, co uważa za jego hipokryzję, uśpienie, przewidywalną poprawność. Artyści powinni przełamywać tabu i przekraczać granice – jednak jeśli zrobi się to w zły sposób, zostaje się zmarginalizowanym. A nawet więcej. Można stać się więźniem we własnym kraju.

Wszystko zaczęło się w 2007 r., kiedy Lars Vilks – szwedzki artysta i teoretyk sztuki – narysował proroka Mahometa jako psa. Większość wyznawców islamu uważa portretowanie proroka za zakazane. A już tym bardziej jako psa, który zgodnie z hadisami [zapisami tradycji dotyczącej czynów lub wypowiedzi Mahometa] jest zwierzęciem nieczystym. Nazwanie kogoś „psem” uznawane jest w świecie islamu za jedną z największych obelg. Lars Vilks stał się więc wrogiem islamu. Część organizacji terrorystycznych, w tym Al-Kaida i Asz-Szabab, wydały na niego wyrok śmierci. Z tego powodu artysta otrzymał ochronę policji. Przez lata tak przywykł do życia z uzbrojonymi ochroniarzami, że nazywa ich „swoją rodziną” lub „chłopakami”.

Reporter Niklas Orrenius postanowił zbliżyć się do kontrowersyjnego artysty i w ten sposób przyjrzeć się naszej epoce, szwedzkiemu społeczeństwu oraz tematom tabu. Tak powstała książka „Strzały w Kopenhadze”. Historia Vilksa i jego rysunku (który, jak twierdzi artysta, nie miał na celu prowokowania muzułmanów, a jednie zakwestionowanie poprawności politycznej w świecie sztuki) jest w niej punktem wyjścia do głębszych i poważniejszych refleksji nad kondycją szwedzkiego społeczeństwa (a w gruncie rzeczy całej ludzkości). Orrenius kreśli w książce portret współczesności, w której narasta ekstremizm muzułmański, ale też nacjonalizm oraz rasizm najrozmaitszych formach. Reporter pyta o granice wolności słowa – czy w jej imię możemy sobie pozwolić na wszystko czy jednak istnieją ograniczenia, których przekraczać nie wolno?

„Strzały w Kopenhadze” to reportaż bardzo wielu perspektyw, niezwykle obiektywny i rzetelny. Niklas Orrenius na kartach swojej książki udziela głosu zarówno zwolennikom, jaki i przeciwnikom sztuki Larsa Vilksa. Przedstawia historie muzułmanów, którzy ulegli radykalizacji i próbowali zamordować artystę (doszło do co najmniej jednego zamachu na życie grafika), jak i tych wyznawców islamu, którzy w Mahomecie jako psie na rondzie nie widzą nic zdrożnego. Rozmawia ze zwolennikami absolutnej wolności słowa, jak też z ludźmi, którzy opowiadają się za jej ograniczeniem, przynajmniej w kilku określonych aspektach. Opisuje też genezę powstania skrajnie prawicowej partii Szwedzkich Demokratów, która zbija kapitał polityczny na sprzeciwie wobec polityki imigracyjnej Szwecji i demonizowaniu muzułmańskich imigrantów.

Orrenius w swoim reportażu porusza tematy niezwykle ważne i aktualne dla Szwecji, ale wyciąga szersze, wręcz uniwersalne wnioski. Jednak, gdy po raz kolejny powraca do rozstrzygniętych już w wątków (jak choćby rozważania nad granicami wolności słowa) zaczyna trochę nużyć. Drażnić też może nazbyt eksponowana obecność dziennikarza w dziele – on cały czas „zastanawia się”, „jedzie”, „obserwuje”, „spotyka się”. Reporter przestaje być obiektywnym, przezroczystym medium, a staje się aktywnym uczestnikiem dyskusji, niemal drugą, obok samego Larsa Vilksa, postacią książki. Choć, z drugiej strony, być może w ten sposób próbuje zająć pozycję rzecznika czytelnika, stojącego – w szerszym kontekście – wobec podobnych, jeśli nie tych samych, problemów co artysta.

Mimo tych zastrzeżeń „Strzały w Kopenhadze” Niklasa Orreniusa pozostają obiektywną książką o niebezpieczeństwach ekstremizmu religijnego, nacjonalizmu i nienawiści do obcych. Opisywana przez niego sytuacja ma walor uniwersalny, gdyż zjawiska, jakich dotyka, stanowią zagrożenie nie tylko dla mieszkańców Szwecji – są przecież powszechne i, niestety, charakterystyczne dla naszych czasów.



„Strzały w Kopenhadze”
Autor: Niklas Orrenius
Tłumaczenie: Katarzyna Tubylewicz
Wydawnictwo Poznańskie
Rok wydania: 2018