Gdzieś na końcu świata, hen…

 

Gdyby zapytać przeciętnego Polaka, z czym kojarzy mu się północna Norwegia zapewne odpowiedź brzmiałaby: z zimą. I ta niewiedza niewątpliwie byłaby wynikiem utrwalonego wśród nas stereotypu. Kiedy mówimy o Północy, na myśl przychodzą nam duże mrozy, renifery i noce polarne. Ale przecież nie trzeba udawać się w tak daleką podróż, by dowiedzieć się, jak naprawdę wygląda życie na krańcu świata. Wystarczy sięgnąć na półkę po reportaż Ilony Wiśniewskiej „Hen. Na północy Norwegii”.

 

Hen

 

W swojej najnowszej książce reporterka i fotografka współpracująca z „Polityką” zabiera miłośników literatury faktu w magiczną podróż po północnej Norwegii – Finnmarku. W czasie II wojny światowej teren ten został prawie doszczętnie zniszczony przez hitlerowców, a mieszkańcy wysiedleni. Obecnie zamieszkuje go więcej reniferów niż ludzi, bo zostają tam z reguły ci, którzy nie mają dokąd wyjechać. Wraz z opowieściami bohaterów czytelnik wędruje przez zaspy śnieżne, oblodzone ulice i opuszczone domy.

 

Książka dzieli się na trzy części. Pierwsza ukazuje Północ oczami umierającego starca Iberta Amundsena i jego syna. Ich wspomnienia oraz fotografie tworzą opowieść, która sięga aż do czasów II wojny światowej, a momentami nawet i dalej.

 

Druga część to opis tego, jak wygląda świat rdzennej ludności Norwegii – Saamów. Reporterka przedstawia także to, co działo się z nimi w przeszłości, jak byli wykluczani i tępieni ze względu na odmienny wygląd, język i tradycję. Niestety do dzisiaj nie ma równości między ludźmi z Południa i z Północy. To walka o prawa, a przede wszystkim o poczucie ludzkiej godności.

 

W trzeciej części Wiśniewska opisuje wyludnione miasteczko o nazwie Vardo, któremu dawną świetność ma przywrócić street-art. Przedstawia także, jak koło siebie żyją Norwegowie i Rosjanie, i ich owocną współpracę, którą zakończyła decyzja rządu norweskiego o przyłączeniu się do sankcji nałożonych na Rosję.

 

Ogromną zaletą książki „Hen. Na północy Norwegii” są zamieszczone w niej fotografie. Te niezwykłe i przepiękne zdjęcia, autorstwa Brora i Erlinga Amundsenów oraz samej autorki, ukazują klimat i urok Finnmarku. Niewątpliwie ułatwia to czytelnikowi percepcję wszystkich informacji, bo ma możliwość skonfrontowania tego, co przed chwilą czytał z tym, co widzi na fotografii.

 

Z każdą stroną czytelnik coraz bardziej wchodzi w świat Północy. I to jest właśnie magia tej książki – nie wychodząc z domu, czytający może odbyć podróż, jak się niektórym wydaje, na koniec świata. Atutem „Hen. Na północy Norwegii” jest także obrazowy język, jakiego używa autorka. Niektóre sytuacje są opisane tak, że nie sposób się nie uśmiechnąć. Przykładem są zasady handlu Rosjan z Norwegami z Północy: „Wypada nie zgadzać się co do zaproponowanej ceny, nie wypada dać kontrahentowi w mordę, ewentualnie można mu zagrozić wrzuceniem do morza. A po udanej transakcji zaprasza się Norwega na kubek czaju, bo dobra herbata to luksus tam, gdzie jeszcze nic nie słyszano o ropie naftowej i kwotach na odłów ryb”.

 

Czytając o śnieżnych zaspach, wyludnionych miastach i wykluczonej ze społeczeństwa rdzennej ludności Norwegii, aż trudno sobie wyobrazić, że to wszystko jest częścią skandynawskiego państwa dobrobytu. Jednak po skończeniu lektury, zamiast odłożyć książkę na półkę, ma się ochotę spakować ją do plecaka i samemu wyruszyć na północ Norwegii, hen, na koniec świata…

 

 

„Hen. Na północy Norwegii”
Autor: Ilona Wiśniewska
Wydawnictwo: Czarne