Gorącym łatwo się poparzyć

Jess, dziennikarka Fox News daje koleżance wskazówki jakie informacje zrobią w stacji furorę: „Zastanów się co przerazi babcię, a co wkurzy wujka?”, „Trzeba mieć mentalność irlandzkiego krawężnika”, oraz „Jeśli nie znasz źródła, wystarczy powiedzieć – mówi się”. To niewątpliwie dość cięte żarty z Foxa, które i my moglibyśmy przypisać do pewnych rodzimych stacji. Czy jednak poza trafnymi dowcipami, film uniósł historię skandalu jaki rozegrał się w centrum amerykańskiego konserwatyzmu? Mówi się, że „Gorący temat” nie wykorzystał swojej szansy w pełni. I trzeba przyznać tym anonimowym źródłom trochę racji.

Margot Robbie jako Kayla Pospisil i Kate McKinnon jako Jess Carr; mat. dystrybucja

Jest lato 2016 roku, trwa kampania przed wyborami prezydenckimi. Zostajemy zaproszeni do siedziby Fox News w News Corp. Building w Nowym Jorku. Po biurze oprowadza nas dziennikarka Megyn Kelly (Charlize Theron) i zapoznaje z panującą etykietą. Od razu spostrzegamy, że w firmie panują wyśrubowane standardy: pełen make-up, krótkie sukienki oraz szklane, przezroczyste biurka. Aby piąć się w górę trzeba przestrzegać nie tylko tych, ale i dodatkowych ścisłych zasad. Wyznacza je drugie piętro, gdzie rezyduje prezes i dyrektor generalny Fox News – Roger Ailes (John Lithgow), jedna z najbardziej wpływowych postaci świata mediów, człowiek, dzięki któremu Fox wypłynął na szersze wody. O tym jak bardzo wpływowa jest to postać, przypominają nam co jakiś czas telefony od Donalda Trumpa (w tamtym czasie kandydata na urząd prezydenta). Ailes ma w stacji niepodzielną władzę, to on decyduje kto będzie na szczycie – w głównym newsroomie w trakcie tzw. prime time (godzinach największej oglądalności), a kto będzie odczytywał pogodę w wiadomościach lokalnych. O przydziale decyduje przede wszystkim jedna cecha – lojalność. Rozumiana jednak w bardzo konkretny sposób… W tej atmosferze, oprócz wspomnianej gwiazdy Fox News – Megyn Kelly, śledzimy losy dwóch innych kobiet – komentatorki telewizyjnej Gretchen Carlson (Nicole Kidman) oraz aspirującej dziennikarki Kayli Pospisil (Margot Robbie). Obserwujemy wydarzenia, które mają ostatecznie doprowadzić do wybuchu skandalu…

John Lithgow jako Roger Ailes; mat. dystrybucja

W „Gorącym temacie” pokazane jest działanie medialnej machiny władzy. Obowiązuje starannie egzekwowany system – nagrody i kary. Awanse w zamian za wywiązywanie się z zasad, degradacja za niesubordynację. „Ryba psuje się od głowy” – cytuje powiedzenie jedna z bohaterek. Ciężko uniknąć przeświadczenia, że nie chodzi jej jedynie o firmę, ale także o to jak skonstruowany jest amerykański (i nie tylko) system wpływów.  Film pokazuje, że dochodzenie swoich praw to mozolny proces. „Zasada nr 1 w Ameryce” – usłyszymy – „kobieta nie może wystąpić przeciwko swojemu szefowi”. Szczególnie gdy obowiązuje ją umowa o zachowaniu poufności i obowiązkowa umowa arbitrażowa, wykluczająca wniesienie sprawy do sądu. Kobiety, które zgłaszają przypadki nadużyć usuwa się z pracy, bez podawania oficjalnego powodu. Tymczasem z ust jednego z prawników Donalda Trumpa można usłyszeć, że „nie można zgwałcić swojej żony”. Film pokazuje jak często z winnych próbuje robić się ofiary – „znów bogaty człowiek jest na celowniku”. I jak obowiązują podwójne standardy – komentarz, który w stosunku do mężczyzny byłby uznany za całkiem nie na miejscu, w  odniesieniu do kobiety traktuje się jako żart. 

Charlize Theron jako Megyn Kelly; mat. dystrybucja

A jednak „Gorący temat” wygląda trochę jakby gdzieś w połowie kręcenia zapomniano – czy to film fabularny, a może reportaż? Scenarzysta Charles Randolph odpowiedzialny m.in. za „Big Shorta” znany jest ze stosowania takich zabiegów narracyjnych jak łamanie czwartej ściany. I tak Megyn Kelly, która oprowadza nas po biurze, zwraca się bezpośrednio do nas. Choć czasem efekt ten sprawdza się dobrze, tu wprowadza to niepotrzebną konsternację. Zamiast identyfikować się z bohaterką, przyjmujemy rolę widza, siedzącego przed telewizorem. Wprowadzenie w świat Fox News można było pokazać zupełnie inaczej – np. za pomocą postaci Margot Robbie, która  jako nowa osoba w firmie, miałaby prawo wszystkiego się dowiedzieć. Niestety wybrano rozwiązanie znacznie gorzej sprawdzające się fabularnie. Rozczarowujące jest także, że wiele rzeczy nam opowiedziano, a nie pokazano. Narracja miała sprawiać wrażenie szybkiej, inteligentnej, przepełnionej informacjami, ale czy nie wyszła na przegadaną? Wiele np. mówi się w filmie, że telewizja to bardzo konkurencyjny biznes, ale sama akcja nie pokazują tego wyraźnie. Choć w firmie panuje napięcie, nie odczuwa się tej przytłaczającej rywalizacji, która sprawiała, że tak łatwo było wykorzystywać kobiety. Nie jest też pokazana potęga Foxa. Poza kontaktem z Donaldem Trumpem co daje stacji tak silną pozycję? Jak właściwie Fox kształtuje opinię publiczną? Jak duże ma wpływy? 

Jak na historię, która opiera się na prawdziwych wydarzeniach, w filmie nieco brakuje autentyzmu. Można odnieść wrażenie, że fabuła nie pokazuje prawdziwego życia. Obsada ma genialną charakteryzację i do złudzenia przypomina prawdziwe postacie (nie bez powodu charakteryzacja została wyróżniona nominacją do Oscara). Bohaterki i bohaterowie są jednak mało rozbudowani, niewiele o nich wiemy, a przez to mało się z nimi utożsamiamy. Samej opowieści nie zaszkodziłoby również nieco więcej intensywności. Film mógłby byłby równie energetyzujący jak zwiastun, montowany w rytmie „bad guy” Billie Eilish. Niestety historia, która mogła być opowiedziana z werwą i mocą, jest pokazana nieco anemicznie. Tylko kilka scen wykorzystało w pełni swój potencjał.

Aby danie było gorące trzeba podać je w odpowiednim momencie, ale także (co jest spostrzeżeniem dość banalnym) doprowadzić je wcześniej do właściwej temperatury. I jeśli to pierwsze filmowi Jaya Roacha się udało – w obliczu wydarzeń z ostatnich lat: akcji „#MeToo”, czy głośnej sprawy producenta Harveya Weinsteina, moment na pewno jest dobry. Film ma jednak problem z temperaturą akcji. Czuje się, że historia opowiedziana jest nieco zachowawczo. Brakuje dramaturgii. Jest to film, który miejscami obudzi uczucia – zniesmaczenie, gniew, ale czy sprawi, że serce widzów drgnie? Szkoda, bo historia jest poruszająca i ważna. Przychodzi więc do głowy pytanie do twórców – może nie należy się brać za gorące, jeśli boimy się poparzyć?

„Gorący temat”, reż. Jay Roach, prod. Kanada, USA, 108 min, dystrybucja Monolith Films

Wpisy

Studentka dziennikarstwa na Uniwersytecie Warszawskim. Lubię dobrze opowiedziane historie. W kinie czasem się to udaje, a wtedy warto o tym napisać. Jeśli nie, tym bardziej?
(https://www.filmweb.pl/user/Agata_Ikanowicz)

Twój adres email nie zostanie opublikowany.